Trudno jest mi nazwać mój obecny stosunek do wszystkiego, co izraelskie. Tę trudność uzmysłowił mi nowy sezon serialu, który kiedyś oglądałam z przyjemnością, choć to akurat niezbyt adekwatne słowo. Trudno o przyjemność, kiedy dotyka się konfliktu istniejącego realnie i mającego bardzo konkretne konsekwencje w codziennym życiu prawdziwych ludzi. Chodzi mi o serial izraelski Fauda, co po arabsku znaczy „chaos”. Wydawało mi się kiedyś, że cztery sezony pokazywały bardzo złożoną sytuację izraelsko-palestyńską w miarę obiektywnie, a przynajmniej próbowały nazwać jej złożność. Bo choć oczywistymi bohaterami byli członkowie oddziału specjalnego pracującego dla izraelskiego wywiadu, którzy walczyli z palestyńskimi terrorystami, to jednak wtedy odnosiłam wrażenie, że ani ich działania, ani decyzje polityków nie były wybielane, a postawa Palestyńczyków zniuansowana. Oglądałam więc Faudę z zainteresowaniem, ale też – przyznaję – bez próby krytycznego podejścia. Po prostu fajny serial. Teraz za to się wstydzę, bo przecież znałam różne inne relacje. Czytałam książki o okupacji Palestyny Raji Shehadeha, oglądałam wstrząsający dokument Tamar Yarom o izraelskich żołnierkach, które służyły na Zachodnim Brzegu i o nadużyciach, jakich się dopuszczały, oraz o tym, co taka służba zrobiła z ich psychiką (Cień uśmiechu) i jeszcze także wielokrotnie nagradzany inny dokument o życiu na okupowanym Zachodnim Brzegu (5 rozbitych kamer). Wydawałoby się, że dużo wiem i moja perspektywa jest szeroka.
Wydarzenia 7 października 2023 roku wstrząsnęły mną. Nigdy nie zapomnę obrazów z tamtego dnia. Ale nigdy też nie zapomnę tego, co stało się potem z Gazą, a co wraz z połową świata nazywam ludobójstwem.
Kiedy Netflix wypuścił nowy sezon Faudy zrozumiałam, jak bardzo nie mam ochoty jej oglądać. Odczekałam tydzień, może więcej. Pomyślałam, że spróbuję, w końcu powinnam, jako osoba zajmująca się kulturą, poza tym, skoro oglądam to, co do powiedzenia mają Palestyńczycy, to może należy dać szansę drugiej stronie? Zastanowiła mnie też moja niechęć i pomyślałam, że to wygląda na uprzedzenie i wcale nie jest chwalebną reakcją. Najnowsza Fauda opowiada o wydarzeniach z 7 października oraz o tym, co potem. Ale już pierwszy odcinek (na tym na razie poprzestałam) pokazuje coś bardzo charakterystycznego: uśpienie wobec konsekwencji, jakie poniosła Gaza. Obojętność, wymazanie, zaprzeczenie, wreszcie całkowity spokój wobec tego, co stało się po drugiej stronie muru: zrównania z ziemią dziesiątków tysięcy istnień ludzkich i skwitowanie tego krótkim: „po wojnie”. Jest „po wojnie”. Premiera Faudy zbiegła się z premierowym pokazem podczas festiwalu w Wenecji dokumentalnego filmu Naza. Opowiada on o izraelskich zbrodniach wojennych – konkretnie o systemie, który mówi, ile palestyńskich cywilów można zabić, żeby dopaść jednego członka Hamasu. Więc nawet kilkuset. Nie widziałam go, w Izraelu też nikt go nie widział, ale już ogłoszono, że jego twórcy są zdrajcami i należy ich pozbawić obywatelstwa. Najważniejsze jednak, że podobno kraj wreszcie przebudził się z letargu. A lakoniczne „po wojnie” nabiera kontekstu.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









