Logo Przewdonik Katolicki

Wzgórza ciszy i pokoju

Katarzyna Kasjanowicz
Fot.

O Bośni i Hercegowinie nie mówi się już w wiadomościach telewizyjnych. Rzadko wspomina się o niej w przewodnikach turystycznych. W wysokich górach nie słychać już, na szczęście, strzałów. Oba brzegi Neretwy znowu łączy most, ale rany w sercach ludzi pozostały. Stolica modlitwy W przeciwieństwie do swej żyjącej z turystyki sąsiadki Chorwacji, Bośnia położona w zachodniej...

O Bośni i Hercegowinie nie mówi się już w wiadomościach telewizyjnych. Rzadko wspomina się o niej w przewodnikach turystycznych. W wysokich górach nie słychać już, na szczęście, strzałów. Oba brzegi Neretwy znowu łączy most, ale rany w sercach ludzi pozostały.

Stolica modlitwy
W przeciwieństwie do swej żyjącej z turystyki sąsiadki Chorwacji, Bośnia – położona w zachodniej części Półwyspu Bałkańskiego – nie otrząsnęła się jeszcze ze zniszczeń wojennych. Wyjątkiem jest znane wszystkim chrześcijanom Medjugorie, gdzie wybieram się po raz pierwszy przy okazji swojej kolejnej podróży na Bałkany.

Malowniczość górzystej krainy, której większość terytorium stanowią Alpy Dynarskie, może zachwycić nawet bardzo wybrednych turystów. Setki kwitnących drzew owocowych rozsianych w pobliżu posiekanych kulami domostw przywodzą na myśl odwieczną walkę życia i piękna z tak częstym, bezsensownym ludzkim okrucieństwem. Krwawa historia tego regionu pokazuje jak ważna jest modlitwa o pokój.

Medjugorie (nazwa pochodzenia słowiańskiego, oznaczająca miejsce położone między górami) wraz z wioskami Bijakovici, Miletina, Szurmanci i Vionica tworzy parafię katolicką, w której dziś mieszka ok. 4 tys. osób. Po raz pierwszy jako samodzielna parafia Medjugorie wspomniane jest w 1599 r. Kilka wieków później – 24 czerwca 1981 roku na Podbrdo w Bijakovici sześcioro młodych parafian po raz pierwszy zobaczyło Matkę Bożą. Od tej pory Medjugorie przeistoczyło się w światowe centrum modlitewne, które odwiedziło już ponad 20 mln pielgrzymów.

Lepiej z paszportem
Aż do ostatniej chwili nie wiem, czy uda mi się wjechać do Bośni bez paszportu. Niedoinformowani pracownicy znanego biura turystycznego organizującego wyjazd zapewnili mnie, że nie muszę spieszyć się z wyrobieniem nowego paszportu jako obywatelka Unii Europejskiej – w podróż wybieram się jedynie z dowodem osobistym. O ile w starającej się o wstąpienie do Wspólnoty Chorwacji rzeczywiście nie mam żadnych problemów, o tyle wszystko wskazuje na to, że na bośniackim przejściu granicznym moja bałkańska podróż może się zakończyć i to przykrymi konsekwencjami.

Mimo to po pokonaniu około 3 tys. km postanawiam zaryzykować. Nie wiem, kiedy ponownie pozwolę sobie na kolejną wizytę w tej części Europy. Nie wyobrażam sobie także, jak mogłabym spojrzeć w oczy tym wszystkim osobom, którym obiecałam modlitwę na Podbrdo, gdybym wycofała się w tej chwili.

Nie zapominam też o modlitwie za siebie samą, w drodze do mało popularnego przejścia granicznego, gdzie jest większe prawdopodobieństwo powodzenia całej akcji. Wiele osób trzyma za mnie kciuki, bowiem siłą rzeczy wszyscy są wtajemniczeni w mój problem. Kiedy po szczegółowym przejrzeniu bagaży w luku, według starych jeszcze zwyczajów, do autokaru wchodzi młody umundurowany mężczyzna, każdy wstrzymuje oddech. Celnik na podróżnych spogląda przemiennie, zerka to w prawo, to w lewo i pochyla się lekko nad trzymanymi w dłoniach dokumentami. Nie patrzy w moją stronę, ale na sąsiadów z naprzeciwka. Już się nie odwraca. Najgorsze mam za sobą. Wychodzi, a my możemy jechać dalej, ku Medjugorie. Autokar błyskawicznie rusza z miejsca.


Jeden z wielu sklepów z dewocjonaliami u podnóża Góry Objawień

Sześcioro dzieci
Kiedy w upalny dzień 24 czerwca 1981 roku sześcioro dzieci wdrapywało się mozolnie na kamienistą górę, która nie nazywała się wtedy jeszcze Górą Objawień, żadne z nich w najśmielszych snach nie mogło marzyć o tym, co za chwilę nastąpi w ich życiu. Żadne tym bardziej nie wiedziało, jak ważne stanie się to miasteczko nie tylko dla nich samych, ale dla całego chrześcijańskiego świata.

Pierwsze spotkanie z Matką Bożą wzbudziło w nich lęk, dlatego nie zdając sobie do końca sprawy z wagi wydarzenia, dzieci uciekły. Ale już nazajutrz cała szóstka przyszła ponownie, by przekonać się, że właśnie oni, zwyczajni, młodzi parafianie, zostali wybrani do przekazywania ludziom słów orędzia. Tego dnia rozmawiali z Najświętszą Maryją i modlili się razem. Trzeciego dnia Matka Boża powiedziała: „Pokój, pokój, pokój – jedynie pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, ale i pomiędzy ludźmi”.

Jedyną osobą spośród sześciorga wizjonerów, która do dziś nie opuściła Medjugorie, jest Vicka Ivanković-Mijatović. Przypomina strażniczkę tego miejsca – zawsze chętnie spotyka się z pielgrzymami z całego świata i głosi Słowo Boże. Dowiaduję się, że jeśli nasza wycieczka będzie miała dużo szczęścia, to uda nam się spotkać Vickę podczas tego krótkiego pobytu w świętym miasteczku. Wszyscy kiwają głowami, spoglądając w moją stronę, jakby chcieli dać do zrozumienia, że limit szczęścia na dzisiaj wyczerpał się. W tym samym momencie czuję, że ją zobaczymy.

Zwykłe – niezwykłe oblicze
Wąska, wspinająca się ku Górze Objawień uliczka pełna jest barwnych sklepów z dewocjonaliami. Innych zakupów w tym miejscu nie da się zrobić. Różnej wielkości figury Matki Boskiej przedstawionej według opisów dzieci oraz różańce we wszelkich kolorach i z każdego materiału, łącznie z kamykami ze Świętej Góry, przyciągają mimowolnie wzrok przechodzących. Ale na ewentualne zakupy będzie czas później – teraz zmierzamy ku Podbrdo.

Przy jednym z domów mieszkalnych daje się bez trudu zauważyć liczną grupę pielgrzymów. Pośród nich stoi na czarno ubrana kobieta z mikrofonem w ręku. Łagodny głos niesie się wiele metrów dalej. Opiekunka wycieczki znajduje mnie na końcu naszego milczącego pochodu i szepcze mi do ucha z przejęciem: „To Vicka Ivanković”. Z tej odległości niedokładnie widzę rysy twarzy. Dopiero gdy zmieniam obiektyw, a później podchodzę bliżej i wspinam się na palce, dostrzegam drobną, promienną twarzyczkę – mimo że w rzeczywistości mam przed sobą dojrzałą kobietę.

Zaskoczona wpatruję się w to zwykłe – niezwykłe oblicze i wtedy nasze spojrzenia spotykają się. Ogarnia mnie duchowe ciepło, które nie ma nic wspólnego z temperaturą panującą na dworze. To wzrok Vicki Ivanković, pełen dziecięcego zachwytu i dojrzałości, nieznanej nawet dużo starszym osobom, przenika mnie czule i kojąco. Mam wrażenie, jakby Vicka zaglądała mi w serce i w tej jednej chwili dowiedziała się o mnie wszystkiego. Ale nie czuję się z tego powodu skrępowana – wprost przeciwnie: spojrzenie Vicki Ivanković tamtego przedpołudnia jest dla mnie jak dotknięcie Dobra.


