Jest wieczór, pada deszcz, dociera do mnie, że świat tak szybko pędzi, tyle mam na głowie, wydarzyło się tak dużo różnych rzeczy, nie nadążam z informacjami. Każdy dzień przynosi złą wiadomość: rozruchy, zamieszki, ataki, rocznice ataków, ofiary, ranni, nowe ofiary. Staram się więc pomyśleć o czymś miłym, o czymś, co mnie zrelaksuje na chwilę. Z wakacji wróciłam przecież niedawno, a wydaje mi się, że były to miesiące temu. Więc zamykam oczy, oddycham spokojnie i próbuję zwizualizować sobie najprzyjemniejszy moment. Sama jestem zaskoczona, że nie jest to przezroczystość turkusowej wody, w jakiej zanurzam rozgrzane słońcem ciało. Nie jest to spacer po gorących wydmach porośniętych białymi liliami. I nie jest to nawet upalny wieczór z pyszną grecką kolacją i dobrym winem, tylko dzień deszczowy, jakich we wrześniowej Grecji wiele nie ma.
Popołudnie deszczowego dnia, okolice Pylos, kręta droga przez gaje oliwne, prowadząca do pozostałości po Pałacu Nestora. Tego Nestora, o którym wspomina Homer w Iliadzie i Odysei. Stanowisko archeologiczne już jest zamknięte, ze wzgórza Epano Englianou, porośniętego drzewami oliwnymi, widać z daleka morze oświetlone zachodzącym słońcem, które przebija się przez dalekie chmury. Tutaj wciąż kropi. A pomiędzy tymi drzewami nagle wyłania się „tholos” – grób w kształcie ula, podobny do tych, jakie widziałam w Mykenach. Podobny do grobu Agamemnona i Klitajmestry, może trochę mniejszy. Nie ogrodzony niczym, nie zasłonięty, zaprasza do środka. Po prostu jest tu, odkąd powstał trzy i pół tysiąca lat temu. W okolicy Pałacu Nestora jest ich parę, ten akurat został odkryty przez archeologów kilka lat temu i trochę zrekonstruowany. Nieważne, bo nie o naukę mi chodzi. Tylko o to przecudowne wrażenie spotkania się z czasem i spokojem, jaki ze sobą niesie. W tym cichym miejscu, schowany wśród drzew oliwnych, przetrwał wszystkie światowe dramaty i wojny. To właśnie była najpiękniejszą chwila moich wakacji.
A grecka kultura dogoniła mnie dzisiaj nie tylko za sprawą tego uspokajającego wspomnienia, ale też dzięki Anne Carson, która wiadomość o tym, że została nagrodzona literackim Noblem otrzymała w kuchni swojego domu. Parę lat temu, kiedy odbierała inną literacką nagrodę, dziennikarz zapytał ją, jakie książki ostatnio czyta i co może polecić. Powiedziała, że właściwie nie czyta nowości, tylko same starocie, ale jeśli miałaby coś polecić, to Homera. Czerpie z greckiej klasyki garściami, czytać jej poetyckie eseje to rozkosz obcowania ze śladami wielkiej klasycznej literatury. Myślę, że w tholosie na wzgórzu Epano Englianou czułaby się na swoim miejscu. Bo człowiek jest ten sam, jego ból i rozkosz takie same, tak samo się rodzi i tak samo umiera, łzy też ma takie same i tak samo we wspomnieniach poszukuje pocieszenia. Być może grecka tragedia opisała już wszystko. I AI nic nowego nie uda się wymyślić.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









