Zastanawiam się nad sprawiedliwością. Jest ludzka sprawiedliwość i jest ta Boska, która często nie należy do ludzkiej logiki, bo opiera się na miłosierdziu. Mówił o niej Jezus w kazaniu na górze. Że jak cię ktoś wykorzystuje, to nie domagaj się swego, tylko na to pozwól Jeśli cię ktoś okrada, to nie idź do sądu, tylko mu jeszcze dodaj coś od siebie. Jeśli ktoś cię obraża, to nadstawiaj policzek, niech sobie używa, a ty ćwicz się w pokorze. Owszem, radykalizm trudny do zrealizowania, ale czy to właśnie nas w chrześcijaństwie nie pociąga, to, co tak przeciwne temu światu? Taki jest cel, do którego prowadzi mnie droga, którą głosi Kościół. Tak, znam takich, którzy mówią, że bez przesady, nie można tego brać tak dosłownie. Ale znam też wielu takich, którzy próbują tym Słowem żyć.
A potem jeszcze czytam „dziesięć podstawowych zasad w Społecznym Nauczaniu Kościoła”, a tam, po kolei: godność osoby ludzkiej (bez względu na status ekonomiczny), szacunek dla życia ludzkiego (że zasługuje na ochronę), zasada społeczna i uczestnictwa (żeby szukać dobra wspólnego, zwłaszcza ubogich i bezbronnych), pierwszeństwa ochrony ubogich i słabych (bo dotykając potrzebujących, dotykamy Chrystusa), zasada solidarności (że jesteśmy odpowiedzialni za innych), służebności i pomocniczości (by pomagać rozwiązywać problemy społeczne), zasada równości wszystkich ludzi i dobra wspólnego (czyli szacunek do osoby, dobrobyt społeczny i utrzymanie pokoju i bezpieczeństwa). To bardzo piękne, prawda? Tak piękne, że naprawdę chce się te zasady realizować i cały świat tęskni za tym, żeby zobaczyć, jak Kościół to robi.
Czasem, kiedy widzę, że tak się nie dzieje, zaczynam się martwić. Boję się o ludzi, którzy się gorszą i o tych, którzy to zgorszenie wywołują, też się martwię. Zastanawiam się, co wtedy robić. Co powinnam robić jako część Kościoła i jako chrześcijanka. Zastanawiam się, czy naprawdę jesteśmy braćmi, bo jeśli tak, to powinnam po prostu mówić, co myślę, najlepiej najpierw w cztery oczy, a jeśli to nic nie da, to ogłosić Kościołowi, czyli wszem i wobec. Ale może powinnam nie mówić nic, tylko patrzeć na siebie, żałować za swoje błędy, a przede wszystkim je widzieć, i martwić się o to, czy robię dostatecznie dużo dla tych ubogich i innych, którzy czekają na pomoc.
O takich to rzeczach myślę leżąc na bałtyckiej plaży, na którą wybraliśmy się w wariackiej jednodniowej podróży, bo Bałtyku już dawno nie widziałam. Wykąpałam się tak trochę dla zasady, że skoro już tu jestem i woda ma ponad 15 stopni, to spróbuję. Zdziwiłam się, że jest tak mało słona (wakacje od lat spędzam nad Morzem Śródziemnym, nie do porównania jeśli chodzi o zasolenie). Po wyjściu z wody polizałam rękę. Śladowo, śladowo słona. I pomyślałam sobie: żeby tylko nie stracić smaku, żeby tylko nie stracić smaku.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.