Kościół parafialny – centrum życia modlitewnego w Medjugorie

Wzgórze pełne ciszy
Wejście na Górę Objawień osobom z dobrą kondycją fizyczną nie zajmie więcej niż 20 minut. Ale warto, jeśli tylko pozwala na to czas, wchodzić powoli, w skupieniu i przy okazji z dużą ostrożnością, bowiem kamienie są dosyć ostre, a niektóre bardzo wyślizgane. Nie zaszkodzi mieć przy sobie buteleczkę wody, gdyż w Bośni już od kwietnia jest gorąco.

Nie ma dnia, ani pory roku, żeby nie można było usłyszeć na Górze różnych języków. Medjugorie odwiedzają ludzie ze wszystkich stron świata: biali i kolorowi, bogaci i ubodzy, młodzi i starzy… Nasza grupa mija pielgrzymkę z Indonezji, a w połowie drogi spotykamy kilkoro osób z Włoch. Właśnie ten postój w połowie wspinaczki, kiedy nogi są już zmęczone, a w gardle odczuwa się suchość, to miejsce ogromnie ważne. Wieńczy je skromny, drewniany krzyż. Stoi on na pamiątkę pierwszego spotkania dzieci z Matką Bożą.

Dalsza wspinaczka jest coraz trudniejsza. Słońce razi, odbijając się w kamieniach, a zewsząd słychać pełne wysiłku posapywanie. Kiedy dociera się wreszcie na szczyt, zdawać się może, że cała wędrówka trwała znacznie dłużej. Tabliczka z prośbą o ciszę, odcinająca się od malowniczej panoramy gór, jest raczej zbędna. Z braku sił już nikt się nie odzywa, a szacunek dla miejsca modlitwy mimowolnie wymusza milczenie nawet na najmłodszych. Przy białej, jaśniejącej w promieniach słońca, figurze widać modlących się i kontemplujących. Niektórzy robią pamiątkowe zdjęcia. Klękam, uciekając w modlitwę za najbliższych i pokój na świecie.

Modlitwa nie tylko za Mostar
Drugim ważnym miejscem w Medjugorie jest kościół parafialny. Pierwszy wybudowano w 1897 r. na zbyt miękkim podłożu, dlatego pod koniec I wojny światowej rozebrano go, gdyż groził zawaleniem. Obecną świątynię konsekrowano 19 stycznia 1969 r. Bez wątpienia jest ona dzisiaj sercem życia modlitewnego. Msze Święte i modlitwy wieczorne odbywają się wewnątrz, a latem przy ołtarzu polowym. Niemal zawsze udaje się znaleźć kapłana, który udzieli błogosławieństwa. Można też wziąć udział w Eucharystii odprawianej w języku polskim. Przy wejściu na plac kościelny postawiono kamienną figurkę Królowej Pokoju, dzieło artysty rzeźbiarza Dina Felicia. Budynek jest klimatyzowany, co okazuje się szczególnie cenne latem. Mimo skromnego wystroju, ma wspaniałą atmosferę, więc długo ociągałam się z wyjściem na zewnątrz po modlitwie.

