Logo Przewdonik Katolicki

Jak pierwsi chrześcijanie

Artur Boiński
Fot.

Średnio 25 urzędników przychodzi co rano, by modlić się w ekumenicznej kaplicy Zmartwychwstania, usytuowanej tuż obok gmachów Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej w Brukseli. Opiekunowie kaplicy cieszą się, że to sami eurokraci nalegali, by mieć taką możliwość. Obraz zlaicyzowania społeczeństw europejskich zwłaszcza starej Unii skupia się...

Średnio 25 urzędników przychodzi co rano, by modlić się w ekumenicznej kaplicy Zmartwychwstania, usytuowanej tuż obok gmachów Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej w Brukseli. Opiekunowie kaplicy cieszą się, że to sami eurokraci nalegali, by mieć taką możliwość.

Obraz zlaicyzowania społeczeństw europejskich – zwłaszcza „starej” Unii – skupia się jak w soczewce w stolicy unijnych instytucji – Brukseli. – Publiczne przyznanie się do tego, że jesteś wierzący, a tym bardziej że regularnie praktykujesz, sprawia, iż postrzegany jesteś w najlepszym razie jako dziwak, jeśli nie jako fundamentalista – mówi polskie małżeństwo żyjące od lat w Brukseli.

Zakazany papież
Podobną diagnozę stawia, bardzo realistycznie oceniając sytuację, ks. Jean-Luc Blanpain, wikariusz biskupi archidiecezji Malines-Bruksela. – Wiara staje się tu czymś przeżywanym w wymiarze wyłącznie prywatnym, a nie w przestrzeni społecznej – mówi ks. Blanpain. – Przeszliśmy od sytuacji, kiedy Kościół w życiu publicznym był praktycznie wszystkim, do takiej, gdy nie znaczy niemal nic.

Dobrym zobrazowaniem nastrojów w unijnej biurokracji jest fiasko inicjatywy Bogusława Sonika, polskiego eurodeputowanego z Europejskiej Partii Ludowej . Zaproponował on, by wznoszonemu w związku ze wstąpieniem do UE Bułgarii i Rumunii kolejnemu gmachowi Parlamentu Europejskiego nadać imię Jana Pawła II. Pomysł został zablokowany jeszcze w ramach grupy politycznej przez posłów francuskich i belgijskich.

Gdzie oni są?!
Inny znany przykład na laicyzację społeczeństw unijnych to problem z umieszczeniem odwołania do Boga lub choćby z uwzględnieniem chrześcijańskich korzeni kontynentu w preambule do projektu traktatu konstytucyjnego. Unijna konstytucja na razie została odłożona na bok, ale wcześniej czy później kwestia jej kształtu powróci. Tymczasem w Brukseli najczęściej słychać wyraźną niechęć do wpisywania w oficjalne dokumenty czegokolwiek, co miałoby jakiś związek z wiarą, religią.

– Choć jestem chrześcijaninem, nie jestem przekonany, że wpisywanie w konstytucji odwołania do korzeni chrześcijańskich jest konieczne – przekonuje brytyjski eurodeputowany Andrew Duff.

– Preambuła to tylko preambuła. Ważniejsze jest to, co w samym tekście konstytucji, a on jest korzystny dla chrześcijan w Europie – uważa z kolei Michael Weninger, doradca Komisji Europejskiej. Przyciskany komentuje jednak emocjonalnie: – Być może tego zapisu zabrakło w preambule, bo chrześcijanie, myślę zwłaszcza o świeckich, nie dość głośno się tego domagali?! Pytam więc: gdzie są chrześcijanie w Europie?!

Nowy język
Oczywiście nie jest tak, że chrześcijanie w Brukseli zapadli się pod ziemię. Pośród zlaicyzowanego unijnego morza dostrzec można wysepki odradzających się wartości. Jest to widoczne choćby poprzez działalność części polskich eurodeputowanych.

– Unia nam niczego nie narzuci w kwestiach światopoglądowych, ale to nie znaczy, że w ogóle nie ma problemu – przestrzega inny polski eurodeputowany Konrad Szymański z Unii na rzecz Europy Narodów. – Problem w tym, że Unia coraz częściej brnie w kierunki, które dotykają katolickiego sumienia. Chodzi na przykład o finansowanie badań nad komórkami macierzystymi czy o presję na harmonizację prawa rodzinnego.

