Przebudowywanie świata

Pierwsza dla pontyfikatu Leona XIV Wielkanoc była momentem, w którym zderzyły się dwie logiki: świata brutalnego, operującego językiem konfliktu i logiką siły, oraz wizja chrześcijaństwa nieprzestającego mówić o krzyżu jako jedynej drodze do zbawienia i pokoju.
Czyta się kilka minut
Droga krzyżowa w Koloseum w Wielki Piątek, Rzym, 3 kwietnia 2026 r. fot. Rex Features/East News
Droga krzyżowa w Koloseum w Wielki Piątek, Rzym, 3 kwietnia 2026 r. fot. Rex Features/East News

Pierwsze Triduum Paschalne i pierwsza Wielkanoc Leona XIV nie były jedynie inauguracją nowego stylu sprawowania urzędu Piotrowego. Były raczej próbą ponownego zdefiniowania miejsca Kościoła w świecie, który zdaje się coraz mniej rozumieć zarówno jego język, jak i jego milczenie. Od Wielkiego Czwartku, przez dramat Wielkiego Piątku, ciszę Wielkiej Soboty, aż po światło poranka Zmartwychwstania i spokojniejszy rytm Poniedziałku Wielkanocnego, papież konsekwentnie budował narrację, która nie była odpowiedzią na bieżące wydarzenia, lecz próbą ich przekroczenia i nadania nowego sensu oraz znaczenia pojęciom, zdawałoby się tak dobrze znanym.

Może dlatego w Wielki Czwartek, podczas liturgii ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa, wybrzmiała jedna z pierwszych istotnych decyzji nowego pontyfikatu: powrót do gestów i form, które przez wieki budowały tożsamość Kościoła. Obmycie nóg kapłanom, z których większość wyświęcił sam kard. Robert Prevost, a więc powrót do bardziej „klasycznego” odczytania apostolskości, nie było tylko korektą liturgiczną czy symbolicznym gestem wobec tradycji, a wskazaniem, że Kościół nie odnajdzie swojej tożsamości poprzez nieustanne dostosowywanie się do świata, a jedynie poprzez pogłębienie własnych źródeł. W tym sensie Leon XIV wpisuje się w długą linię papieży, od Pawła VI po Jana Pawła II, dla których reforma Kościoła nie oznaczała zerwania, lecz nieustanne powracanie do źródła.

Próba Koloseum

Dopiero jednak Wielki Piątek ujawnił w pełni dramatyzm tej wizji. Papież niosący krzyż przez wszystkie stacje drogi krzyżowej w Koloseum sam stał się obrazem, który trudno zredukować do kategorii „wydarzenia religijnego”, będąc przykładem tego, jaki powinien być współczesny lider i przywódca. W świecie, w którym język polityki coraz częściej operuje kategoriami zwycięstwa totalnego, zniszczenia przeciwnika czy eliminacji zagrożenia, krzyż niesiony na barkach papieża powrócił jako znak radykalnie odmienny: nie jako narzędzie dominacji, lecz miejsce dobrowolnej słabości, symbol paradoksalnego dla świata zwycięstwa poprzez przegraną.

To właśnie w tym momencie najbardziej widoczna była też różnica między obecnym pontyfikatem a stylem poprzedniego papieża. Franciszek, zanurzony w logice świata natychmiastowej komunikacji, potrafił reagować szybko, wchodzić w spory, nazywać rzeczy po imieniu, nawet jeśli oznaczało to ryzyko uproszczeń i potencjalnej różnicy zdań, czasem nawet milczącego buntu. Leon XIV zdaje się świadomie rezygnować z tej dynamiki. Jego odpowiedzią nie był komentarz, lecz znak, nie interpretacja wydarzeń, lecz wskazanie sensu, który je przekracza.

Kiedy stałem w Koloseum razem z tłumami Rzymian i pielgrzymów z całego świata, to właśnie był jeden z najczęstszych komunikatów: papież będzie niósł krzyż sam, żeby pokazać, że idzie ze światem, a nie obok niego. Taki był też wydźwięk tegorocznych rozważań: niezwykle duchowych, a jednocześnie silnie ugruntowanych w tym, co tu i teraz. Stąd zapewne tak wiele odniesień do pokoju.

Wielka Sobota, która we współczesnej świadomości często ginie między dramatem krzyża a radością Zmartwychwstania, w tym roku też nabrała szczególnego znaczenia. Wieczorna cisza bazyliki, stopniowo rozświetlanej światłem paschału, stała się niemal metaforą kondycji współczesnego świata zawieszonego między nadzieją a rozpaczą, pamięcią o dobru a doświadczeniem zła, które wydaje się mieć ostatnie słowo. A jednak nie, bo chrzest dorosłych katechumenów – pięciu z diecezji rzymskiej i pięciu z różnych części świata – nie był tylko rytuałem inicjacji, lecz przypomnieniem, że chrześcijaństwo nie zaczyna się od odpowiedzi, lecz właśnie od wejścia w tajemnicę, która przekracza logikę natychmiastowej skuteczności.

