Logo Przewdonik Katolicki

Może jako w tej chałupie nie zginiemy

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

Z bratem Marianem Markiewiczem ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, byłym kierowcą kardynała Karola Wojtyły, rozmawia Jadwiga Knie-Górna Jak to się stało, że Brat został kierowcą przyszłego papieża? - Bracia z naszego zgromadzenia kierowani są do różnych prac. W pewnym momencie był wakat na stanowisku kierowcy w Papieskim Kolegium Polskim, i prawdę powiedziawszy do dziś nie wiem,...

Z bratem Marianem Markiewiczem ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, byłym kierowcą kardynała Karola Wojtyły, rozmawia Jadwiga Knie-Górna


Jak to się stało, że Brat został kierowcą przyszłego papieża?
- Bracia z naszego zgromadzenia kierowani są do różnych prac. W pewnym momencie był wakat na stanowisku kierowcy w Papieskim Kolegium Polskim, i prawdę powiedziawszy do dziś nie wiem, co zadecydowało, że właśnie mnie zaproponowano tę pracę. Początkowo do moich obowiązków należało przywożenie oraz odwożenie kościelnych hierarchów z i na rzymskie lotnisko. Gdy do Rzymu przyjeżdżał kardynał Karol Wojtyła, byłem tylko do jego dyspozycji.

Wiózł Brat kardynała Karola Wojtyłę na dwa konklawe. Pierwsze, jakie odbyło się po śmierci Pawła VI oraz to drugie, tak ważne zarówno dla nas Polaków, jak i całego świata…
- Po śmierci papieża Pawła VI do Rzymu zjechali kardynałowie z całego świata. Przybył także kardynał Karol Wojtyła, którego przywiozłem z lotniska i służyłem mu jako kierowca podczas całego pobytu. Przed konklawe wszyscy kardynałowie, zgodnie z tradycją, losowali pokoje. Kardynał Karol Wojtyła wylosował wówczas pokój znajdujący się z prawej strony Bazyliki św. Piotra, gdzie obecnie znajduje się mozaika z Matką Bożą i dewizą naszego Ojca Świętego – Cały Twój, czyli słynnym Totus Tuus. Miałem szczęście być w tym pokoju, ponieważ z ks. Stanisławem Dziwiszem zanosiłem bagaże kardynała Wojtyły. Wówczas na tronie papieskim zasiadł kardynał Albino Luciani, który przyjął imię Jan Paweł I. Parę dni wcześniej miałem zaszczyt podawać jemu, jeszcze jako kardynałowi, potrawy do stołu, podczas posiłku, na który kardynał Karol Wojtyła zaprosił czterech kardynałów, w tym także kard. Lucianiego. Przed pierwszym konklawe miało miejsce dość zabawne zdarzenie. Kardynał Karol Wojtyła, wychodząc z Kolegium Polskiego w Rzymie, widząc ks. rektora Józefa Michalika, powiedział żartobliwie: „Józiu, jak zostanę papieżem, to ufunduje wam windę”, która miałaby ułatwić poruszanie się pomiędzy kaplicą a refektarzem. Już po konklawe, wchodząc do Kolegium, kardynał Wojtyła, widząc ks. Michalika, stwierdził: „Wybacz, Józiu, żem się tak licho spisał”. Warto dopowiedzieć, że przy tej windzie znajduje się tabliczka z informacją o niezwykłej historii jej powstania.

Która ziściła się dzięki kolejnemu, niespodziewanie szybkiemu konklawe…
- Znów pojechałem na rzymskie lotnisko po kardynała Karola Wojtyłę. Dzięki znajomości kapelana lotniska mogłem podchodzić do miejsca, gdzie wydawane były bagaże. Tam też ujrzałem ks. Stanisława Dziwisza, którego zapytałem, gdzie jest kardynał Wojtyła. Okazało się, że poszedł już do wyjścia. Po jakimś czasie uzmysłowiłem sobie, że go mijałem, nie rozpoznając go. Kardynał Karol Wojtyła był bardzo zmieniony, zamyślony, niezwykle skupiony, tak jakby przeczuwał dalsze wydarzenia. Tym razem podczas losowania pokoi trafił na taki, z którego widok rozlegał na bramę św. Anny. Właściwie było to biuro, na czas konklawe zaadaptowane na pomieszczenie mieszkalne. Najistotniejsze było w nim to, że tylko sklepienie oddzielało je od apartamentu papieskiego… Tak jak poprzednio, okna były zaplombowane, nie było telefonu, nie było niczego zbędnego oraz tego wszystkiego, co mogłoby umożliwić kontakt ze światem zewnętrznym. Byłem w tym pokoju 13 października 1978 roku ze swoją walizką, którą pożyczyłem kardynałowi Wojtyle, ponieważ jego została uszkodzona podczas podróży. Tego wieczoru poprosił mnie, abym go ostrzył, by jak stwierdził, dobrze prezentował się na konklawe. Intuicyjnie wziąłem i schowałem jego włosy, ot tak sobie, na pamiątkę. Nie miałem pojęcia, że kiedyś będą to tak cenne relikwie. Od tamtego wieczoru były i są zawsze ze mną… Gdy ukazały się pierwsze zdjęcia nowego papieża Jana Pawła II, mogłem z czystym sumieniem mówić, że papieska fryzura jest moim dziełem. Pamiętam również doskonale, że zanim kardynał wyruszył na konklawe, poprosił mnie, abym zawiózł go do szpitala, w którym leżał ciężko chory kardynał Andrzej Deskur. Widok cierpiącego przyjaciela wywarł ogromne wrażenie na kardynale Wojtyle, który stał się jeszcze bardziej milczący, skupiony i jakby nieobecny.



No i nadszedł pamiętny 16 października 1978 roku…
- Nie da się wyrazić radości, jaką wówczas przeżyłem. Następnego dnia spotkałem się z ks. Stanisławem Dziwiszem, który przyjechał do Polskiego Kolegium. Ponieważ byliśmy w małym i zaufanym gronie, wypytywaliśmy go o wszystkie szczegóły. Gdy spytaliśmy o jego pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II, odpowiedział nam tak: „Zaprowadzili mnie do Ojca Świętego, który był w pokoju. Gdy mnie zobaczył, pokiwał głową i powiedział: Stasiu, koniec z nartami!”. Wieczorem spakowaliśmy resztę bagażu, już Papieża Jana Pawła II, i zawieźliśmy do Watykanu. Windą pojechaliśmy do góry, Ojciec Święty był wtedy w kaplicy. Gdy zobaczyliśmy polskiego Papieża, upadliśmy na kolana. Potem ks. Dziwisz powiedział, że mamy podejść i przywitać się z Ojcem Świętym. Zgodnym chórem powiedzieliśmy: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Ojciec Święty odpowiedział: „na wieki wieków”. A po chwili po góralsku zapytał: „A cóżeście się tak po nocach włóczycie?”. Na co my odpowiedzieliśmy, że przyszliśmy odwiedzić Ojca Świętego. „A jak żeście przyszli, to chodźcie, to może jako w tej chałupie nie zginiemy” – odpowiedział nam.

Nadszedł też tragiczny dzień 13 maja 1981 roku…
- Tego dnia biskupi Smoleński z Krakowa oraz Szymecki z Kielc, których zawiozłem na konferencję biskupów całego świata, prosili mnie, abym zaniósł ich listy do polskiego ośrodka przy Via Pfeiffer 13. Zostawiłem auto i skierowałem się na Plac św. Piotra, gdzie było bardzo głośno i tłoczno, ponieważ schodzili się już pielgrzymi. Punktualnie o godzinie siedemnastej spod bramy Arco delle Campane wyjechał papmobile z naszym Ojcem Świętym i wjechał między sektory. Papież przed rozpoczęciem audiencji zawsze pozdrawiał i błogosławił zebranych pielgrzymów. Ponieważ papamobile tradycyjnie krążył wokół pielgrzymich sektorów, pomyślałem, że zanim rozpocznie się audiencja, zdążę oddać powierzone mi listy. Gdy już opuszczałem budynek ośrodka, przybiegła zszokowana kobieta, która przez łzy krzyczała, że strzelano do naszego papieża. Przez sekundę nie chciałem w to uwierzyć. Po chwili biegłem już na Plac św. Piotra, gdzie zastałem ogromne zamieszanie. Samochody karabinierów i policji z piskiem opon i na syrenach jeździły wokół placu oraz po jego najbliższej okolicy. Ludzie przerażeni, jakby jeszcze niedowierzając, co się stało, stali, płakali, modlili się… Kawalerowie maltańscy udzielali medycznej pomocy licznym poszkodowanym. Przy mikrofonie stał ojciec Kazimierz Przydatek, który prowadził modlitwę oraz podawał komunikaty, jakie do niego docierały o stanie zdrowia Ojca Świętego. Stąd wiedziałem już, że Ojciec Święty, do którego strzelał zamachowiec podczas drugiego okrążenia papamobile, jest w szpitalu i trwa jego operacja. Na pustym tronie papieskim ustawiono obraz Matki Bożej Częstochowskiej, przywieziony przez pielgrzymów z wielkopolskiego Kościana. W pewnej chwili powiał silniejszy wiatr i obraz z wielkim hukiem spadł. Wśród pielgrzymów rozległ się jęk zgrozy… Ojciec Kazimierz uspakajał zszokowany tłum i prowadził modlitwę. W pewnym momencie przypomniałem sobie, że biskupi są w Auli Pawła VI i być może o niczym nie wiedzą. Pobiegłem tam, i rzeczywiście okazało się, że obrady biskupów trwały niczym niezakłócone. Niestety, byłem tym, który przyniósł im tę hiobową wiadomość. Następnego dnia zawiozłem biskupów do kliniki Gemelli. Jedynie, co nam się udało, to dojść w pobliże sali, w której leżał Ojciec Święty. Trzy dni później cały świat, w samo południe, usłyszał jego zbolały, umęczony głos. Papież wpierw podziękował za wszystkie modlitwy w jego intencji, potem skierował słowa przebaczenia do Ali Agcy.

Jakim pozostał w Brata pamięci Jan Paweł II?
- Człowiekiem ogromnej, żarliwej wiary, modlitwy ciepły, życzliwy, pełen poczucia humoru oraz jako prawdziwy tytan pracy. Podczas każdej jazdy w samochodzie kardynał Wojtyła albo modlił się, albo czytał, a gdy staliśmy w tradycyjnych rzymskich korkach, wyciągał swoją teczkę dyplomatkę, którą używał jako stolik, i pisał… Nigdy nie marnował czasu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki