W Sandomierzu bywam co najmniej raz w roku z wizytą rodzinną, często też robię wycieczki po okolicy. Za każdym razem kiedy jedzie się wzdłuż Wisły drogą do Zawichostu, przejeżdża się przez Dwikozy. I zawsze w tym momencie wspomina się Wiesława Myśliwskiego, ale nigdy się tam nie skręca, żeby zobaczyć dokładnie, gdzie jest dom, w którym się urodził, gdzie ten, z którego wyruszył w świat. Znam więc pejzaż dzieciństwa autora Traktatu o łuskaniu fasoli, rzeczkę Opatówkę, miejsce, gdzie San wpada do Wisły niedaleko wioski Bożydar, wreszcie Sandomierz, gdzie ukończył obie szkoły. Szczerze mówiąc, nie sposób nie myśleć o prozie Myśliwskiego, chodząc po uliczkach Sandomierza, mijając „ucho igielne”, wąską bramę w ceglanym murze niegdyś otaczającym Stare Miasto, skąd stromymi schodkami schodzi się do parku.
„O, ileż tędy nóg musiało przejść. Zwrócił pan uwagę, jak wytarte są te schody? Wieków na to trzeba. Kto wie, czy wciąż tędy nie idą. Może się zabiorę z nimi. Co, dziwi się pan? W tłumie zawsze raźniej” – czytamy na pierwszych stronach powieści Ucho Igielne. Kiedy dowiedziałam się o śmierci Wiesława Myśliwskiego w poniedziałkowy poranek, wzięłam z półki właśnie tę książkę, żeby przypomnieć sobie ów cytat, i zaczytałam się. To był pisarz, który wypowiedział w życiu wiele mądrych zdań. Potrafił za pomocą kilku słów przekazać mądrość, która ma swoją wagę. Miał dar opowiadania historii w sposób prosty, a jednocześnie głęboki – każde zapisane przez niego zdanie natychmiast stawało się sentencją. W Traktacie o łuskaniu fasoli napisał: „W jednym zdaniu może się dużo zmieścić. Może się wszystko zmieścić. Może się całe życie zmieścić”. I on to potrafił jak mało kto.
„Piszę, bo nie wiem”
Urodził się w 1932 roku w Dwikozach – wtedy niewielkiej wsi oddalonej od Sandomierza o osiem kilometrów. Przed wojną mieszkał z rodzicami w Starachowicach, ale po 1939 roku zamieszkał z matką w domu dziadków w Dwikozach, gdzie „wrósł” w kulturę chłopską, którą doskonale rozumiał, bo nie była dla niego folklorem pachnącym kolorową egzotyką. Stała się ona fundamentem jego twórczości. Ale wciąż też w pamięci miał tamten czas wojenny. Parę lat temu w wykładzie wygłoszonym podczas odbierania doktoratu honoris causa na Uniwersytecie Jagiellońskim wspomniał: „Wciąż stoję przy drodze, którą gonią kolumnę Żydów polskich na śmierć. I wciąż stoję w tłumie zgromadzonej przymusowo wsi, spoglądając w górę na trzech mężczyzn wieszanych za nieoddanie kontyngentu. Jeszcze się szamoczą”.
Jego ojciec umarł wtedy, kiedy wszyscy się cieszyli, że właśnie skończył się terror: w 1945 roku. Zostali sami z matką, on miał 13 lat, siostra trzy lata, matka żadnych środków do życia. Liceum ukończył w Sandomierzu, na studia wyjechał do Lublina – dzięki temu, że nie dostał się na politechnikę w Gdańsku. Miał budować okręty. Chciałoby się napisać, że studia polonistyczne go pochłonęły, ale on wspominał, że były raczej nudne. Na szczęście miał inne zajęcia: grywał dużo w karty, lubił rozrywki, a przede wszystkim miał dziewczynę, Wacławę, która potem została jego żoną.
Po studiach nie wrócił na wieś. Razem z żoną dostali pracę w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, gdzie pracował jako redaktor do 1973 roku, potem został redaktorem naczelnym kwartalnika „Regiony”, publikował recenzje w „Twórczości” i „Tygodniku Powszechnym”. Pierwszą powieść napisał, gdy miał 35 lat, był to Nagi sad. Mówił w wywiadach, że powieść miała dwie wersje. Ta pierwsza powstała, zanim urodził mu się syn. Potem jednak wszystko się zmieniło, więc napisał w ciągu paru miesięcy Nagi sad na nowo. Pytany, jak to się stało, że w ogóle zaczął pisać, odpowiadał wielokrotnie, że nie wie. Tak wyszło. Książka ukazała się w 1967 roku. Potem przyszły następne: Pałac w 1970, Kamień na kamieniu w 1984, Widnokrąg w 1996 (Nagroda Literacka Nike), Traktat o łuskaniu fasoli w 2006 (Nagroda Literacka Nike, Nagroda Literacka Gdynia), Ostatnie rozdanie w 2013 i Ucho Igielne w 2018 roku (Nagroda Literacka m. st. Warszawy).
„Piszę, bo nie wiem – mówił w jednym z wywiadów. – Literatura nie jest więc dla mnie ilustracją tego, co wiem, jest ledwo tlącą się o wieczorze naftową lampą w dawnej chłopskiej izbie, prowadzącą mnie po mrokach mojej niewiedzy, mojego nieodczuwania i nieprzeczuwania. Każde słowo jest wydarciem z siebie cząstki tajemnicy, każde zdanie poszerzeniem granic swojej wyobraźni, swojej wrażliwości. Toteż moje książki wiedzą więcej o mnie niż ja sam i wiedzą prawdziwiej”.
„Miłość jest ważniejsza od literatury”
Pisał długo, ołówkiem, bo nie znosił skreśleń, więc wymazywał gumką. Nie miał ochoty przestawiać się na maszynę do pisania, a potem na komputer. Poprawiał wielokrotnie i zawsze uważał, że gdyby dał sobie jeszcze czas, to napisałby lepiej. Podobno zmiany do Ucha Igielnego dyktował jeszcze przez telefon, aż wreszcie redaktor powiedział: stop. „Każda moja książka jest książką niedopisaną” – mówił. Pisał zawsze w domu przy dębowym stoliku, pierwszym, jaki kupili razem z żoną, w Cepelii, za 250 zł.
Uważany za przedstawiciela literatury wiejskiej, odrzucał taką kategoryzację. Był świadkiem istnienia kultury chłopskiej, która wymarła, i to ją przywoływał w swoich powieściach, dlatego że była to kultura mowy. Kiedyś ludzie gromadzili się w izbie i opowiadali sobie, potem pojawiło się radio i telewizja i wszystko się pozmieniało. Swoje doświadczenie literackie kojarzył właśnie z tym, że wzrastał w środowisku opowiadaczy, w otoczeniu chłopskiego języka, w kulturze mowy, a nie pisma. Tam i wtedy język miał moc sprawczą, nie tylko służył komunikacji, ale stwarzał światy, zaklinał rzeczywistość, obłaskawiał moce. Był pełen metafor. Nie lubił języka przeintelektualizowanego i nie używał go, za to dążył do jak największej prostoty wypowiedzi. Jednocześnie żalił się na językowe ubóstwo, charakteryzujące współczesną komunikację.
„Moje credo pisarskie to prostota, prostota i jeszcze raz prostota. Kiedy siadam do pisania, chciałbym zapomnieć o wszystkich książkach, jakie przeczytałem, całej tej literaturze” – mówił na jednym ze spotkań z czytelnikami kilka lat temu. Nigdy nie poddawał się żadnym modom: ani na temat, ani na styl. Był wierny sobie i całkowicie niezależny wobec trendów. Od czytelnika nie wymagał szybkiego czytania, a od siebie promocyjnej nadaktywności, wywiadów udzielał rzadko i raczej nie wypowiadał się na tematy bieżące. Mówił zawsze o tym, co najważniejsze, o istnieniu i o drugim człowieku. O życiu i śmierci. Zadawał pytania ostateczne. Szukał sensu zawsze w codzienności, w zwykłych procesach, zawsze z pokorą. „Niewiedza pcha mnie od zdania do zdania”. Opowiadając o swoim procesie twórczym, mówił, że często przez cały dzień siedział nad pustą kartką. Nie zniechęcał się, cierpliwie czekał. Nazywał ten stan „bezradnością owocującą”.
Ale to nie literatura była dla niego najważniejsza, a miłość. Ze swoją żoną Wacławą przeżyli razem ponad 70 lat. „Poza miłością nie ma nic, tylko śmierć – powiedział w rozmowie z Michałem Nogasiem i ten cytat podoba mi się najbardziej. – Miłość jest najwyższym stanem mądrości, na jaki stać człowieka. Ona z istoty swojej jest mądrością”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