Chociaż katolików w Bośni jest tylko 15 proc., a blisko połowę ludności kraju, bo aż 40 proc., stanowią muzułmanie, nie mam wątpliwości, dlaczego właśnie w tym kraju objawiła się Matka Boża, zwana Królową Pokoju (tak przedstawiła się dzieciom). Kiedy jadę do pobliskiego Mostaru, widzę w dużej części wyludnione wioski i znaki drogowe podziurawione kulami. Ludzie o smutnych oczach sprzedają na poboczach dróg sadzonki warzyw, a latem płody rolne. Bezrobocie sięga 50 proc. Orientalną w charakterze starówkę, łącznie ze słynnym mostem, odbudowano, ale ruiny ludzkich siedzib, porozrzucanych po osiedlach mieszkalnych, robią makabryczne wrażenie. Równie przejmująco wygląda poraniona kulami fasada kościoła św. Piotra i Pawła. Najbardziej niewinne wrażenie na tle tych zniszczeń robią żołnierze z międzynarodowych sił pokojowych, jedzący lody w słoneczny dzień. W samym Mostarze jest ich 1400. Na niektórych uliczkach, gdzie nie powrócą już ich dawni mieszkańcy, nadal panuje cisza. Na innych, wiele tysięcy kilometrów od Bośni, nie milkną strzały. Z ulgą wracam na gwarny targ i znowu przechodzę przez most, chcąc być blisko ludzi. W oddali bieli się wieża meczetu.

Wyjeżdżam tak jak wjechałam, bez paszportu, czego nie radzę próbować tegorocznym spontanicznym pielgrzymom. Tym razem skończyło się na napędzeniu mi strachu. Ale myślami jestem daleko od własnych problemów. Po raz pierwszy namacalnie zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo współczesny świat potrzebuje od każdego z nas modlitwy o pokój.

Co na to Kościół?

Kongregacja Nauki Wiary, odpowiadając 23 marca 1996 r. na pytanie francuskiego biskupa Leona Taverdeta w sprawie Medjugorie, przytacza orzeczenia Episkopatu byłej Jugosławii, przypominając, że nie ma zgody na kult.

Dwa miesiące później rzecznik prasowy Watykanu Navarro-Valls stwierdził, że w sprawie Medjugorie nic się nie zmieniło, choć na pytanie, czy Watykan prosi katolików, by nie odwiedzali tego miejsca, odpowiedział: „nie”. […]

Wielu ludzi, szczególnie ci, którzy w Medjugorie byli, uczestniczyli tam w nabożeństwie, modlili się i ich modlitwa została wysłuchana, albo też znają osoby, których życie właśnie w tym miejscu przemieniło się, może zdumiewać się powściągliwością Kościoła. Tak samo poruszać musi orędzie pokoju wychodzące z miejsca tak dotkniętego nieszczęściem wojny jak Bałkany. Przecież obfite owoce duchowe są tu namacalne. A wydaje się oczywiste, że tam, gdzie doświadcza się tylu łask, gdzie dokonują się duchowe i cielesne uzdrowienia, musi być obecne działanie Boże. Bo po owocach odróżnia się dobre drzewo od złego.

Kardynał Józef Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, w swoim „Raporcie o stanie wiary” podał ważną zasadę, która w myślenie o Medjugorie pozwala wprowadzić pewien porządek: „Jednym z naszych [Kongregacji] decydujących kryteriów jest to, aby nie mieszać sądu o nadprzyrodzonej prawdzie tych faktów i sądu o owocach duchowych. W ten sposób nie można potwierdzać «naukowo» prawdy historycznej tych objawień, na których chrześcijańskie Średniowiecze zbudowało swe najbardziej czczone sanktuaria. To nie przeszkadza temu, aby pielgrzymki do tych miejsc były owocne i zbawienne dla ludu chrześcijańskiego”.

W wielu sanktuariach, na przykład u nas, na Jasnej Górze, objawienia nie miały miejsca, a przecież nie da się zaprzeczyć ogromowi łask udzielonych w tym miejscu. Zatem owocność nie jest uzależniona od objawień. Dokonujące się nawrócenia, ożywienie życia sakramentalnego, uzdrowienia na ciele i duszy mogą należeć do normalnego porządku działania łaski Bożej. Z tego też powodu pasterze, choć nie zachęcają do pielgrzymowania do Medjugorie, starają się zapewnić opiekę duszpasterską tym, którzy tam przybywają, umożliwiając im korzystanie z sakramentów i kształtowanie niewypaczonej pobożności.

Cyprian Klahs, „Medjugorie –
wątpliwości Kościoła” (KAI/Mateusz.pl)

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki