Była plastikową lalką w stroju krakowskim samotnie siedzącą na sklepowej wystawie. Czekała na kogoś, kto łaskawie wpadnie na pomysł, żeby kupić ją w ramach „pamiątki z Polski”. Była drewnianą szkatułką i burą makatką. Była pożądanym kożuchem. Czerwonymi drewnianymi koralami. Przymiotnik „cepeliowski” oznaczał coś nibyludowego i nibyrzemieślniczego: sztucznego, masowego i bardzo słabej jakości. Czy tak było jednak zawsze?
Dzisiaj, na fali zainteresowania przedmiotami rodem z czasów PRL-u, młode pokolenia odkrywają design rodem z „Cepelii” na nowo. Wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie zatytułowana Obywatelka Cepelia przybliża historię instytucji, która przez dekady kształtowała gusta Polaków, proponując przedmioty wyposażenia mieszkań, ubiory i pamiątki, które inspirację czerpały z kultury ludowej. Co więcej, kształtowała także wizję wsi i kultury ludowej, jaką mieli mieszkańcy miast, bo do nich jej działalność była skierowana. Można powiedzieć, że odpowiadała za zbanalizowanie i ujednolicenie sztuki ludowej. Logo „Cepelii” – słynny kogucik – staje się dzisiaj symbolem nostalgii, a przedmioty zgromadzone na wystawie pomogą nam zdecydować o wadze fenomenu, jakim było powołanie i działalność Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego. Okazuje się, że oprócz kiczu o słabej wartości proponowała też prace zdolnych projektantów produkowane w krótkich seriach – prawdziwe rękodzieło, które można było zakupić w ekskluzywnych sklepach w Brukseli czy Nowym Jorku. Oczywiście obok obowiązkowych lalek w stroju krakowskim.
Polska ludowa
Socrealizm nadchodził wielkimi krokami, nowy ustrój przekonywał, że jedyną wartościową sztuką jest ta ludowa, więc to z niej polski artysta powinien czerpać inspirację. Podczas zjazdu Polskich Artystów Plastyków w 1949 roku uchwalono doktrynę nowej metody twórczej, socrealistycznej, która miała pokazać robotniczo-ludową solidarność. Polska Ludowa powinna być właśnie „ludowa”, co podkreślał Bolesław Bierut, który stał na czele ówczesnego komunistycznego państwa. To on powiedział, że „wszystko, co w sztuce wielkie, bierze się ze sztuki ludowej”. Przy Prezesie Rady Ministrów działało Biuro Nadzoru Wzornictwa i Estetyki Produkcji, które zajmowało się nadzorem produkcji masowej. Jej działacze przedstawili potrzebę powołania ośrodka, który sprawowałby pieczę nad znacjonalizowanymi manufakturami wytwarzającymi produkty artystyczne i pojedynczymi artystami ludowymi. Pojedynczo nie wolno pracować, należy zrzeszać się w spółdzielnie. Tak powstała Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego, która podlegała Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego – widać więc, że od początku była silnie upartyjniona i miała odegrać ważną rolę w ideologicznym budowaniu sojuszu robotniczo-chłopskiego.
Na czele „Cepelii” staje Zofia Szydłowska, która już w 1946 roku przygotowała dla Ministerstwa Przemysłu i Handlu memoriał „o aktywizacji ludowej wytwórczości chałupniczej”. Kobieta z krakowskich przedwojennych elit znalazła swoją niszę i przekonując władzę o tym, że zna sposób na poprawienie doli chłopa, zwraca na siebie uwagę. Bo ma wizję. Chce połączyć tradycje ludowe z nowoczesnością, stworzyć nowy styl na bazie ludowego rękodzieła. Jest zawsze elegancka, świetnie ubrana, o doskonałych manierach i wciąż z szerokimi znajomościami w świecie sztuki. Zatrudnia Janinę Orynżynę, która przed wojną zajmowała się badaniem i wspieraniem twórców ludowych – napisała kilka książek na temat sztuki ludowej, a po wojnie pracowała jako specjalistka od sztuki ludowej w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Obie układają listę osób, które stworzą radę artystyczną w Centrali i będą czuwać nad designem i jakością. W ramach firmy powstają też pracownie prototypów, gdzie zatrudniani są projektanci i profesjonalni artyści zrzeszeni w Polskim Związku Artystów Plastyków.
Państwo całkowicie przejmuje kontrolę nad ludowymi twórcami, nakazując im zrzeszanie się w spółdzielnie, nad którymi zmonopolizowaną pieczę trzyma „Cepelia”. Firma zapewnia im materiały, daje zlecenia, a potem płaci i odbiera gotowe produkty. „Cepelia” szybko się rozwija, otwierają się terenowe punkty nadzorujące lokalną twórczość, po roku działalności może pochwalić się niemal setką zakładów w całej Polsce, zrzesza ponad sto spółdzielni, działa już 60 sklepów. Sklepy są eleganckie, największy i najbardziej reprezentacyjny – Dom Sztuki Ludowej – mieści się na Rynku Starego Miasta w Warszawie, gdzie zakupy robią zagraniczni goście i dyplomaci.
Wiklina w M2
„Jesteśmy krajem, gdzie zima trwa wystarczająco długo, abyśmy odczuli szarość otoczenia i brak słońca. Niechże kolorowe przedmioty wybrane w Cepelii pomogą nam urządzić pogodne i funkcjonalne wnętrze” – czytamy na ulotce z lat 60. „Cepelia” przeciwstawiała się mieszczańskim wnętrzom i nudnym meblościankom na wysoki połysk. Proponowała odrobinę oryginalności, a kilka drobiazgów z „Cepelii” mogło nadać kolorytu małej kuchni w bloku czy salonowi w M2 na siódmym piętrze. Obrus w kurpiowskie pasy, haftowane serwetki, wiklinowy fotel, gobelin na ścianie, ręcznie malowana ceramika – trochę rustykalnego luksusu i elegancji w siermiężnej rzeczywistości. Bo targetem „Cepelii” byli mieszkańcy miast.
Na eksport – przede wszystkim do Anglii, Francji i Holandii – wysyłano głównie wyroby rękodzieła artystycznego, chętnie kupowano tam przedmioty z wikliny oraz kilimy. Kiedy w 1956 roku w Brukseli otwarto pierwszy salon za granicą, Orynżyna zanotowała w swoim pamiętniku, że Belgijki kupowały zapaski, które nosiły jako wieczorowe spódnice. Dwa lata później sklep „Cepelii” otwarto przy Piątej Alei w Nowym Jorku. Po pierwszym okresie zainteresowania klientów jednak zabrakło, sklepy zamiast przynosić zyski stały się wizytówkami Polski za granicą, pełniły rolę reprezentacyjną, aż w końcu trzeba było je zamknąć.
W 1971 roku na warszawskim Placu Defilad odbyła się pierwsza „Cepeliada” – jarmark folklorystyczny, prototyp wszystkich kolejnych, podczas którego można było kupić wytwory sztuki ludowej, regionalne jedzenie, pokazy rękodzieła, występy zespołów. Ale już pod koniec lat 70. zaczyna się kończyć elitarny okres „Cepelii”, o który dbała Szydłowska, stawiając na rękodzieło i, jak tylko się dało, ograniczając masową produkcję. Odtąd w użycie wchodzą maszyny, tańsze materiały i ogólna fabrykacja.
Modny vintage
Wystawa w Krakowie jest pierwszą przekrojową ekspozycją analizującą rolę Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego. Przygotowywana przez trzy lata odsłania całe spektrum funkcjonowania „Cepelii” w szerokiej perspektywie, wpisując się w badania nad kulturą materialną PRL-u. Aranżacja przypomina słynne cepeliowskie sklepy, salony, w których w ciszy oglądało się pojedyncze sztuki drewnianych figurek, rzeźbione szachy, szorstkie kolorowe spódnice, sztywne pachnące, wełną gobeliny i rzeźbione skrzynie. Wystawa jest podzielona na osiem działów: Nowoczesny, Retro, Eksperyment, Ludowość na sprzedaż, Plakaty i druki, Ceramika, Moda i biżuteria, Pamiątka i kicz. Jak widać, tylko dwa tytuły można odnieść do utrwalonych pejoratywnych skojarzeń. Kuratorzy Piotr Korduba i Anna Wiszniewska nie tylko przedstawiają prezentację wytwarzanych pod egidą „Cepelii” przedmiotów, ale snują refleksję nad ich ideologicznym, społecznym i artystycznym kontekstem. A moje pokolenie, odczarowując nieco negatywne nastawienie skalane wspomnieniem PRL-u, jest zachęcone do poszukiwań. Może gdzieś, na dnie szaf, u naszych rodziców czy dziadków, znajdziemy niechciane dziedzictwo „Cepelii”? I wtedy, zamiast na vintage’ową platformę sprzedażową, trafi do naszych mieszkań?
Obywatelka Cepelia
Muzeum Narodowe w Krakowie
wystawa do 21 lutego 2027 roku
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









