Gdy ogłasza się wystawę prac takiej artystki, jest oczywiste, że bilety będą sprzedawać się jak ciepłe bułeczki. Ale nawet organizatorzy nie przypuszczali, że aż tak. Jeszcze nie odbył się wernisaż, a galeria już poinformowała o największej przedsprzedaży w historii – 41 tys. biletów to więcej niż dotychczasowy rekord, który należał do największego współczesnego artysty brytyjskiego Davida Hockneya w 2017 roku. Byłam jedną z osób, które nie czekając na pierwsze recenzje postanowiły wybrać z wyprzedzeniem dzień i godzinę obcowania z Fridą Kahlo i jej sztuką. Czy żałuję? Nie, ale dołączam do głosów rozczarowanych skalą wydarzenia. Owszem, na wystawie zgromadzono niemal dwieście obiektów, ale tylko trzydzieści z nich jest bezpośrednio związanych z meksykańską artystką. To dosyć skromnie, zwłaszcza jeśli pamięta się wystawę w tym samym miejscu sprzed dwóch dekad. Wtedy kuratorzy postarali się o sprowadzenie ponad osiemdziesięciu prac Kahlo. Tym razem się nie udało, a żeby zapełnić przestrzeń, wepchnięto Kahlo w kontekst. Tytuł więc brzmi: „Frida Kahlo: The Making of an Icon”, a kontekstem są artyści, którzy tworzyli równolegle dla Kahlo oraz przede wszystkim ci, którzy się jej sztuką inspirowali. Ostatecznie Kahlo została sprowadzona do grafiki odbitej na torbie i asortymentu sklepu z muzealnymi pamiątkami.
Fenomen
Pytanie kuratorów brzmi: jak to się stało, że nieznana szczególnie za życia meksykańska artystka stała się w pewnym momencie ikoną popkultury? A przynajmniej właśnie tak powinno zostać sformułowane, sądząc z tytułu całej wystawy. Tropów i śladów można znaleźć w twórczości Kahlo całą masę, podążać za nimi i je zgłębiać to sama przyjemność. A jednak pomysł został spłycony i trudno powiedzieć dlaczego: czy z powodu wyboru prac, czy z powodu tego, że innych po prostu nie ma. Jeśli tak, to diagnoza jest smutna: sprowadziliśmy Fridę do kilku chwytliwych haseł i barwnego wizerunku. Powielany przez dekady, stał się plastikową lalką, nadrukiem na T-shircie, magnesem na lodówce. Kaczorem Donaldem, Myszką Miki i Coca-Colą. Oczywiście, że ciągle rosnąca popularność fenomenu Fridy Kahlo to proces ciekawy, do rozgryzienia i spenetrowania przez artystów i naukowców, ale wystawa w Tate Modern na niego nie odpowiada. Oczywiście na końcu tego łańcucha popularności są pieniądze. Dopiero co jej obraz z 1940 roku osiągnął nowy rekord aukcyjny i został sprzedany za prawie 55 mln dolarów. I dopiero co Metropolitan Opera zorganizowało nowojorską premierę Ostatniego snu Fridy i Diega, dwuaktową operę, której akcja dzieje się w latach 50. w Meksyku i odnosi się do burzliwego związku Fridy Kahlo i Diega Rivery i ich artystycznej współpracy. Jak się zaczęła ta „fridomania”? Kiedy żyła, nie wystawiano jej prac zbyt często, niemal wcale, przed śmiercią miała tylko jedną indywidualną wystawę w Meksyku, Nowym Jorku i Paryżu. Jej prace były pokazywane na wystawach zbiorowych, ale nie zwracano na nie zbyt dużej uwagi. W 1982 roku to się zmieniło dzięki teoretyczce feministycznej Laurze Mulvey, która była jedną z kuratorek wystawy Fridy Kahlo i Tiny Modotti w Whitechapel Gallery we wschodnim Londynie. Tematyka obrazów Kahlo zaszokowała; tyle w niej było bólu, dramatu, rozpaczy, wrażliwości na ciało, które musiało znosić gwałt poronień, operacji i procedur medycznych oraz emocjonalnego rollercoastera związanego z miłością i zdradą. Chwilę później ukazała się bestsellerowa biografia artystki pióra Hayden Herrery. Tak się zaczęło. Potem Madonna kupiła kilka obrazów Kahlo, a kiedy Salma Hayek nakręciła film fabularny oparty o książkę Herrery i sama wcieliła się w rolę główną, świat oszalał. Od tej chwili Frida stała się własnością popkultury. Tak jak przedtem znajdywali w jej twórczości swój głos feministki i rewolucjoniści, potem przywłaszczali ją sobie artyści LGBTQ i ci z ruchu chicanos, tak teraz stała się niewolnikiem wizerunku egzotycznej piękności. Czy to wszystko, co ma nam do przekazania Frida Kahlo? No przecież nie!
Autobiografia
Frida sprowadzona do komiksowej postaci była wszak prawdziwą osobą, a jej autobiograficzna sztuka mówi o tym aż za dużo. Za dużo jak na standardy połowy XX wieku, bo dzisiaj autobiografizm jest trendem panującym w sztuce. Czy się temu nie przysłużyła? Możemy więc popatrzeć jej w oczy dosłownie: na wystawie w Tate Modern jest kilka rozproszonych po kilku salach jej niewielkich rozmiarami autoportretów. Na przykład ten wczesny z 1926 roku, w aksamitnej bordowej sukni, z dłońmi ułożonymi jak na renesansowych płótnach wielkich mistrzów. Albo ten o dwie dekady starszy, na którym ma rozpuszczone włosy opadające na ramiona. To rzadkość, bo zwykle czesze je gładko i misternie upina w fale i sploty. Na dole umieściła napis: „Ia, Frida Kahlo, namalowałam siebie z wizerunku w lustrze. Mam 37 lat i jest lipiec 1947 roku. W Coyoacia, w Meksyku, miejscu, gdzie się urodziłam”. Patrzymy więc wprost w jej ciemne oczy, trochę smutne. Rok temu przeszła kolejną poważną operację. Jej życie to pasmo cierpień fizycznych, swoje zmaltretowane ciało dokumentowała na płótnach. Jako nastolatka przeżyła wypadek drogowy. Przeżyła, z mnóstwem złamań: dwóch kręgów, miednicy, prawej stopy, a rura, która wbiła się w jej ciało, dokonała spustoszeń w narządach wewnętrznych. Ból towarzyszył jej całe życie. Wyszła za mąż za starszego o 20 lat meksykańskiego artystę i komunistę Diega Riverę. On olbrzym w opiętych garniturach, ona drobna, barwna niczym motyl, w tradycyjnych kolorowych strojach. Nie uczyła się od nikogo malarstwa, po prostu chwyciła za pędzel i malowała to, co wypływało z jej wnętrza. Opiewała nie tylko ból fizyczny, ten spowodowany źle pozrastanymi kośćmi, ciągle na nowo łamanymi, ale i ten psychiczny. Cierpiała z nieszczęśliwej miłości, bo jej relacja z Riverą była dramatyczna, pełna radości, ale i zdrad i złości. Lecz żyć bez nie niego nie mogła – stąd te autoportrety z twarzą Diega wymalowaną na czole, albo te podwójne: pół twarzy jej, a pół Diega, do tego umieszczone w medalionie, tak jak postaci świętych. Cierpiała, bo nie mogła mieć dzieci. Kilkakrotnie poronienia, w tym też aborcje, na które namawiali ją lekarze, aby uratować jej życie – zachodziła w ciąże, których nie mogła donosić z powodu urazów miednicy. Tęsknota za nieurodzonymi dziećmi sprawiała, że serce jej krwawiło. Wstrząsający jest obraz Serce (Wspomnienie) z 1935 roku, na którym przedstawia siebie uwięzioną między dwa etapy życia: dzieciństwo, które symbolizuje strój uczennicy i dojrzałość przedstawioną za pomocą meksykańskiej sukni. Ona sama stoi pośrodku, a przez dziurę w jej sercu na wylot przechodzi drewniany drąg. Wyrwane serce krwawi u jej stóp. Najsłynniejszy autoportret przedstawia Fridę z małpką Fulang-Chang, prezentem od męża. Małpka zaciska naszyjnik z cierni na szyi Fridy. Jej egzotyczne suknie, but z ortezą, gipsowy pomalowany gorset, w którym była uwięziona, naszyjniki i kolczyki leżą porzucone w gablotach za szkłem. Patrzymy na nie jak na eksponaty z jakiegoś filmu, w którym Frida Kahlo jest gwiazdą. Te kilka obrazów i rysunków to perełki, łącznie z najbardziej dla mnie inspirującym szkicownikiem otwartym na jednej stronie pod szkłem. Pomiędzy nimi przykłady na to, jak jej osobę i sztukę interpretowano (rzadziej), kopiowano (częściej) i próbowano dekonstruować, próbując oddać jej hołd.
Spłaszczony wizerunek
I tak, znajdziemy tu parę ciekawych prac, na przykład współczesnych Kahlo meksykańskich artystek, ale im bliżej końca, tym bardziej czujemy się rozczarowani: wyborem kuratorów i artystami, którzy potrafią we Fridzie widzieć tylko jej spłaszczony przez popkulturę wizerunek. Na końcu pozostaje tylko lalka Barbie w wersji Fridy, ale wykastrowanej z koloru skóry i innych skaz. Wydepilowano nawet jej brwi i wąsik.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