– Chcemy dawać przykład, że są w życiu sprawy znacznie ważniejsze od zwykłego, codziennego materializmu – tłumaczy były premier, a obecnie deputowany z Europejskiej Partii Ludowej Jerzy Buzek, wychodząc z cyklicznego „śniadania modlitewnego”, organizowanego w europarlamencie.

Dzwon z taśmy
Swoiste świadectwo dają swoim młodym rówieśnikom uczestnicy wspólnoty La Vialle, prowadzonej przez jezuitów niedaleko Parlamentu Europejskiego. W dawnych klasztornych budynkach młode osoby, które przyjeżdżają na staże lub zaczynają pracę w unijnych instytucjach, mają zapewniony dach nad głową i wyżywienie. W zamian wnoszą niewielką opłatę i angażują się w działalność wspólnoty. To dla nich z pewnością nie jest tylko „tania meta” w Brukseli. Jak tłumaczy bowiem Katarzyna, Polka działająca w La Vialle: – Przede wszystkim codziennie wspólnie się modlimy i dajemy świadectwo w miejscu pracy, choćby zapraszając kolegów na nasze Msze. Muszę przyznać, że jest to najczęściej przyjmowane z sympatią.

Sympatia sympatią, ale tłumów w coraz mniej licznych brukselskich kościołach nie ma. Widać to na przykładzie wspomnianej we wstępie kaplicy Zmartwychwstania (zwanej też czasem „kaplicą europejską”). Została otwarta w 2001 roku w sercu eurokratycznej dzielnicy Brukseli. Chcąc ją odnaleźć, a znając jedynie adres, łatwo się pomylić. To bowiem, co na pierwszy rzut oka wydaje się kościołem, jest już dziś jednym z unijnych biurowców. Dawny klasztor został odsprzedany Komisji Europejskiej. Uchowała się niewielka część, która na kilku piętrach mieści biura, salę wystawienniczą i właśnie kaplicę. – Kaplica jest symbolem duchowego wymiaru zjednoczonej Europy. Codziennie rano odbywają się ekumeniczne jutrznie, a po nich wspólne śniadania. Dwa razy w tygodniu odprawiane są Msze katolickie, odbywają się nabożeństwa protestanckie i inne – tłumaczy opiekująca się kaplicą siostra Dominique Sadoux ze zgromadzenia sióstr Sacré-Coeur. Jej słowom towarzyszy dźwięk dzwonu. No, niemal dzwonu, bo to dźwięk puszczany z taśmy co godzinę, ale dopiero od 8 rano, bo wcześniejszego „hałasowania” zabrania miejscowe prawo.

Polityka małych kroków
– Zasada rozdziału Kościoła i państwa obowiązuje praktycznie w całej Unii. Jednak w jej ramach są bardzo różnie rozłożone akcenty. Trzeba znać i rozumieć te niuanse, by móc skutecznie działać na forum unijnym – uważa ks. Noel Treanor, sekretarz generalny Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej.

Swoją mrówczą pracę wykonują różnego rodzaju organizacje, jak na przykład Katolickie Biuro Inicjatyw Europejskich (OCIPE), które od lat 90. ma swoją filię także w Warszawie. Poprzez liczne inicjatywy OCIPE stara się służyć wszystkim, którzy myślą o jednoczeniu Europy w duchu chrześcijańskim.

– Z teologicznego punktu widzenia ludzie nie zostali stworzeni, by istnieć jako wyizolowane byty, ale by wchodzić w relacje z innymi – tłumaczy sens wspierania integracji kontynentu o. Frank Turner SJ, dyrektor biura OCIPE-Bruksela.

Podobne cele stawia sobie Katolickie Centrum Europejskie (Foyer Catholique Europeen), stowarzyszenie ludzi świeckich, działające w Brukseli od 1963 roku. Zgodnie ze swoim statutem, stara się „być znakiem jedności wśród chrześcijan zaangażowanych w proces jednoczenia Europy”.

Od roku 2000 działa też coraz prężniej polska sekcja Foyer, gromadząc polskich dyplomatów, pracowników unijnych instytucji i ich rodziny na coniedzielnych Mszach w ojczystym języku.

Jak w katakumbach
Trudno nie dostrzec zaangażowania chrześcijan w to, by wchodzić w przestrzeń publiczną w Brukseli. Trudno też jednak oprzeć się wrażeniu, które ogarnia osobę po raz pierwszy przekraczającą bramę wspomnianego Foyer Catholique. Specyficzny wystrój korytarza prowadzącego do stromych schodów wiodących ku zlokalizowanej na piętrze kaplicy powoduje, że na usta ciśnie się komentarz: „jak w katakumbach”...

– U nas wciąż pokutuje przekonanie, że Unia to jacyś „oni”, przeciwstawiani „nam” – zauważa Róża Thun, szefowa Reprezentacji Komisji Europejskiej w Polsce. – Myślę, że nie dość wychodzimy spod korca, choćby po to, by przełamywać stereotypowe myślenie w Unii o nas, zwłaszcza o naszym katolicyzmie.

Najlepszą puentą do tej sytuacji jest z pewnością ocena Jerzego Buzka: – Musimy zaistnieć w tej unijnej przestrzeni, żeby dawać rodzaj świadectwa. Trochę jak pierwsi chrześcijanie, którzy śmiało wychodzili do nieprzyjaznego im świata.

Polacy „robią” frekwencję

Ks. Jean-Luc Blanpain, wikariusz biskupi archidiecezji Malines-Bruksela

Powszechne jest przekonanie o ekspansji islamu, powstawaniu meczetów, a zamykaniu kościołów. Jak to wygląda w rzeczywistości?
– Szacujemy, że w Brukseli funkcjonuje około 80 miejsc modlitwy muzułmanów, ale tylko jeden, największy meczet jest tak naprawdę oficjalnie uznawany przez władze. Mamy 107 parafii katolickich plus niezależne kaplice różnych wspólnot czy organizacji – w sumie około 130 kościołów i kaplic.

A ilu jest praktykujących katolików?
– Badań dawno nie robiliśmy, ale szacujemy, że wśród mieszkańców Brukseli jest około 6 procent praktykujących katolików. Nie ukrywam, że na ten wynik niemały wpływ mają pracujący tu Polacy... Trudno oszacować dokładne liczby, bo tu ludzie mówią, że są praktykujący, jeżeli chodzą do kościoła przynajmniej... raz w miesiącu. Takich osób jest około 20 procent.

Kościół jest nieatrakcyjny dla ludzi?
– Trzeba sobie uświadomić, że nawet do 25 procent mieszkańców Brukseli to muzułmanie. No, oni na pewno do kościoła nie przyjdą... A pozostali? Cóż, wielu ludzi czuje się jakoś związanych z Kościołem, ale nie uczestniczy w żadnych praktykach religijnych. Podkreślamy jednak, że mimo różnych przeciwności Kościół nie powinien bać się zajmowania miejsca we współczesnym społeczeństwie.


Przypominać o zasadach

Ks. prałat Noel Treanor, sekretarz generalny COMECE*

Czym zajmuje się COMECE?
– Najogólniej ujmując – sprawami, które są rozpatrywane w instytucjach europejskich, a które tak czy inaczej dotykają obywateli państw UE. Razem z innymi organizacjami chrześcijańskimi staramy się dbać o to, by Unia Europejska stosowała na co dzień zasady, które legły u podstaw jej powstania. Praktyka pokazuje, że często jest to niezwykle trudne.

Jaki jest realny wpływ COMECE na prace instytucji unijnych?
– Dla Unii jedynym oficjalnym partnerem ze strony kościelnej jest Nuncjatura Apostolska. COMECE ma więc usytuowanie mniej więcej takie, jak na przykład przedstawicielstwa poszczególnych regionów w Brukseli. Są pojedyncze przykłady, że możemy mieć realny wpływ na korektę pewnych zapisów unijnego prawa. Niezmiernie istotne jest jednak co innego. Otóż wcześniej instytucje wspólnotowe wzorowały się na francuskim modelu, zakładającym bardzo radykalny rozdział Kościoła i państwa. Takie organizacje jak COMECE zdołały nieco zmienić tę sytuację.

*COMECE – Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej; skupia przedstawicieli katolickich episkopatów z 21 państw członkowskich UE; sekretariat komisji znajduje się w Brukseli; od niedawna jej wiceprzewodniczącym jest bp Piotr Jarecki z Warszawy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki