Kto, kiedy i dlaczego przygotował to spotkanie? Czy Watykan był zaskoczony wyborem Sarah Mullally na arcybiskupa Canterbury? Odpowiedzi i zdania są podzielone. Jedni mówią, że odbyło się na życzenie samego papieża, inni zaś twierdzą, że to zwyczajowy, kurtuazyjny gest, niejako odziedziczony jeszcze po poprzednim pontyfikacie.
Na najwyższym szczeblu
Faktem jest, że w Bazylice św. Piotra w Rzymie, gdzie oboje zwierzchników chrześcijańskich wspólnot uklękło do modlitwy, spotkały się dwa porządki: instytucjonalny i duchowy. Pierwszy, czyli ten ukształtowany przez pięć wieków oddzielenia Kościoła Anglii od Rzymu, drugi zaś, wynikający z ewangelicznego pragnienia jedności, które nieustannie powraca w chrześcijańskiej świadomości, nawet w dającej się wyczuć krytyce co do samego przebiegu ceremonii. To napięcie nie znika bowiem mimo obu biegunów, ale zostaje świadomie „przekroczone” przez gest modlitwy, który nie rozwiązuje sporów, lecz zmienia ich kontekst. Podkreślił to jeszcze przed samym spotkaniem watykański kardynał, Kurt Koch, mówiąc, że Kościół katolicki nie może uznać święceń anglikańskich, zgodnie z decyzją papieża Leona XIII. – Dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Kwestia ta staje się jeszcze trudniejsza w przypadku święceń kobiet, ale zasadniczo jest to wewnętrzna sprawa anglikanizmu – podkreślił szef watykańskiej Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan. To słowa jasno wytyczające granicę, a jednocześnie pełne szacunku dla anglikańskiej odrębności.
Nieprzypadkowo bowiem Sarah Mullally, pierwsza kobieta pełniąca urząd arcybiskupa Canterbury, stała się współuczestniczką tego wydarzenia. Jej obecność w Rzymie była nie tylko gestem kurtuazyjnym, ale również symbolem głębokich przemian, jakie w ostatnich dekadach dokonały się wewnątrz anglikanizmu. Wspólnota, która przez stulecia budowała swoją tożsamość na równowadze między tradycją a elastycznością doktrynalną, mierzy się z konsekwencjami własnych wyborów: otwarciem na święcenia kobiet, redefinicją roli duchownych, a także próbą pogodzenia konserwatywnych i progresywnych nurtów w jednym organizmie kościelnym, które wcale nie przekładają się na zwiększoną obecność wiernych w świątyniach. Więcej: coraz głośniej mówi się o lawinowej liczbie konwersji z anglikanizmu na katolicyzm właśnie.
Pierwsze spotkanie w historii
W tym sensie mocno komentowane na rzymskich uliczkach spotkanie w Watykanie stało się de facto spotkaniem dwóch procesów transformacji. Kościół katolicki, choć stabilny doktrynalnie, również przechodzi intensywny etap autorefleksji: od synodalności, przez redefinicję roli świeckich, po poszukiwanie języka zdolnego przemówić do kultury, która coraz mniej rozumie tradycyjne kategorie religijne, ale też i w powolnym, ale mimo wszystko otwarciu się na posługę kobiet, choć nie w kierunku kapłaństwa. Anglikanizm natomiast, bardziej podatny na zmiany społeczne, stara się utrzymać jedność w obliczu rosnących napięć wewnętrznych oraz zmian demograficznych, targających wspólnotą globalną, oficjalną bowiem dla całej przestrzeni byłego Imperium Brytyjskiego. Obie wspólnoty, mimo różnic, reagują na podobne wyzwania epoki: sekularyzację, pluralizm, kryzys autorytetu i pytania o to, jak głosić Ewangelię w świecie, który nie jest już tak oczywiście chrześcijański, a do którego jak lawina wlewają się różne, skrajnie odmienne porządki kulturowe i ideowe.
Wypowiedzi papieża Leona XIV, podkreślające konieczność kontynuacji dialogu i wspólnego świadectwa chrześcijan, wpisujące się więc w długą tradycję ekumeniczną, rozwijaną od Soboru Watykańskiego II, w przypadku spotkania z prymaską Kościoła anglikańskiego uznać należy za mocno zachowawcze. Jednak tym, co nadało temu spotkaniu szczególną wagę, nie były powtórzenia znanych formuł, lecz ich ucieleśnienie w geście. Wspólna modlitwa, pozbawiona triumfalizmu, a jednocześnie świadoma historycznej głębi i ciągłości – od chwili, w której poprzedni arcybiskup Canterbery Justin Welby, będący kluczową postacią w ocieplaniu relacji anglikańsko-katolickich, wielokrotnie odwiedzał Watykan i spotykał się z papieżem Franciszkiem, z którym dzielił zaangażowanie na rzecz ekumenizmu i walki z niewolnictwem, wyrażając przy tym szacunek dla papieża, a nawet sugerując uznanie go za „ojca Kościoła na Zachodzie” – stała się aktem teologicznym w sensie ścisłym. Nie tylko mówiąc o jedności, ale ją na moment uobecniając, choćby tylko w sposób kruchy i niepełny. Możliwe że dlatego właśnie nowa arcybiskup założyła podczas ceremonii objęcia urzędu pierścień, który Paweł VI podarował w 1966 roku ówczesnemu arcybiskupowi Canterbury Michaelowi Ramseyowi, chcąc podkreślić tejże jedności znak.
Napięcia pozostają
Jednocześnie nie można ignorować faktu, że ta jedność pozostaje napięta i fragmentaryczna, wywołująca wiele zgrzytów po obu stronach. I nie chodzi tu tylko o dyplomatycznie wyrafinowane i wycyzelowane, chłodne, życzliwe i graniczne równocześnie komentarze kard. Kurta Kocha. Różnice dotyczące sakramentologii, rozumienia sukcesji apostolskiej, natury urzędu kościelnego czy kwestii ordynacji kobiet nie znikają w przestrzeni modlitwy, a tym bardziej już w blasku fleszy czy medialnych obiektywów. Przeciwnie – pozostają w tle jako pytania, które wciąż domagają się odpowiedzi tym silniej, im bardziej naświetlane są przez różne pozostałe wątki. W tym sensie spotkanie papieża i arcybiskup Canterbury nie jest punktem dojścia, lecz świadomie podjętą decyzją, by żyć w stanie dialogicznej niepełności. To zgoda na napięcie, które nie paraliżuje, lecz mobilizuje do dalszego poszukiwania, wywołując przy tym wiele komentarzy i niezadowolenia w samym Watykanie, który obecność kobiety pod koloratką i w stroju hierarchii Kościoła widzi niezbyt życzliwie.
Warto dostrzec jednak także kulturowy wymiar tego wydarzenia. Współczesna religijność funkcjonuje w warunkach pluralizmu, sporów tożsamościowych i erozji instytucjonalnych autorytetów. W takim świecie wspólna modlitwa przywódców dwóch Kościołów stała się nie tylko gestem międzywyznaniowym, ale także komunikatem skierowanym do społeczeństwa: chrześcijaństwo nie może już opierać się na domniemanej hegemonii, lecz musi uczyć się języka spotkania, dialogu i współobecności, o czym mówił także Leon XIV w Afryce. To przesłanie szczególnie ważne w Europie, która coraz częściej definiuje się jako przestrzeń postchrześcijańska. Z tej perspektywy Watykan jawi się więc nie tylko jako centrum katolickiej tożsamości, ale również jako laboratorium sensu, miejsce, w którym negocjuje się znaczenie chrześcijaństwa w epoce późnej nowoczesności. Spotkanie Leona XIV i Sarah Mullally nie rozwiązuje tejże epoki napięć, ale je ujawnia i jednocześnie proponuje odpowiedź, która nie jest ani kompromisem doktrynalnym, ani rezygnacją z własnej tożsamości, będąc próbą jej przekroczenia w kierunku wspólnego świadectwa. Świadectwo to nie zaciera różnic, lecz pozwala im współistnieć w przestrzeni modlitwy i wzajemnego szacunku. I być może właśnie w tym zawiera się najgłębszy sens tego wydarzenia: nie w tym, że Kościoły stały się formalnie bliższe, ale w tym, że na moment przestały być wyłącznie instytucjami – stały się wspólnotą modlitwy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















