Jak co roku we wrześniu zaczynam wakacje. Jeździmy w to samo miejsce od lat, na południowy Peloponez, gdzie nic się nie zmienia: lotnisko w Kalamacie wygląda tak samo jak w filmie Przed północą z Julie Delpy i Ethanem Hawke, a więc przyjmuje najwyżej dwa-trzy samoloty dziennie w sezonie, cykady cykają tak samo, wąskie drogi prowadzą serpentynami przez wzgórza porośnięte gajami oliwnymi. Nie powiem, żeby Peloponez był turystyczną pustynią, ale w porównaniu z wyspami rzeczywiście jest tu pustawo i dziko, miejscami bardzo dziko. Do Kalamaty raczej nie ma rejsowych lotów, a jeśli są, to raz w tygodniu, więc turyści, którzy tu docierają, są naprawdę zdeterminowani. Po co jechać taki kawał np. z Aten, skoro można wprost trafić na Zakynthos albo Skiatos, czarterem, z biurem podróży, i cieszyć się nielimitowanym barem w ośrodku wczasowym zbudowanym na kształt wioski?
„Nasz” hotel na południowym Peloponezie, umiejscowiony z dala od wszystkiego, bywał najczęściej pusty. Zatrzymywali się w nim turyści będący w drodze, najwyżej na kilka dni. Jednak w tym roku otworzył się na all inclusive i zamiast zwyczajowej pustki zapełnił się turystami. Nie chcą chodzić spać, wolą siedzieć przy basenie i głośno się śmiać w nowo poznanej grupie. Tak, wiem, dziadzieję – zjadłam kolację, wypiłam kieliszek wina, zagrałam w scrabble, a teraz chcę w spokoju poczytać i zasnąć, słuchając cykad a nie szumu klimatyzacji. Mogę oczywiście otworzyć drzwi balkonowe, ale wtedy zamiast cykad, a raczej obok nich, będę musiała słuchać śmiechów. Jutro zanurzę się w ciepłym morzu, pogadam z właścicielką baru, którą znam od lat, dowiem się, co u jej wnuków (pewnie pokaże mi zdjęcia). Przejdę się po plaży. Będę wreszcie leniuchować. Postaram się nie myśleć o pracy. Spróbuję przestać układać w myślach kolejne rozdziały książki, którą piszę. Nie odbiorę maili i nie będę myśleć o tym, że układają się w całą listę zadań. Czy nie na tym polegają wakacje?
A co mam do tych śmiechów? Młodzi ludzie cieszą się sobą, nie powinno mnie to irytować. Ale akurat dzisiaj nie mam nastroju. Rano obudziłam się w jednym hotelu, pojechałam na lotnisko, gdzie stojąc w kolejce do kontroli bezpieczeństwa słuchałam ze wszystkimi Chopina, spotkałam znajomego, który leciał do Malagi, wylądowałam w Kalamacie, ponarzekałam na pokój w hotelu, który okazał się nie taki, na jaki liczyłam, wykąpałam się w morzu i na koniec dnia dostałam od przyjaciółki wiadomość, że narzeczona jej brata, 28-letnia dziewczyna, którą znam, ma nowotwór bardzo złośliwy. Jak to stawia mnie do pionu. Te narzekania, że nie jest tak, jak bym chciała, żeby było... Wobec takich ludzkich losów. Niewytłumaczalnych, niechcianych, bolesnych, odrzucanych, nieprzyswajalnych.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









