Logo Przewdonik Katolicki

Pikasy i Ćmielów

Natalia Budzyńska
Fot.

Wystawa Chcemy być nowocześni w Muzeum Narodowym w Warszawie pokazuje najciekawszy okres polskiego designu. Krzesła ze sklejki, ekstrawaganckie fotele czy tkaniny zwane pikasami dziś także wzbudzają zachwyt.

Wystawa Chcemy być nowocześni w Muzeum Narodowym w Warszawie pokazuje najciekawszy okres polskiego designu. Krzesła ze sklejki, ekstrawaganckie fotele czy tkaniny zwane „pikasami” dziś także wzbudzają zachwyt

 

Dla większości Polaków wyposażenie mieszkań z przełomu lat 50. i 60. XX w. powinno znaleźć się na śmietniku. Tymczasem moda na wzornictwo z tamtych czasów powróciła i znajdują się chętni, którzy meble i przedmioty z dekady 1955–1968 uznają za wyrafinowane, płacąc za nie spore kwoty.

Niewiele wiemy o polskim wzornictwie przemysłowym. Być może wygląd mieszkań z okresu, w którym wszystkim było po prostu ciężko, źle się kojarzy. Krzesła ze sklejki, z trudem wystane kupony materiału na spódnice, ceramika o organicznych kształtach. Owszem, wszystko to nagle zaczęło mieć żywe kolory i nareszcie powiało nowoczesnością, ale wkrótce stało się jednocześnie symbolem zacofania i biedy.

Zwiedzający magazyny Muzeum Narodowego współcześni designerzy z całego świata otwierają oczy ze zdumienia, patrząc na owoce pracy naszych projektantów sprzed blisko pół wieku. Okazało się, że zaledwie kilkuletni okres politycznej i kulturalnej „odwilży” sprawił, iż ówcześni artyści wreszcie mogli dać upust swojej wyobraźni. Porzucając „zadane przez górę” nudne socrealistyczne formy, zaczęli tworzyć niczym nieskrępowani. No, może tylko brakiem materiałów. Ale i tu dali sobie świetnie radę, a w pewnym sensie „dzięki” niemożnościom technologicznym powstawały projekty wykonane z całkiem zaskakujących materiałów.

 

Artyści i inżynierowie

Historia polskiego wzornictwa sięga końca XIX w., kiedy to powstał styl zakopiański, mający według Stanisława Witkiewicza (ojca Witkacego) stać się stylem narodowym. Inspirowany architekturą Podhala dotyczył niemal wszystkich przedmiotów sztuki użytkowej, lecz jego zasięg pozostał zaledwie regionalny.

W roku 1901 powstało w Karkowie Towarzystwo „Polska Sztuka Stosowana”. Wpływy europejskie ożeniono ze sztuką ludową. W ciągu najbliższych lat projektowaniem zajęli się wybitni polscy artyści, wśród nich Stanisław Wyspiański czy Zofia Stryjeńska. Od 1913 r. Warsztaty Krakowskie zajmowały się wieloma dziedzinami sztuki użytkowej: projektowaniem mebli, galanterii skórzanej, tkactwem, ceramiką, zabawkarstwem.

Wystawa Architektury i Wnętrz w Otoczeniu Ogrodowym, która odbywała się w Krakowie, prezentowała projekty domów z wyposażeniem wnętrz, które miały wejść do masowej produkcji. Podczas Międzynarodowej Wystawy Sztuk Dekoracyjnych i Nowoczesnego Przemysłu w Paryżu, w 1925 r., polscy artyści związani z Warsztatami Krakowskimi otrzymali niemal 200 wyróżnień! Był to ogromny sukces polskiego art deco. Powstała wówczas Spółdzielnia Artystów ŁAD, krytykowana przez polskich awangardzistów zafascynowanych nowymi technologiami. Ci z kolei zgromadzili się w ugrupowaniu BLOK i PRAESENS.

Trzeba jednak podkreślić, że w czasach przedwojennych nie istniał zawód projektanta przemysłowego. Nowe wzory tworzyli z jednej strony artyści, a z drugiej inżynierowie. Jedni nie bardzo potrafili sobie poradzić ze stroną technologiczną, a dla drugich estetyka była mniej ważna niż wymiar praktyczny. Te dwa aspekty próbował ze sobą pogodzić Władysław Strzemiński, tworząc pojęcie utylitaryzmu.

Mimo to, warto odnotować, że w latach 30. wiele wyrobów polskiego przemysłu zdobywało międzynarodowe nagrody: porcelana z Ćmielowa, szkło stołowe i toaletowe hut Niemen i Zawiercie, narty Zubki, motocykl Sokół, samoloty Łoś i Wicher czy wreszcie lokomotywa Pm-36.

 

Od tradycji do nowoczesności

Po II wojnie światowej ŁAD został przemianowany na Cepelię, której zadaniem była promocja tradycji wiejskiej. Socrealizm także sztuce ludowej narzucił pewien wizerunek, który do dziś nie kojarzy się dobrze. W sztuce wszechobecny był terror realnego socjalizmu. W 1950 r. powstał Instytut Wzornictwa Przemysłowego (IWP) założony przez prof. Wandę Telakowską.

Była to jedna z pierwszych w Europie placówek promujących design, wyprzedzająca nawet paryski Instytut Estetyki Przemysłowej. Przez najbliższe dwie dekady IWP realizował całkowicie oryginalny program wykorzystywania ludowych wzorów do przedmiotów produkowanych masowo.

W IWP tworzyli profesjonalni artyści, współpracując z autentycznymi twórcami ludowymi. Wzornictwo wreszcie zostało uznane za sztukę.

Po śmierci Stalina do Polski zaczęła docierać sztuka z Zachodu. Pierwszy z okowów socrealizmu zaczął wyłamywać się plakat. Natomiast w przedsiębiorstwach zaczęto zatrudniać młodych absolwentów szkół artystycznych jako projektantów.

„Odwilż” roku 1956 spowodowała otwarcie się na wszystkie panujące na Zachodzie wpływy artystyczne we wzornictwie. Od tego momentu nie trzeba już było odwoływać się do folkloru polskiego i tradycji w designie. Można było stać się nowoczesnym.

 

Niech żyje sklejka!

Lata 1955–1968 to w polskim wzornictwie okres najciekawszy. „Chcemy być nowocześni” – mówi tytuł wystawy w Muzeum Narodowym. Nowoczesność stała się najważniejszym hasłem, słowem kluczem, dla artystów i projektantów. Odniesieniem dla designerów była sztuka abstrakcyjna i wzornictwo organiczne przypominające świat oglądany pod mikroskopem.

Nastał czas tkanin nazywanych „pikasami”, w których desenie odwoływały się do malarstwa Pabla Picassa, Paula Klee czy Joana Miró. Ceramika przeżywała swój rozkwit, królowała tutaj forma organiczna, a wielką popularnością cieszyły się porcelanowe figurki z fabryki w Ćmielowie oraz fajansowe wyroby z Włocławka. Młodzi projektanci fascynowali się nowymi technologiami i tworzywami. Dzięki rozwijającej się technologii można było uzyskać zupełnie inne niż dotychczas kształty i wyrafinowane formy. Oczywiście to, co było na Zachodzie łatwo dostępne, w Polsce nie można było dostać. Syntetyki więc były rzadko spotykane, chociaż tworzono także z tych materiałów krzesła i fotele o kosmicznych, miękkich kształtach i wyrazistych kolorach.

Projektanci, którzy nie mieli dostępu do takich materiałów, tworzyli ze sklejki – jak się okazało, świetnego tworzywa do eksperymentów z konstrukcją mebla. Dzięki sklejce powstawały meble o ciekawej formie, a do tego lekkie, idealnie pasujące do niewielkich polskich mieszkań.

Na wystawie w warszawskim Muzeum Narodowym, oprócz wyżej wspomnianych przedmiotów, można zobaczyć również sprzęty eksperymentalne, które bardziej przypominają rzeźbiarskie konstrukcje niż sztukę użytkową. Wykorzystywano wiklinę, metalową siatkę, stelaże wypełnione sznurkiem czy nylonową linką. Osobnym zagadnieniem są urządzenia techniczne – projekty kultowego aparatu fotograficznego Alfa czy telefonu są dziś obiektem pożądania wielu kolekcjonerów.

W Muzeum Narodowym pokazano projekty dwóch wnętrz tamtych czasów. Pierwsze zostało zaprojektowane w pierwszej połowie lat 60. i pokazuje elegancko umeblowany pokój mieszkalny. Drugie urządzone jest bardzo modnymi w końcu lat 50. lekko ekstrawaganckimi sprzętami.

Wydaje się, że wbrew oczekiwaniom wystawa polskiego designu z jednej odległej dekady, okazała się wielkim hitem wystawienniczym. Już w pierwszy weekend obejrzało ją cztery tysiące osób. „To absolutny rekord frekwencyjny” – oznajmiła Beata Chmiel, zastępca dyrektora Muzeum Narodowego. Trafionego pomysłu należy pogratulować kuratorkom wystawy, Annie Maga, Annie Frąckiewicz i Annie Demskiej. Tym bardziej że dzisiaj symbolem wyrafinowania jest mieszkać we wnętrzu urządzonym na modłę przełomu lat 50.–60. XX w.


 

Wystawa „Chcemy być nowocześni. Polski design 1955–1968” z kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie” trwa do 17 kwietnia.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki