Kiedy po powrocie z małego studyjnego kina, w którym obejrzałam ich film razem z trzema innymi osobami na widowni, otworzyłam stronę „New York Timesa”, na samym froncie zobaczyłam dwa bloki newsów. Jeden dotyczący zbliżających się wyborów w Izraelu, drugi dotyczący AI i jej zastosowania w polityce. Oba tematy tak bardzo korespondują z tym, co właśnie obejrzałam. Nie wiem jeszcze, kogo wybiorą Izraelczycy – dotąd tylko mniejszość protestowała przeciwko skali wojny w Gazie – działania wojska uważając za adekwatne wobec tego, co wydarzyło się 7 października 2023 roku. Dokumentu Naza nie obejrzą wprawdzie w kinie, ale będą mogli zobaczyć go już pod koniec listopada na stronie gazety „The Guardian”.
Skutek uboczny
NAZA to akronim utworzony od hebrajskiego wyrażenia „nezek agawi”, czyli straty uboczne. Określa się tak liczbę cywili, którzy giną przy okazji ataków przeprowadzanych przez izraelskie wojsko na członków Hamasu. Można by dodać „giną przypadkowo”, gdyby to była prawda. Tyle, że nie jest. NAZA to nie przypadkowe ofiary, lecz ofiary wpisane przez system w nieuniknione straty. Przechodzi się nad nimi do porządku dziennego. Co więcej, nie uważa się ich za problem. To po prostu coś jak „skutek uboczny” samoobrony, bo tak się traktuje wojnę w Gazie. Jaka narracja panowała dotychczas, jak opinia publiczna miała odczytywać śmierć cywilów i jak tłumaczono ataki na domy mieszkalne? Otóż mówiono, że każdy członek Hamasu robi z kobiet i dzieci „żywe tarcze”, a IDF (Siły Obronne Izraela) dąży do zminimalizowania szkód wśród ludności cywilnej.
Dziennikarskie śledztwo prowadzone od 2023 roku przez magazyn „+972” i portal „Local Call”, którego efekty publikowane były w „New York Timesie” i „The Guardian” pokazało inną perspektywę. Twórcy filmu Naza, Yuval Abraham i Rachel Szor, pracowali nad nim trzy lata, ich śledztwo było szeroko zakrojone. Udało im się otrzymać kontakt i namówić na rozmowę przed kamerą ponad dwudziestu pracowników izraelskiego wywiadu i sił zbrojnych, w tym członków elitarnych jednostek. Ich twarze i głos zostały cyfrowo zniekształcone, nawet pomimo tego, że rozmowy przeprowadzane są w ciemności, na dachach budynków. Nawet wtedy, gdy jeden czy drugi szkicuje poglądowe rysunki w notatniku, jego pismo zostaje specjalnie zamazane. I tak wykazali się wielką odwagą, występując w filmie, ale teraz trzeba zrobić wszystko, żeby nikt nie odkrył ich tożsamości. Zarzuty izraelskiego rządu, że rozmówcy pozostają anonimowi, są wprost śmieszne. Jakże mogłoby być inaczej? Wojsko izraelskie od razu po premierze, jaką film miał we wrześniu na festiwalu w Wenecji, potępiło treści, twierdząc, że film „oparty jest na oszczerstwach rytualnych” i zarzucając twórcom „celowe zniekształcanie rzeczywistości” oraz strasząc prawnymi konsekwencjami za ujawnianie materiałów tajnych i fałszywe oskarżenia. „The Guardian” oświadczył, że otoczy opieką twórców filmu, który wyprodukował.
Abraham i Szor to para izraelskich reżyserów, którzy dwa lata temu, wraz z palestyńskim reżyserem Hamdanem Ballalem, zrealizowali nagrodzony Oscarem dokument Nie chcemy innej ziemi. Przez pięć lat towarzyszyli mieszkańcom wioski Masafer Yatta na Zachodnim Brzegu podczas batalii o zachowanie ich domów przed wojskiem i osadnikami. Podczas pracy nad najnowszym filmem spotkali się z ponad setką osób, które były ich źródłami informacji, i których wiadomości na temat systemów wojskowych używanych przez Siły Obronne Izraela pokrywały się ze sobą. Wszystkie te osoby miały wiedzę na temat procedur namierzania celów przez IDF, a proces oceny wiarygodności był rygorystyczny i potwierdzany przez większą grupę tajnych źródeł dziennikarskich.
„Gdzie jest tata?”
Z dachu rozpościera się piękny widok na nocne nowoczesne miasto. Kamera zagląda do mieszkań w wysokich budynkach z przeszklonymi ścianami. W pokojach świecą się światła, dobrze więc widać ludzi. Ktoś leży na sofie, ktoś inny przygotowuje posiłek, tu i tam włączony telewizor. Dzień się kończy, niektórzy kończą go w restauracji, ale większość zmierza do domu. Zje z rodziną kolację, przytuli dziecko, obejrzy wiadomości. Jeszcze niedawno, zaledwie 60 km od Tel Awiwu, te same czynności wykonywali inni ludzie. Przyjść wieczorem do domu, chwila z rodziną i spać. Obok, na nocnym stoliku, leży telefon komórkowy.
Kilka lat temu izraelska armia opracowała program inwigilacyjny, oparty na sztucznej inteligencji, który za pomocą śledzenia telefonów komórkowych wytypował członków Hamasu z całej populacji Gazy. Program nazywa się „Lavender” i śledząc tygodniami telefony tych osób typował również miejsca ich zamieszkana. Wiadomo: telefon w nocy leży przy łóżku. Proste. W ten sposób domy stały się celami już w pierwszych tygodniach wojny. Podkreślmy: celami wytypowanymi przez AI, które były zatwierdzane automatycznie. Oficerowie, którzy autoryzowali atak na taki dom, poświęcali na decyzję sekundy. Tak, wiedzieli, że system się myli i w 10 procentach podaje błędne dane. Wiadomo, że osiemdziesięcioletni staruszek nie jest bojownikiem. Bombardowany jest cały dom, a w nim NAZA. Na przykład 20 NAZA, najczęściej. Ale bywało nawet 100. Ten eufemizm ma nawet stopniowanie, bo nie dość, że nie mówi się, że w takiej misji zginie dwudziestu cywilów, wśród nich dzieci i kobiety, to nawet nie mówi się, że ktoś zginie, nawet nie mówi się „straty”, używa się skrótu, jak w jakiejś grze komputerowej.
Oprócz „Lavendera” IDF korzystał także z inwigilacyjnego systemu AI o nazwie „Gdzie jest tata?”. Z SMSów i wiadomości głosowych telefonów należących do dzieci członków Hamasu wyłapywał on słowa sugerujące powrót taty do domu. Wtedy wydawano rozkaz zbombardowania budynku. Dopuszczalne było zabicie przy okazji 20 cywilów w przypadku niskiego rangą bojownika, ta liczba rosła, jeśli celem był wysoki funkcjonariusz.
Ludobójstwo
Nikt nie chce przyrównywać ludobójstwa w Gazie do Holokaustu, ale zbieżności same się nasuwają, pewnie tak, jak w przypadku każdego ludobójstwa. Widzą to niektórzy z rozmówców, widzą także i twórcy, wplatając w obrazy nocnego Tel Awiwu reklamę twórczości Claude'a Lanzmanna (twórcy filmu Shoah z 1985 roku). Może nawiązując przez to do mocy, jaką ma świadectwo naocznych świadków.
Jak można żyć ze świadomością, że właśnie zabiło się niewinnych ludzi? Oficerowie wywiadu, z którymi rozmawiają twórcy filmu, mówią rzeczy straszne. O tym, jak wydają decyzje, jak naciskają przycisk „play”, jak namierzają, jak po wszystkim słuchają przez inwigilowane komórki odgłosów ze zbombardowanego celu. A potem żyją normalnie, uważając, że po prostu taki jest system i należy w niego wierzyć. Ktoś ten system przy zielonym stoliku wymyślił. Ktoś jest autorem tego oprogramowania. Ktoś naciska guzik. „Jeśli nie ja, to zrobiłby to ktoś inny”. Gdzie ja to już czytałam? Czy przypadkiem nie w sprawozdaniach z Norymbergi?
Nie można rozpatrywać tego filmu pod względem artystycznym, to typowe dziennikarstwo śledcze, rozmowy sfilmowane są najprostszymi środkami. Powtarzający się motyw zaglądania w okna wieżowców i pejzaże nocnego Tel Awiwu pokazywanego z dronów. A jednak tymi prostymi, lecz przemyślanymi środkami twórcom udało się wytworzyć nieznośną atmosferę. W miarę oglądania ogarnia nas coraz większy niepokój, przerażenie i odraza. Abraham i Szor nie uciekają się do niskiego propagandowego przekazu, nie, pamięć o zbrodni z 7 października jest w tym filmie stale obecna. Widok spokojnie żyjących mieszkańców miasta ma swój kontekst. Jest nim przypadkowo podczas rozmowy sfilmowane przechwycenie przez Żelazną Kopułę rakiety wystrzelonej z Gazy. Życie w ciągłym zagrożeniu ma swoją cenę. Paradoksalna wydaje się zgoda rozmówców na udzielenie wywiadu. Abraham zadaje im pytania wprost, a w końcu pyta o to, czy są świadomi tego, że biorą udział w ludobójstwie. Jego głos jest spokojny, ale czasami daje się wyczuć jego desperację, zdumienie i irytację zbyt wyważonym tonem rozmówców. Z ekranów telewizorów w mieszkaniach sączą się suche wiadomości o wojnie przekazywane przez spikerki i premiera Benjamina Netanjahu. Skonfrontowane z osobistymi doświadczeniami żołnierzy, którzy biorą udział w systemie mordowania, pokazują, że wojna nie jest abstrakcją. Nie jest systemem. Jest dramatem konkretnych ludzi.
W Strefie Gazy od 7 października 2023 roku zginęło ponad 70 tys. osób.
Naza
reż. Yuval Abraham i Rachel Szor
USA, Wielka Brytania 2026
RAMKA
Wyniki śledztwa dziennikarskiego dotyczącego zastosowania systemów AI w czasie wojny w Gazie po 7 października 2023 zamieszczone są pod adresem www.972mag.com/lavender-ai-israeli-army-gaza
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.






