Medjugorie: miejsce, które wymyka się prostym ocenom

Po Medjugorie spodziewałem się religijnego dziwactwa, nieomal histerii. Duchowa atmosfera tego miejsca zaskoczyła mnie jednak pozytywnie, choć ma ona żywiołowy, bałkański sznyt.
Czyta się kilka minut
Bośnia i Hercegowina to kraj winnic i gajów oliwnych. Gdyby nie ruiny domów w niektórych miejscowościach, można by nie zauważyć, że 30 lat temu toczyła się tu krwawa wojna domowa | fot. Roberto Zocchi/Adobe Stock
Bośnia i Hercegowina to kraj winnic i gajów oliwnych. Gdyby nie ruiny domów w niektórych miejscowościach, można by nie zauważyć, że 30 lat temu toczyła się tu krwawa wojna domowa | fot. Roberto Zocchi/Adobe Stock

Na kolejne okrągłe urodziny mamy postanowiliśmy z braćmi zabrać ją na pielgrzymkę, a że jubileusz był dostojny, to pielgrzymować mieliśmy za granicę. Na decyzję o wyborze Medjugorie wpłynęła dostępność biletów lotniczych, krótki lot i pokrewieństwo językowe, a także moja ciekawość. Gdy przemierzałem Bośnię autostopem 10 z górą lat temu, nie zboczyliśmy do tej miejscowości na drodze z Mostaru do Dubrownika. Zatem tym razem wybraliśmy się na szlak nie tylko maryjny, ale też bogaty w historię.

W samym Medjugorie centrum pielgrzymkowym jest parafialny kościół św. Jakuba. Nieopodal położona jest góra Križevac z drogą krzyżową, ale Bośnia to także okazja do poznania skomplikowanej historii Europy, jak w Mostarze | fot. Adobe Stock

On szedł w spiekocie dnia

Przyjazd na miejsce był jak scena z filmu. Jazda pod prąd (na szczęście tylko na parkingu) i ostatnie miejsce parkingowe – jakby czekało na nas. Wszystko po to, by przed godziną 14.00 być u stóp góry Križevac. Był piątek, a wzniesienie to poświęcone jest Męce Pańskiej. Stąd nazwa: Krzyżowa Góra, a na niej Križni Put z 14 stacjami. Na szczycie 15 marca 1934 roku odsłonięto betonowy krzyż wysokości 8,56 m (budowany od roku 1933), upamiętniający 1900 rocznicę Męki Pańskiej. Na przecięciu belek umieszczono relikwie Krzyża Świętego. Małe zamieszanie na początku drogi krzyżowej, dziwi mnie, że tuż przed 14.00 jest tak mało ludzi. Formuje się jednak jakaś grupka i ruszamy. To pielgrzymi z Chorwacji, idą z franciszkaninem (których jest w tym rejonie pełno, nie tylko w sanktuarium), czytają fragment Ewangelii, rozważanie. Prawie wszystko da się zrozumieć, pokrewieństwo między chorwackim a polskim jest duże. Między stacjami odmawiamy różaniec – tu między językami ujawnia się pewna różnica, bo Chorwaci zdrowaśki mówią bardzo szybko, na moją jedną oni są już po dwóch. Kolejne przystanki wyznaczają płaskorzeźby autorstwa prof. Carmela Puzzola. Ludzie je całują, dotykają ich. Na każdej, oprócz Chrystusa, znajduje się, trochę ukryta, Maryja. Po trzeciej stacji zaczynamy czuć na plecach oddech kolejnych pielgrzymów – tym razem tej właściwej drogi krzyżowej rozpoczynającej się o 14.00 – z mikrofonem i głośnikiem, poczekalibyśmy pięć minut, to poszlibyśmy z nimi. Szybko pożałowałem, że nie posłuchałem matki, która zaproponowała kupno wody u podnóża, bo zapomnieliśmy jej wziąć. Droga jest kamienista, często trzeba szukać miejsca, gdzie można postawić stopę, kamienie są chyba naturalnie wyślizgane – a może od stóp pielgrzymów, bo wielu z nich pokonuje drogę boso. Pocieszam się, że Jezus też nie miał wody, a wchodził wyżej i z ciężką belką. 

Góra Objawień to strome wzgórze. Wchodzi się tam z wysiłkiem, który skłania do modlitwy | fot. Adobe Stock

Križevac ma 500 m, ale zegarek wskazuje na szczycie 1500 kroków, więc ścieżka jest ze trzy razy dłuższa. Niech nie zmyli jednak ten krótki dystans, góra potrafi być też niebezpieczna. Przekonał się o tym o. Slavko Barbarić, franciszkanin, który zginął podczas wspinaczki nań w 2000 roku. Nieopodal krzyża postawiono głaz z jego podobizną, dla przypomnienia tego faktu. Barbarić jest dla okolicznych mieszkańców ważny, bo on pierwszy uwierzył, że kilka kilometrów dalej w latach 80. wydarzyło się coś niezwykłego. To miejsce było jednak dla nich ważne niemal przed stu laty. Dopiero wpatrując się w wielki krzyż, uświadamiam sobie, że w latach 30. mieszkańcy każdą cegłę, cement, piasek, żwir wnosili na swoich plecach. Arcybiskup miejscowej diecezji zarządził, by odtąd w każde święto Podwyższenia Krzyża na tym szczycie odprawiać mszę. Dzieje się tak do dziś.

Tu się słucha

Ta droga krzyżowa sprawiła, że zostawiliśmy kwestię zameldowania się w hotelu na później. Myślałem, że dojedziemy na spokojnie, ale zapomniałem, że Bośnia nie jest w strefie Schengen. Zapomniałem też, jak to jest. Kolejka niby krótka, parę samochodów. Pogranicznicy z jednej i drugiej strony, znudzeni. Co mogłoby się na tej granicy wydarzyć? Kontrabanda? Choć sprawdzałem to sto razy, to wciąż myślę, czy wystarczą dowody osobiste. A potem górskie, kręte drogi. Jesteśmy przecież w Alpach – Dynarskich, ale zawsze (tak nazywane są Góry Dynarskie, choć w sensie ścisłym części Alp nie stanowią). Bośnia i Hercegowina jest też inna niż ta, którą pamiętałem. Jest nadal tanio, ale obecnie 1 euro to dwie bośniackie marki. Pamiętam, że wtenczas za zupę zapłaciłem w jednym z miasteczek złotówkę, teraz jest już to około 8 zł. Do Mostaru i Medjugorie prowadzi droga bez dziur, można pojechać też autostradą.

W samym Medjugorie centrum pielgrzymkowym jest parafialny kościół św. Jakuba. Nieopodal położona jest góra Križevac z drogą krzyżową, ale Bośnia to także okazja do poznania skomplikowanej historii Europy, jak w Mostarze | fot. Adobe Stock

Spaliśmy dokładnie naprzeciwko parafialnego kościoła św. Jakuba Większego, centrum pielgrzymkowego. I ruszyliśmy od razu do sanktuarium. Rytm modlitw jest rozłożony między wrześniem a majem i od czerwca do sierpnia. Zmieniają się tylko godziny, część nabożeństw jest odprawiana później, by nie odbywała się w palącym słońcu. W piątkowy wieczór odbywa się adoracja Krzyża. Za kościołem znajduje się amfiteatr, który był wypełniony, a na telebimach pokazywano transmisję z niedużego kościoła. Krótkie rozważania, delikatne śpiewy. Po prawej i lewej stronie kościoła – około 20 konfesjonałów, małych pokoików, do których wchodziło się po zobaczeniu, czy spowiedź jest w twoim języku. Do tego wokół kościoła kilkunastu prezbiterów spowiadających po prostu na ławkach czy krzesełkach. Było słuchane. Planowałem stanąć w kolejce i zrobiłem to. Kilkadziesiąt minut oczekiwania minęło bardzo szybko. W centrum tych celebracji był Jezus. Myślałem wprawdzie, że będzie tam głównie przekaz maryjny czy też cytowanie tutejszych orędzi. Po adoracji można było ją przedłużyć wśród setek świec, zapalanych w różnych intencjach wokół krzyża. Około dziewiątej wieczorem część placu wokół figury Matki Bożej przejęli Polacy: apel jasnogórski, pieśni jedna za drugą, dopiero po godzinie skończyliśmy, śpiewając dość swojsko Zapada zmrok. Potem  zamykano liczne sklepiki z dewocjonaliami. To miejsca, w których można dostać oczopląsu – jedyny element, który mi do tego sanktuarium nie pasuje. Trochę dłużej działały restauracje, także z pysznym lokalnym jedzeniem. Zapamiętajcie: mała porcja właściwie jest w stanie nakarmić dorosłego człowieka. 

Góra Objawień to strome wzgórze. Wchodzi się tam z wysiłkiem, który skłania do modlitwy | fot. Adobe Stock

Zwiedzanie okolicy

Do Medjugorie można przyjechać na parę dni, może nawet tygodni na duchowe ćwiczenia, są domy rekolekcyjne, które to oferują. Miejsce jest ku temu sprzyjające, bo zasadniczo to dość oddalona od świata wioska wśród gór, w której poza codziennymi nabożeństwami nic się nie dzieje. Bierzemy więc auto i w sobotę, kiedy główne wydarzenie to adoracja eucharystyczna wieczorem, objeżdżamy dookoła okolicę. Marszruta jest prosta. Najpierw Mostar – jak wskazuje nazwa, miasto z mostem, zburzonym podczas wojny domowej w latach 90., odbudowanym i wpisanym na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Przez wieki był symbolem pojednania Zachodu ze Wschodem – zarówno chrześcijaństwa z islamem, jak i katolickich Chorwatów z prawosławnymi Serbami. Ktoś by powiedział: most jak most. Całe miasto przypomina jednak, że niecałe 30 lat temu ta ziemia była areną krwawej wolny. Skaczą z niego do Neretwy, bośniackiej rzeki, miejscowi kuglarze, za skok licząc sobie 50 euro zbierane od turystów. Tradycja ponoć z XVII wieku, mimo to w 1993 roku Chorwaci zburzyli most bez mrugnięcia okiem. Stało się to pewnie tak szybko, jak w toń Neretwy wpada skoczek. W ciągu jednego dnia można zwiedzić też okoliczne atrakcje: Počitelj z zachowaną twierdzą, Dom Derwiszów w Blagaju, Wodospady Kravica, kilkanaście wzdłuż rzeki Trebižat. Nie są to miejsca, które trzeba kontemplować godzinami, ale gdy zatrzyma się na chwilę, poczyta nawet krótką informację, można zapoznać się z historią wilajetu bośniackiego, a nawet średniowiecznego Księstwa Świętego Sawy, którego władcą był Vladislav Hercegović, od którego bierze nazwę tamtejsza kraina. Dziś, odwiedzając tę okolicę, napotkamy wiele chorwackich flag. Ten teren zamieszkiwany jest przez katolików, którzy identyfikują się z Chorwatami. Jesteśmy poza Chorwacją. Próbuję w miarę jasno objaśnić to mojej towarzyszce podróży, ale też samemu sobie, bo choć od lat interesuję się tym regionem, to właściwie w głowie się on mi nie mieści.

Góra Objawień to strome wzgórze. Wchodzi się tam z wysiłkiem, który skłania do modlitwy | fot. Adobe Stock

Królowa Pokoju

Może czekają Państwo na moją deklarację, czy – skoro pojechałem do Medjugorie, a do tego wziąłem tam moją mamę – wierzę w rzekome tamtejsze zjawienia. Odpowiedź jest niejednoznaczna. Papież Franciszek w 2019 roku zezwolił oficjalnie na pielgrzymki, a w 2024 roku na kult maryjny (jak wiemy – jedną z osób badających tę sprawę był polski arcybiskup Henryk Hoser). Stolica Apostolska nie może stwierdzić tego, czy domniemane zjawienia w tym miejscu mają charakter nadprzyrodzony, gdyż spośród sześciu „widzących” troje wciąż twierdzi, że widzi bądź słyszy Matkę Bożą. W niedzielę poszliśmy więc na miejsce rzekomych zjawień. Trochę pobłądziliśmy, ale przed mszą o 18.00 mieliśmy sporo czasu. Te wydarzenia rozpoczęły się 24 czerwca 1981 roku. Na Wzgórzu Crnica należącym do parafii Medjugorie, w części tego wzgórza zwanej Podbrdo sześciorgu dzieciom miała się ukazać Matka Boża. Następnego dnia w to samo miejsce znów wyruszyła szóstka, z tym że dwie osoby się wymieniły. Tym razem to 520 m n.p.m, ale jest jakby stromiej. Po drodze płaskorzeźby z tajemnicami różańca: radosnymi i bolesnymi pod górę i chwalebnymi w dół (tajemnice światła są ustawione przy sanktuarium, za kościołem św. Jakuba). Maryja w tym miejscu, w porównaniu do biblijnego przekazu, dość sporo „mówi”, część jej orędzi posiada nihil obstat, bo to właściwie powtórzenie nauczania Kościoła. Dlaczego wydarzyło się to w komunistycznej Jugosławii? Być może dlatego, że jesteśmy w jej części o silnych chorwackich, katolickich wpływach? Może dlatego, że gdzie nie zajechaliśmy do kościoła, w Mostarze, w samym Medjugorie czy w innych miejscach – czytaliśmy o komunistički partizani, którzy zabijali miejscowych katolików, głównie prezbiterów, ale też osoby świeckie. O etniczno-religijnych kontekstach tego miejsca moglibyśmy napisać wiele artykułów. Jestem przekonany, że nawet jeśli Watykan nie stwierdzi po latach, że owe zjawienia miały charakter nadprzyrodzony, Medjugorie pozostanie miejscem pielgrzymkowym, miejscem nawróceń, wzrostu wiary. Znamienne, że Maryja czczona jest tam jako Królowa Pokoju. Dziś przesłanie o pokoju jest nam bardzo potrzebne. 

Galeria zdjęć

Obraz
Bośnia i Hercegowina to kraj winnic i gajów oliwnych. Gdyby nie ruiny domów w niektórych miejscowościach, można by nie zauważyć, że 30 lat temu toczyła się tu krwawa wojna domowa | fot. Roberto Zocchi/Adobe Stock
Obraz
W samym Medjugorie centrum pielgrzymkowym jest parafialny kościół św. Jakuba. Nieopodal położona jest góra Križevac z drogą krzyżową, ale Bośnia to także okazja do poznania skomplikowanej historii Europy, jak w Mostarze | fot. Adobe Stock
Obraz
Góra Objawień to strome wzgórze. Wchodzi się tam z wysiłkiem, który skłania do modlitwy | fot. Adobe Stock
Obraz
W samym Medjugorie centrum pielgrzymkowym jest parafialny kościół św. Jakuba. Nieopodal położona jest góra Križevac z drogą krzyżową, ale Bośnia to także okazja do poznania skomplikowanej historii Europy, jak w Mostarze | fot. Adobe Stock
Obraz
Góra Objawień to strome wzgórze. Wchodzi się tam z wysiłkiem, który skłania do modlitwy | fot. Adobe Stock
Obraz
W samym Medjugorie centrum pielgrzymkowym jest parafialny kościół św. Jakuba. Nieopodal położona jest góra Križevac z drogą krzyżową, ale Bośnia to także okazja do poznania skomplikowanej historii Europy, jak w Mostarze | fot. Adobe Stock
Obraz
Góra Objawień to strome wzgórze. Wchodzi się tam z wysiłkiem, który skłania do modlitwy | fot. Adobe Stock

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Znak pokoju