Gdzie popełniono błąd?

Izrael ufundowano na haśle „nigdy więcej”, dlaczego więc naród ofiar sam stał się agresorem? Książka Omera Bartova musiała powstać, bo ratuje honor żydowskich obywateli Izraela. Także w oczach wielu Polaków.
Czyta się kilka minut
Izraelskie dzieci w muzeum wojsk pancernych na wzgórzu Latrun, 21 kwietnia 2026 roku | fot. Jack Guez/AFP/East News
Izraelskie dzieci w muzeum wojsk pancernych na wzgórzu Latrun, 21 kwietnia 2026 roku | fot. Jack Guez/AFP/East News

Omer Bartov sam siebie określa jako „syn ostatniego syjonisty”, wypadałoby zatem zacząć od jego ojca. Hanoch Bartov (1926-2016), dziecko emigrantów z Polski, urodził się już na terenie mandatowej Palestyny, a zatem biblijnej ziemi Izraela. Niepodległe państwo witał, gdy miał zaledwie dwanaście lat. Do końca życia pozostał gorącym, lewicowym syjonistą, dla którego hasło „nigdy więcej!”, wykrzyczane przez ludzi sumienia różnych narodów po zagładzie europejskich Żydów, oznaczało to, co pierwotnie oznaczać miało: nigdy więcej takiego traktowania człowieka przez człowieka. Syjonizm ludzi jego pokolenia łączył żydowski patriotyzm i poczucie izraelskiej państwowości z głębokim przekonaniem o tym, że państwo to – właśnie ono! – bardziej niż żadne inne, musi – po prostu musi – wcielać ideał społecznej sprawiedliwości. Musi być sprawiedliwe dla wszystkich swoich obywateli. Stało się inaczej. Z biegiem lat hasło „nigdy więcej” zaczęło być w Izraelu rozumiane w jego wąskim, narodowym aspekcie: nigdy więcej zabijania Żydów. Literalnie nie ma w tym nic złego, ale gdy zaczęto je pojmować w jeszcze węższym, ekskluzywnym sensie, gdy wartość żydowskiego bezpieczeństwa zaczęła być odmierzana miarą każdej ceny moralnej, wtedy zaczęła się degeneracja. Nic nie zabrzmi bardziej lakonicznie niż cytat z omawianej tu książki: „Począwszy od procesu Adolfa Eichmanna na początku lat sześćdziesiątych, a zwłaszcza od lat osiemdziesiątych, kiedy izraelska polityka coraz bardziej skręcała w prawo, Holokaust stał się spoiwem łączącym różnorodne i czasami wrogie wobec siebie odłamy ludności żydowskiej. [...] Doprowadziło to do powstania kruchej i zarazem agresywnej zbiorowej mentalności”.

Omer Bartov zadedykował swoje dzieło zmarłemu ojcu. Dedykacja ta, siłą rzeczy, stała się epitafium.

Mieszanka gniewu i strachu

Rodzina autora w większości zginęła w Zagładzie, tak jak rodziny chyba większości mieszkających w Izraelu Żydów. „Żyliśmy w okaleczonych klanach” – mówi Bartov o powojennym doświadczeniu swojego pokolenia. Komuś, kto wyrasta w środowisku przenikniętym zbiorowym syndromem ofiary, trudno jest zdobyć się na obiektywizm. A jeszcze trudniej zauważyć moment, gdy niegdysiejsza ofiara sama staje się agresorem.

Owym momentem w życiu Bartova stał się rok 1976, kiedy to powołano go do wojska – Izrael wtedy od dziewięciu lat uwikłany był w wojnę ze swoimi arabskimi sąsiadami. 22-letni rekrut walczył dzielnie za ojczyznę, został nawet poważnie ranny. A jednak nie odwracał głowy, gdy jego koledzy albo przełożeni dopuszczali się na froncie czynów sprzecznych z uniwersalną moralnością. Początkowo go to dziwiło: jak mogą robić to przedstawiciele narodu, który po doświadczeniu Zagłady jest dla świata znakiem wołania o sprawiedliwość? Jednak chłodne, naukowe podejście nauczyło go zrozumienia.

Jego Hitler's Army (polskie wydanie pod tytułem Żołnierze Führera), książka wydana w 1991 roku przez Oxford University Press, było dziełem pionierskim, gdyż opowiadało o tym, jak w proces ludobójstwa, zaplanowanego przez wielkich morderców, wplątywani są zwykli obywatele. Bo ludobójstwa nie dokonują żadni psychopaci. A „banalność zła” (określenie Hanny Arendt), które staje się częścią struktury państwowej, z konieczności rozlewa się na wszystkich: żołnierzy, urzędników, w końcu na fryzjerów albo pielęgniarzy. W samych Niemczech dopiero w dwadzieścia lat później ukazała się podobna książka. Żołnierze. Protokoły walk, zabijania i umierania Sönke Neitzela i Haralda Welzera mówią o zwyczajnych Niemcach, wcielonych do Wehrmachtu, którzy w toku frontowej brutalności przyzwyczajają się do zła.

9 października 2023 roku, dwa dni po ataku Hamasu, izraelski minister obrony Joaw Galant nazwał napastników „zwierzętami w ludzkiej skórze” (tak w polskim tłumaczeniu, dosłownie „zwierzoludy”, be-chajot adam po hebrajsku). Powiedział to tak, że – jak uważa Bartov – nikt w Izraelu nie miał wątpliwości, iż jego słowa odnoszą się nie tylko do bojowników Hamasu, lecz w ogóle do wszystkich przebywających w Gazie Palestyńczyków. Trzy tygodnie później sam premier Benjamin Netanjahu publicznie przywołał Księgę Powtórzonego Prawa (25, 17), napominając rodaków: „Pamiętaj, co ci uczynił Amalek”. Wszyscy w Izraelu wiedzą, co biblijny Pan nakazał czynić z Amalekitami: „Zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci” (Pierwsza Księga Samuela 15, 3). Palestyńczycy, bo o nich chodzi w tym porównaniu, od kilkudziesięciu już lat postrzegani są w tym państwie przez pryzmat mentalności kolonialnej – twierdzi dalej Bartov. A każda kolonizacja najpierw brutalizuje relacje między społecznościami, potem zaś, w skrajnych wypadkach, odczłowiecza kolonizowanych. To z reguły staje się wstępem do ich masowej rzezi. Badania opinii publicznej, przeprowadzone już po tych wypowiedziach, potwierdziły, że przygniatająca większość żydowskich obywateli Izraela usprawiedliwia odwet za działania Hamasu na wszystkich bez wyjątku Palestyńczykach.

„Nie da się bez konsekwencji ignorować” sześćdziesięciu lat okupacji Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu – twierdzi Bartov. A dominujące dziś wobec palestyńskich współmieszkańców odczucia żydowskich Izraelczyków określa on jako „mieszankę gniewu i strachu” z komponentem „całkowitej niezdolności do empatii wobec ludności Gazy”.

Państwo bez konstytucji

Bartov jest w swojej najnowszej książce bardziej moralistą niż historykiem. Można to poczytać za pewien minus tej pracy, gdyż unikając chronologicznej opowieści, autor nie ukazał czytelnikowi, w całej rozciągłości, samego procesu społecznej i politycznej degeneracji, a tym samym tytułowego momentu, w którym „coś poszło nie tak”. Brak ten jednak w pewnym stopniu rekompensuje rozdział ostatni: „Konstytucja której nie ma”.

W rzeczy samej Izrael nie dorobił się konstytucji, mimo że ta zapowiedziana była już w pierwszych uchwałach nowo powstającego państwa. Dlaczego? Zbyt dużo podstawowych kwestii jego istnienia nie zostało dotąd wyjaśnionych. Państwo religijne czy świeckie? Nadal nie wiadomo. I coś, co interesuje nas tu najbardziej: państwo dla wszystkich obywateli czy tylko dla Żydów?

Jeśli chodzi o tę drugą kwestię, praktyka ostatnich dekad wyraźnie pokazuje kierunek przyszłej odpowiedzi. Dlaczego tak się stało? Bartov wskazuje tu na rudymentarne nieposzanowanie prawa w państwie mieniącym się jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie. Objawem tego nieposzanowania jest właśnie brak ustawy zasadniczej. Pełna demokracja – kontynuuje autor – funkcjonowała w tym państwie „tylko przez sześć miesięcy”: od grudnia 1966 roku, kiedy to zniesiono rządy wojskowe, narzucone w 1948 roku obywatelom pochodzenia arabskiego, do czerwca 1967 roku, czyli początku okupacji Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy.

Może ten przykład będzie jakimś ostrzeżeniem dla tych spośród polskich czytelników, którzy w nieposzanowaniu praworządności widzą fundamentalne zagrożenie państwowego bezpieczeństwa.

Głos nielicznych cenny tym bardziej 

Bartov, profesor historii na Uniwersytecie Browna w Providence w USA, nawet w anglojęzycznej Wikipedii opisywany jest jako „czołowy autorytet w kwestii ludobójstwa”. Wypadałoby zatem podchodzić do jego opinii z respektem. W przedmowie do książki, której polskie tłumaczenie ukazało się niemal równolegle z oryginałem angielskim, autor wypowiada się jeszcze ostrożnie, pisząc o „ludobójczych działaniach” Izraela w Gazie. Nie idzie zatem dalej niż wyrok Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, który mówi o izraelskich zbrodniach wojennych i zbrodniach przeciwko ludzkości. Ale już w dwóch kolejnych wywiadach, których udzielił ostatnio polskiej prasie, otwarcie mówi nam: to ludobójstwo. Zaledwie w niecały rok po napisaniu książki.

Ta pozbawiona złudzeń, gorzka konstatacja jest owocem obserwacji bieżącej polityki izraelskich władz, ale też efektem wieloletnich doświadczeń kontaktów z żydowską społecznością Izraela, włącznie z opisaną już w książce wizytą profesora w czerwcu 2024 roku na ziemi przodków. W jednym z rzeczonych wywiadów Bartov mówi wprost: „Gdyby pewnego dnia Palestyńczycy zniknęli, większość Izraelczyków nie zapytałaby, co się z nimi stało, tylko stwierdziła: «To dobra wiadomość, jedziemy dalej»”Trudno o mocniejsze oskarżenie niż to wypowiedziane ustami rodaka.

Powiedzmy teraz otwarcie: ludobójstwo to coś więcej niż przestępstwo, które można zrzucić na barki rządzących. To grzech kładący się cieniem na cały naród. Ale czy to znaczy, że mamy potępić w czambuł żydowskich obywateli Izraela? Czy możemy ich teraz określić mianem „narodu ludobójców”? Żadną miarą! Bo to oznaczałoby, że cofamy się do czasów Hitlera. A przecież miało być „nigdy więcej”... Głos takich ludzi jak Omer Bartov – który choć nie jest obywatelem izraelskim, jest jednak Żydem – ratuje honor Izraela. Bo Bartov mówi głosem wielu Izraelczyków, nawet jeśli ten głos niknie w zalewie głosów przeciwnych. Więcej nawet: głos takich ludzi, brzmiący wbrew opinii własnej większości, wymagający odwagi, jest chyba tym bardziej cenny. Jak głos nielicznych Niemców sprzeciwiających się Hitlerowi czy równie nielicznych Rosjan protestujących dziś przeciw działaniom Putina.

Izrael. Co poszło nie tak?

Omer Bartov
Wydawnictwo Literackie 2026

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2026