Pierwsze „Urbi et Orbi”

Kiedy w Niedzielę Wielkanocną papież stanął na loggii Bazyliki św. Piotra, by wygłosić orędzie „Urbi et Orbi”, jego słowa znów nie tyle wpisały się w oczekiwania świata domagającego się precyzyjnych diagnoz geopolitycznych, ile je wyprzedziły. Papież rozpoczął bowiem od przypomnienia najbardziej fundamentalnej prawdy chrześcijaństwa: że Wielkanoc jest zwycięstwem życia nad śmiercią, światła nad ciemnością i miłości nad nienawiścią. To zwycięstwo nie dokonało się jednak poprzez siłę w sensie, do jakiego przywykła współczesność, lecz przez miłość „wierną aż do końca”, zdolną wejść w sam środek cierpienia i przemienić je od wewnątrz.

Na tym tle szczególnie mocno wybrzmiało papieskie ostrzeżenie przed zobojętnieniem. Leon XIV uderzył w jeden z najbardziej niepokojących rysów naszej epoki: przyzwyczajenie do zła. Mówił o świecie, który nauczył się żyć w cieniu przemocy, który oswoił się z obrazami śmierci, który coraz łatwiej godzi się na niesprawiedliwość, ponieważ wydaje się ona nieunikniona. „Nie możemy nadal pozostawać obojętni” – to zdanie nie było retorycznym ozdobnikiem, lecz próbą wyrwania słuchaczy z moralnego letargu. Papież wezwał do sprzeciwu wobec logiki, która każe traktować zło jako coś normalnego, niemal wpisanego w porządek świata.

Jednocześnie jego refleksja nad Zmartwychwstaniem prowadziła w kierunku głębszego zrozumienia samej natury pokoju. Nie jest on – jak podkreślał – efektem narzuconej siły ani wynikiem dominacji jednej strony nad drugą, lecz owocem przemienionego serca, darem. To właśnie w tej perspektywie pojawia się paradoks, który stanowi centrum chrześcijańskiego orędzia: prawdziwa siła jest „pozbawiona siły” w sensie politycznym, a jednak zdolna jest przemieniać relacje międzyludzkie. Jest nią siła serca, które – zranione – nie odpowiada zemstą, lecz wybiera przebaczenie; które nie zamyka się w logice odwetu, lecz otwiera na możliwość pojednania. Taki pokój nie służy więc partykularnym interesom, lecz dobru wspólnemu, nie narzuca swojej wizji, lecz buduje ją razem z innymi. „Kto dzierży broń, niech ją złoży. Kto ma władzę rozpętywania wojen, niech wybiera pokój” – powiedział papież. Było to wezwanie skierowane nie do abstrakcyjnej ludzkości, lecz do konkretnych ludzi odpowiedzialnych za decyzje, które kształtują losy świata. Jednocześnie papież jasno zaznaczył, że nie chodzi o pokój narzucony, wymuszony czy oparty na dominacji, lecz o pokój rodzący się ze spotkania, dialogu i uznania godności drugiego.

Nowy początek

Poniedziałek Wielkanocny, często traktowany jako jedynie przedłużenie świątecznej radości, w tym kontekście nabrał znaczenia dopełnienia. Modlitwa Regina caeli, zastępująca w okresie wielkanocnym „Anioł Pański”, wprowadza w końcu rytm bardziej spokojny, mniej dramatyczny, a zarazem bardziej trwały. To moment, w którym nadzieja przestaje być wydarzeniem jednego dnia, a zaczyna stawać się stylem życia. Włoska tradycja pikników i odpoczynku na świeżym powietrzu kontrastuje z powagą wcześniejszych dni, ale nie znosi ich sensu, pokazując, że chrześcijaństwo nie kończy się na liturgii, lecz przenika codzienność.

I właśnie w tym sensie widać, że Leon XIV nie próbuje konkurować ze światem na jego własnych zasadach, nie chcąc być głosem, który przebije się przez informacyjny szum dzięki większej ostrości czy bardziej radykalnym tezom. Wybiera drogę trudniejszą: liturgii, symbolu, gestu, który nie narzuca się natychmiastową oczywistością, lecz wymaga interpretacji. Pierwsze Triduum i pierwsza Wielkanoc tego pontyfikatu były więc nie tyle odpowiedzią na pytania współczesności, ile zaproszeniem do ich postawienia na nowo, przedefiniowania. I być może to właśnie jest dziś najbardziej potrzebne.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 16/2026