Logo Przewdonik Katolicki

Do szopy, bo tam cud!

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Najczęściej są z drewna i papieru ciosane grubym dłutem lub misternie składane i sklejane. Nierzadko w święte postaci wcielają się ludzie. Tu zaryczy osioł, tam zabeczy owca. Niezależnie od techniki szopki zawsze przykuwają wzrok. I serce. Pomysłodawcą pierwszych wigilijnych przedstawień był nie kto inny, tylko sam św. Franciszek z Asyżu. To on nadał słowom o...

Najczęściej są z drewna i papieru – ciosane grubym dłutem lub misternie składane i sklejane. Nierzadko w święte postaci wcielają się ludzie. Tu zaryczy osioł, tam zabeczy owca. Niezależnie od techniki – szopki zawsze przykuwają wzrok. I serce.

Pomysłodawcą pierwszych wigilijnych przedstawień był nie kto inny, tylko sam św. Franciszek z Asyżu. To on nadał słowom o narodzeniu Pańskim realny wymiar – pozwolił przyjść do żłobu zwierzętom i położył Dzieciątko na sianie. Tę scenę odgrywano później w kościołach i klasztorach franciszkańskich, a że podobała się „maluczkim” – jej sława szybko (bo już w XIII wieku) dotarła do każdego zakątka Europy, w tym także Polski.

Stali bohaterowie
Żeby zrozumieć symbolikę szopki, trzeba sięgnąć do jasełek – przedstawień traktujących o Bożym Narodzeniu. Wzięły one swoją nazwę od „jasła” – czyli paśników dla bydła, które można było znaleźć w oborach. Z czasem miejsce aktorów zaczęły zajmować drewniane figurki – w Polsce te najstarsze pochodzą z XIV wieku. Prawdopodobnie były darem Elżbiety, siostry króla Kazimierza Wielkiego, dla kościoła św. Andrzeja w Krakowie. Jędrzej Kitowicz tak o średniowiecznych szopkach pisał: „Była to w pośrodku szopka mała na czterech słupkach, daszek słomiany mająca (…) w żłóbku osóbka Pana Jezusa z wosku, papieru albo płótna uformowana. Z jednej strony wół i osieł, klęczące i puchaniem swoim Dziecinę ogrzewające, z drugiej strony Maryja i Józef”. Do niezbędnego wyposażenia szopki zaliczano także anioły oraz pasterzy – koniecznie z ofiarami: „ten masła garnuszek, ów syrek, inny baranka, inny koźlę…”.

Cienie i blaski
W XVII wieku pod strzechę wprowadzono nowych bohaterów: diabła, czarownicę, a nawet śmierć. Zaczęto także eksponować elementy narodowe, na przykład husarza z polskim proporcem. Niektóre zgromadzenia organizowały szopki ruchome, które przyciągały do kościołów takie tłumy gapiów, że niektórzy – by zobaczyć cokolwiek – wspinali się na ławki, a nawet ołtarze. Stamtąd przepędzał ich batogiem „sługa kościelny”. Takie jasełka dalekie były od nastroju powagi i pobożności, nic więc dziwnego, że biskup poznański Teodor Czartoryski zakazał ich wystawiania.

Przez wiele lat szopka żyła własnym życiem. Poza kościołem uległa laicyzacji – w pierwotnie religijny tekst wpleciono elementy mitologiczne i scenki humorystyczne, nie pozbawione pewnej rubaszności. W XIX stuleciu szopki wróciły do świątyń. Dziś ich wygląd zależy od warsztatu i wyobraźni twórców – obok drewna i kartonu, czyli najbardziej popularnego surowca, zdarzają się szopki zbudowane z zapałek, szkła, ciasta, słomy, plasteliny, a nawet chrupek czekoladowych czy spinaczy biurowych! Niezależnie od efektu końcowego – szopki robić warto! Jak mówi ks. Wenancjusz Zmuda, „to angażuje dzieci, dorosłych, całe parafie”. – Warto pamiętać, że także przez obraz głoszona jest Dobra Nowina – dodaje.

Tworząc szopkę i Ty możesz napisać Ewangelię.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki