Córka niechciana

Co robi płótno Olgi Boznańskiej na wystawie Józefa Chełmońskiego? Dyskretnie przypomina o niechlubnych stronach jego „uświęconego” twórczością życia.
Czyta się kilka minut
Olga Boznańska, Portret Wandy Chełmońskiej, 1916 r. | Fot. materiały prasowe
Olga Boznańska, Portret Wandy Chełmońskiej, 1916 r. | Fot. materiały prasowe

Ostatnia odsłona wielkiej retrospektywy Józefa Chełmońskiego trwa właśnie w Muzeum Narodowym w Krakowie. Oprócz obrazów, które pokazane zostały już w Warszawie i Poznaniu, można zobaczyć tam płótno Olgi Boznańskiej przedstawiające portret siedzącej młodej blondynki w jasnej lekkiej sukni: eteryczny, prześwietlony. To Wanda Chełmońska, córka Józefa, której nie uznawał, której nie lubił i która wychowywała się poza domem, w którym mieszkał on oraz jej siostry.
Historia Wandy Chełmońskiej z jednej strony jest tajemnicza i smutna, bo to historia odrzucenia. Z drugiej strony to historia podnosząca na duchu, opowiadająca o kobiecie, która pomimo przeciwności realizowała się jako artystka. Została bowiem malarką, jak jej ojciec, ale zebranie o jej twórczości i życiu jakichś informacji nie jest zadaniem łatwym. Symptomatyczne, że na wystawie poświęconej dziełu jej ojca pokazano tylko jej portret, a nie choćby jedną pracę jej autorstwa.

Przemoc
Chełmoński miał 29 lat, kiedy ożenił się z siedemnastoletnią Marią. Od paru lat mieszkał w Paryżu, gdzie szybko zainteresował się nim rynek sztuki. Obrazy znajdowały kupców, malował więc ich wiele, i to z pamięci, co krytykował jego przyjaciel Stanisław Witkiewicz, wytykając mu wręcz masową produkcję. Okres narzeczeństwa był krótki, Maria właściwie zupełnie nie znała Józefa. Imponował jej, był znanym artystą, o którym pisano w gazetach, zgodziła się na ślub. Po ceremonii w Warszawie wyjechali do Paryża, gdzie oboje rzucili się w wir życia, a było to życie na wysokim poziomie, obfite w towarzyskie spotkania. Pierwsza córka urodziła się w 1879 roku, potem przyszły na świat kolejne, właściwie co dwa lata, czasem co rok. Troje dzieci zmarło, jedno po drugim. Te rodzinne tragedie zbiegły się w czasie z ekonomicznym krachem: nagle pieniędzy zabrakło, a obrazy przestały się sprzedawać.
Chełmońscy postanowili wrócić do Polski, najpierw zamieszkali w Warszawie, potem kupili drewniany dworek i gospodarstwo w Kuklówce pod Grodziskiem Mazowieckim. Pieniędzy było coraz mniej, żona Chełmońskiego chciała pracować, na co on nie chciał się zgodzić. Nie do końca wiadomo, co się wydarzyło. Przez lata biografowie Chełmońskiego jednym głosem powtarzali, że Maria Chełmońska nie zniosła zmiany komfortu życia. Po wygodach w Paryżu nie potrafiła przyzwyczaić się do ubóstwa Kuklówki. Ta obowiązująca narracja przedstawia ją jako rozkapryszoną damę, której brakowało luksusowych apartamentów i pięknych sukien. Z tego powodu miało się między małżonkami nie układać, zwłaszcza że Chełmoński nagle poczuł zew natury i z lubością zanurzył się w przyrodzie i prostym „chłopskim” życiu. Faktem jest, że para się rozeszła, tyle że okoliczności długo pozostawały skrywane.
Paulina Adamczyk na portalu Niezła Sztuka w artykule Czarując oko, nie drażniąc go nigdy pisze, że w Kuklówce zachował się brudnopis pozwu separacyjnego, w którym Józef Chełmoński oskarża żonę o zdradę z przyjacielem domu, lekarzem Józefem Grabskim. Uważał, że Maria jest w ciąży właśnie z nim i w związku z tym nie uznał Wandy za swoją córkę. Inne źródło mówi o tym, że Maria wróciła w ciąży z podróży do Stanów Zjednoczonych, gdzie zajmowała się sprzedażą obrazów męża. Ona sama zawsze twierdziła, że ojcem jest Józef Chełmoński. Z niepublikowanych dzienników Marii wynika prawda znacznie smutniejsza: jej mąż stosował wobec niej przemoc, oblewał zimną wodą, bił, a w końcu wyrzucił z domu i zakazał spotkań z pozostałymi córkami. Była wtedy w zaawansowanej ciąży. Zamieszkała u brata w Warszawie. Dziecko urodziło się 13 stycznia 1891 roku, a dziewczynka otrzymała imię Wanda. W akcie urodzenia zamiast ojca widnieje nazwisko położnej.
Sytuacja niełatwa: samotna matka, bez domu, bez możliwości kontaktu z dziećmi (w 1891 roku córki miały kolejno 12, 10 i 8 lat). Tym razem nie potrzebowała pozwolenia męża na podjęcie pracy, po prostu musiała się utrzymać. Zaczęła pisać do gazet, zajęła się krytyką artystyczną i okazało się, że w Paryżu nie tylko bywała na przyjęciach, ale bacznie obserwowała świat sztuki i nowe prądy artystyczne. Została naczelną „Kuriera Niedzielnego”, pracowała w redakcji „Bluszczu”, a wreszcie założyła własne wydawnictwo, w którym publikowała książki młodzieżowe oraz podręczniki szkolne.

Wenus wysportowana
O dramacie rodzinnym Chełmońskich pierwsza wspomniała w kultowej książce Poza kanonem: sztuka polskich artystek 1880–1939 prof. Joanna Sosnowska. W rozdziale „Dobry ojciec” wspomina o powtarzającym się w życiorysach artystek modelu wspomagającego ich rozwój twórczy ojca. To ojciec zauważał talent i to on kibicował dalszej nauce. Inna sprawa, że bez wsparcia materialnego ojca i bez jego pozwolenia młode kobiety nie miałyby szansy na dalszą edukację. Autorka Poza kanonem wymienia przykłady znanych artystek – Olgi Boznańskiej i Zofii Stryjeńskiej – których ojcowie pielęgnowali ich talenty, dzięki czemu mogły się uczyć i rozwijać.
To zupełnie inaczej niż w przypadku Wandy Chełmońskiej. Ona zawdzięcza wszystko swojej matce. Na edukację swojej córki zdobyła pieniądze, sprzedając swój majątek, który udało jej się zakupić z pieniędzy uzyskanych z wydawnictwa. O pozwolenie na wyjazd do Paryża u Chełmońskiego zabiegał daleki kuzyn Marii, malarz Władysław Ślewiński. Ostatecznie to on poświadczył za młodą adeptkę malarstwa. Czy mała Wanda miała jakikolwiek kontakt z ojcem? Wiadomo, że Marii bardzo zależało na spotkaniach Wandy z Józefem. Chciała, żeby się do siebie zbliżyli, ale nigdy do tego nie doszło. W niepublikowanych wspomnieniach Wanda pisała o ojcu boleśnie szczerze, nie lubiła spotkań z nim, które wydawały jej się przykre i wymuszone, uważała go za człowieka zakłamanego i okrutnego.
W 1913 roku wystawiła po raz pierwszy swoją pracę w Zachęcie, nosiła ona tytuł Przed kąpielą. Rok później zamieszkała z matką w Paryżu i zaczęła edukację w L’École des Beaux-Arts, potem kontynuowała naukę w pracowni Maurice’a Denisa – słynnego nabisty, który po 1920 roku tworzył monumentalne malowidła, religijne kompozycje i portrety, zajmował się też grafiką i scenografią. Uczęszczała też na lekcje w pracowni rzeźbiarza i malarza André Lhote’a na Montparnassie, gdzie zapoznała się z kubizmem. Zaprzyjaźniła się ze starszą od siebie Olgą Boznańską, była częstym gościem w jej pracowni. Boznańska namalowała portret Wandy (ten, który wisi na trwającej wystawie w Krakowie) w 1916 roku – nietrudno obliczyć, że Chełmońska miała wówczas 25 lat. W 1925 roku portret Boznańskiej narysowała Wanda – pastel ten został pokazany w czasie Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu w 1929 roku i osiągnął sukces: zakupiło go do swojej kolekcji Muzeum Narodowe w Warszawie.
Mniej więcej w tym czasie jej obraz Oberek w izbie zakupiło Muzeum Luksemburskie w Paryżu. Malarka mieszkała już wtedy w Polsce, miała męża i kilkuletnią córkę. Wystawiała, pisano o niej w gazetach. Dziennikarka „Świata Kobiety” w serii portretów artystek polskich tak ją opisała: „Wanda Chełmońska jest piękna, wysoka, wspaniale zbudowana, o ciemno złotych włosach. Można rzec: Wenus renesansowa, tylko Wenus dobrze wysportowana”. Sukcesem okazała się wystawa w Salonie Garlińskiego w Warszawie. Pisano o wykwintnym humorze, subtelnym malarskim dowcipie, dekoracyjności motywów ludowych, elegancji, lekkości, kolorycie.

Poetka ruchu i koloru
Ojciec zmarł w 1914 roku, nie doczekał więc jej sukcesów i nie mógł obserwować jej drogi artystycznej. W testamencie w ogóle o niej nie wspomniał, cały dorobek przepisał swoim trzem córkom. Wanda od 1930 roku mieszkała z matką w Poznaniu, utworzyła poznański oddział Związku Polskich Artystów Plastyków, dużo podróżowała po Polsce, malowała naturę i architekturę, lubiła kwiaty i wnętrza kościołów. Nazywano ją „poetką ruchu i koloru”.
W 1940 roku w wyniku wysiedleń znalazła się z matką w okolicach Opatowa, tam Maria Chełmońska zmarła. W czasie wojny Wanda uczyła rysunku na tajnych kompletach. Po wojnie wróciła do Poznania. W 1958 roku poznańskie BWA otworzyło dużą wystawę indywidualną, na której znalazły się 23 obrazy olejne i ponad 50 akwarel. Przy okazji przeprowadzonego z nią wtedy wywiadu powiedziała: „Umiłowanie do koloru wyniosłam już ze szkoły. I to jest moja pierwsza życiowa wypowiedź! Drugim moim umiłowaniem – to czerpanie z motywów polskiej architektury wtopionej w pejzaż i ruch”. I jeszcze zapowiadała dzieło swojego życia: obszerną biografię Józefa Chełmońskiego. Podobno była już złożona w wydawnictwie i miała się ukazać za rok. Nie wyszła nigdy.

---

„Chełmoński”
Muzeum Narodowe w Krakowie
czynna do 30 listopada 2025 r.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2025