Logo Przewdonik Katolicki

Słowo, które zapala i świadectwo, które buduje

Bp Gerard Bernacki
Fot.

Kiedy pochyliłem się nad fragmentem listu św. Pawła do mieszkańców Tesalonik (a właściwie do każdego z nas), pomyślałem o swojej posłudze w Kościele. Już 44 lata upłynęły od momentu, gdy przyjąłem sakrament święceń. Ileż wygłoszonych kazań, nauk rekolekcyjnych, konferencji.

 

Ilu słuchaczy skazanych na słuchanie moich wynurzeń – gdy pragnąłem przyoblec w niedoskonałe słowa coś, co Bóg polecał mi przekazać. Sługami nieużytecznymi jesteśmy… I wcale nie jest to dowód mojej fałszywej skromności.

Zawsze, gdy rozmyślam nad odpowiedzialnością za wypowiedziane z mandatu Chrystusa słowo, odczuwam spory niepokój. Po ludzku sądząc, niepokój powinien rosnąć i rosnąć, napełniając mnie lękiem. Jednak nie głoszę siebie, moich poglądów. Głoszę Kogoś, kto nieskończenie mnie przekracza. I wtedy lęk stopniowo ustępuje – a ja odczuwam pociechę, przypominając sobie Pawłowe dziękczynienie: „nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale jak jest naprawdę, jako słowo Boga, który działa w was wierzących”.
Wielka tajemnica słowa Boga ukrytego w słowie ludzkim… To Boże słowo różni się od ludzkiego tym, że daje słuchaczowi moc. Jezus wypowiedział w stronę paralityka boskie „Wstań!” – i sparaliżowany z łożem pod pachą odszedł do domu. Słowo – skutek. Myślę sobie czasami, że jako świeccy czy duchowni bylibyśmy o wiele silniejsi i mniej sfrustrowani, gdybyśmy zamiast mędrkowania codziennie czytali Biblię, choćby przez kilka minut. Oczywiście z wiarą równą pewności, że w tej niedoskonałej otoczce słowa człowieczego ukrywa się słowo zbawienia.
Radość Apostoła pomaga też moim braciom w kapłaństwie. Czasami przychodzą do biskupa i żalą się, że tyle trudu włożyli w kazania, katechezę, głoszenie słowa młodzieży – a owocu nie widać. Czy to ma sens? Czy ich posługa ma jakąkolwiek wartość? Zasiane Słowo Boże potrzebuje czasu na wzrost. Pora zasiewu nie jest porą żniw. Żniwiarzami liczącymi plony nie są duszpasterze. My, słudzy nieużyteczni, uważamy jedynie, by w naszych słowach nie błyskało tandetne słowo ludzkiej pseudomądrości – ale możliwie najautentyczniejsze słowo Pana. Nie trzeba nam narzekania, ale jeszcze gorliwszego pochylenia się nad Księgą Życia, zdolności zanurzania się w jej ducha, fascynacji słowem i ochoty dzielenia się nim z innymi. Tak, jak piękny przykład dał nam przed chwilą Apostoł Narodów.
Poza słowem, do pełni świadectwa trzeba jeszcze czegoś. Ofiarowania duszy. Dla św. Pawła dusza ofiarowana oznacza całość myślenia, woli, działania. Ktoś określił ją „wszystkością najcenniejszą, we mnie ukrytą, której piękno zachwyca, gdy staje się darem”. Nie można chyba ewangelizować jeśli nie da się duszy. Wielbię Boga całym sercem, gdy słyszę z ust parafian podczas wizytacji: „Dziękujemy za naszego księdza, bo on JEST dla nas. Z każdym problemem zawsze do niego możemy przychodzić. Nie liczy godzin ani złotówek, nie oddziela gorliwych od krnąbrnych i zagubionych”. Cieszę się, bo w moich Braciach słyszę św. Pawła, który daje duszę tym, którzy są dla niego tak drodzy. Cieszę się, bo ich świadectwo i mnie buduje.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki