Logo Przewdonik Katolicki

Warsztat czynny całą dobę

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Pustelnia pw. Ducha Świętego 42-310 Żarki ten adres stanowi jedyny kontakt ze światem zewnętrznym mieszkańców pustelni na końcu maleńkiej wioseczki Czatachowa w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Nie ma telefonów, Internetu, telewizji. Tu zaczyna się świat pustyni ducha, którym rządzą odrębne reguły komunikacji. Do Czatachowej niełatwo trafić. Ale wbrew pozorom nie oznacza...

Pustelnia pw. Ducha Świętego 42-310 Żarki – ten adres stanowi jedyny kontakt ze światem zewnętrznym mieszkańców pustelni na końcu maleńkiej wioseczki Czatachowa w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Nie ma telefonów, Internetu, telewizji. Tu zaczyna się świat pustyni ducha, którym rządzą odrębne reguły komunikacji.

Do Czatachowej niełatwo trafić. Ale wbrew pozorom nie oznacza to, że tutejsi pustelnicy zamknęli się całkowicie na otaczający świat. Tutaj zawsze można napisać, podzielić się swoimi zmartwieniami, przyjechać na rekolekcje czy choćby po to, by wyciszyć się, wsłuchać w siebie, poczuć pustkę.

Ojciec Stefan Legawiec, założyciel czatachowskiej pustelni, chętnie dzieli się bogactwem swoich wieloletnich pustelniczych przemyśleń. Ci, którzy bywali już kiedyś w Czatachowej i korzystali z jego porad, twierdzą, że jest doskonałym ojcem duchowym. On sam już jako pustelnik obronił doktorat poświęcony odnowie duchowej człowieka.

Siedzimy na ławeczce przed ukrytym w lesie eremem ojca Stefana. Wokół brzęczą pszczoły z pustelniczej pasieki, śpiewają ptaki, upajające zapachy roztacza wszechobecna przyroda. Idylla.

Nie chcę jednak pisać o pszczółkach, pustelniczych domkach rozsianych po lesie, zakutanych w habity milczących postaciach przemykających w cieniu. Nie mam zamiaru powielać kiczowatego obrazu pustelnika, wrytego w świadomość społeczną. To wszystko oczywiście można znaleźć i tu. Ale intuicyjnie wyczuwam, że jeśli chcę odkryć prawdziwą pustelnię, muszę przede wszystkim uważnie słuchać. Bo to, co tak naprawdę składa się na nią, znajduje się wewnątrz człowieka. I tym właśnie dzieli się ze mną ojciec Stefan.

Powołanie
– Pustelnia jest powołaniem. Tego nie da się wymusić, wypracować, bo to jest życie wymagające i selekcja jest tutaj ogromna – mówi ojciec Stefan, który 14 lat temu, jako pauliński zakonnik dostał od przełożonych zgodę na rozpoczęcie pustelniczego żywota. Tak zaczęła się historia czatachowskiej pustelni.

Ojciec Stefan tłumaczy, że powołanie nie jest czymś statycznym, raz otrzymanym. Ono ciągle żyje i rozwija się. To jest przede wszystkim współpraca z łaską Bożą, rozkochanie się w Panu Bogu. Żeby to jednak nastąpiło, trzeba najpierw przedrzeć się przez wszystkie swoje ograniczenia, uwarunkowania, lęki, egoizm.

– Jako przełożony nie pilnuję współbraci według jakiegoś specjalnego rygoru. Tu się każdy sam sprawdza. Kandydat na pustelnika dostaje w lesie swój domek. Najpierw mówię mu: pooglądaj sobie, popatrz, posmakuj, doświadcz, zostań w domku trzy dni i nic nie rób. Nie módl się, nie czytaj, nie zajmuj się niczym, przyjrzyj się sobie trochę bliżej, zobaczysz, jak to zderzenie będziesz odbierał. Otwórz się na pustkę, ciszę, samotność – opisuje ojciec Stefan.

To jest pierwsza warstwa, którą trzeba odsłonić i zajrzeć choć trochę w głąb siebie. – Nie chodzi o to, żeby ten, który tu trafi, od razu podejmował straszną walkę na śmierć i życie, bo tylko nabawi się stresów, zniechęci i w końcu odejdzie. Spokojnie. Pokój pierwszy. Zyskuj ten pokój, na ile jesteś zdolny go przyjąć. Ucz się pokory i jak najwięcej przebywaj przed Najświętszym Sakramentem – przekonuje kandydatów ojciec Legawiec.

Niektórzy z nich chcą dużo rozmawiać. Ale zdaniem ojca Stefana tym nie zmieni się życia, to tylko doraźnie poprawia samopoczucie psychiczne. A następnego dnia znowu jest kompletna pustka.

– Tę pustkę trzeba wytrzymać. Ona jest czymś podstawowym w naszym życiu duchowym. Doświadczamy jej, bo się nawracamy, bo umysł wchodzi w nową przestrzeń, która jest dla niego nieczytelna, niezrozumiała, obca. To wywołuje lęk – tłumaczy ojciec Stefan.

Cierpienie
– Po kilkunastu latach pustelniczego życia ośmielam się twierdzić, że bez cierpienia nie ma prawdziwej drogi do Boga. Najpierw trzeba przecierpieć, przerobić całego siebie od wewnątrz – zarówno od strony duchowej, psychicznej, jak i cielesnej. Cały człowiek uczestniczy w tym procesie przemiany, uświęcenia. Trzeba niekiedy wziąć różaniec, iść do lasu, pocierpieć, przerobić to i wyjść o jeden milimetr wyżej. Nie od razu o jeden kilometr, wystarczy tylko troszeczkę – mówi ojciec Legawiec.

Czatachowski pustelnik zawsze przestrzega wiernych – choćby przy okazji głoszonych przez siebie rekolekcji – przed łatwą, radośnie bezproblemową wiarą.

– Trzeba umieć przeżywać trudności, nie uciekać przed nimi. Jak cię bolą kolana, to się nie zrywaj od razu, pocierp pięć minut, nie katuj się, ale spróbuj, doświadcz tego smaku, przekonaj się, czym to jest, będziesz bogatszy o nowe doświadczenie – przekonuje ojciec Stefan.
Jego zdaniem bez kryzysu wiary, bez tych wszystkich wewnętrznych pustyń, bez cierpienia, doświadczania nieobecności Boga, własnej niemocy, słabości i lęków, niemożliwe jest dojście do pełnego człowieczeństwa.

– Wybór krzyża to jest droga, którą Pan Bóg wpisuje w człowieka, w jego powołanie. Ale wiem, że za tym krzyżem jest zwycięstwo – mówi z mocą ojciec Legawiec.

Kontemplacja
Modlitwa towarzyszy pustelnikom z Czatachowej nieustannie. Eucharystia, brewiarz, Różaniec to – oprócz wspólnej pracy – główne elementy scalające tutejszą społeczność pustelniczą. Większość czasu spędzają bowiem samotnie w swoich eremach, na własną rękę przygotowując nawet posiłki. W przypadku pustelni nie można jednak mówić o modlitwie bez uwzględnienia jej szczególnego wymiaru kontemplatywnego.

– To nie jest żaden luksus. Kontemplację trzeba i można wypracować. Każdy jest do tego powołany. Całe życie nie można tkwić tylko na modlitwie recytowanej. Taka codzienna modlitwa przeżywana sercem jest oczywiście bardzo ważna, ale nie można tylko na tym poprzestać. Jeśli chce się prowadzić dojrzalsze życie duchowe, trzeba wchodzić głębiej, tam gdzie zostają już tylko dwie osoby: Bóg i ja. Wtedy przeżywam Go cały czas: w pracy, w moich zadaniach, w obowiązkach, w kontemplacji przyrody – mówi ojciec Stefan.

Czatachowski pustelnik przyznaje, że nie zawsze czyni to wyłącznie z miłości. Czasem buntuje się, ma pretensje do Boga, do pustyni, ale to wszystko jest potrzebne. – Pan Bóg jest dobrym pedagogiem, on wie, co trzeba robić i w tę Jego pedagogię należy uwierzyć, uznać to prowadzenie. Z tego płynie pokój – przekonuje pustelnik.

Praca
Kto nie chce pracować, ten nigdy nie stanie się prawdziwym pustelnikiem. Bo to nie jest „zawód” dla darmozjadów. Ojciec Stefan uważa, że „bezrobotnemu” pustelnikowi grozi chorobliwe lenistwo, które doprowadzi go w końcu do stresów, zagubienia, marazmu, braku celowości, i wreszcie do utraty motywacji.

– Praca pozwala nie tylko na zdobycie pożywienia, ale pełni także funkcje ochronne. Dlatego każdy pustelnik powinien mieć swój ogród, pszczoły, warzywa, owoce. Niech tam sobie dziabie, plewi, uprawia, zbiera. To pomaga zachować wewnętrzną dyscyplinę. Jeżeli pustelnik od tego odejdzie, pofolguje sobie, to jest koniec, rozłoży się, rozlasuje w ciągu krótkiego czasu – ostrzega ojciec Legawiec i cytuje zdanie Tomasza Mertona: jedna kropla praktyki znaczy więcej niż ocean teorii.

– Pustelnicze życie codzienne – praca, medytacja, ale także zwątpienia – stanowią jedność. To wszystko składa się na jeden ogromny warsztat pracy. Tu jest praca nad sobą przez 24 godziny na dobę – mówi ojciec Stefan.

Asceza
Każda pustynia ma swoje demony. Ojciec Legawiec kiwa potakująco głową na to stwierdzenie. – Nasza natura jest wychowana do konsumpcjonizmu, wygody, brania, egoizmu. Jak się jej postawi wymagania, to ona staje się tym pierwszym, zasadniczym demonem. To jest to ego, które nie chce się poddać, nie chce się zgodzić, ono przed nami klęka i prosi, żebyśmy nic nie zmieniali – mówi ojciec Stefan.

Dlatego w życiu pustelniczym potrzeba radykalizmu, czyli przede wszystkim ascezy. I tu nie chodzi tylko o ascezę fizyczną, życie o chlebie i wodzie – to jest ważne, ale to nie jest istota.

Prawdziwa asceza ma wymiar wewnętrzny. To płaszczyzna pokory.

– Nie ja jestem najważniejszy, nie ja najlepiej wiem, bo to jest głupota, to jest egoizm. Jeżeli ja wszystko wiem, wszystko mam, to Pan Bóg już mi nic nie może dać, skoro jestem tak napełniony własnym ja – przekonuje ojciec Legawiec.

Zakonnik przyznaje też, że choć żyje na pustelni już kilkanaście lat, wie, że nie wyzbył się wszelkich swoich problemów, przeciwnie – dopiero się dowiedział, jakie problemy ma.

– Jeden z pustelników powiedział kiedyś, że ważniejszą rzeczą jest uznać własne grzechy, niż wskrzeszać umarłych. Definicja nawrócenia to właśnie uznanie prawdy o sobie, o swojej grzeszności. I świadomość, że bez Pana Boga już nic samemu się nie zrobi. Wtedy zostaje pokora wynikająca z doświadczenia własnej niemocy i dopiero w to wszystko może wlać się łaska – uważa ojciec Stefan.

Jego zdaniem współczesny człowiek nie chce jednak dostrzec swoich problemów, nie chce się przyznać, że jest słaby. Ostatkiem sił napina się i pokazuje, jaki jest wspaniały. Udaje z obawy przed odrzuceniem przez społeczeństwo. On chce w tym społeczeństwie być, bo wie, że jest zbyt słaby i samodzielnie nie potrafi egzystować.

– Życie pustelnicze to nie samotność, to jest właśnie ta samodzielność. Pustelnik nigdy nie jest sam. Ja przecież przeżywam cały świat, przede wszystkim Pana Boga wewnątrz, ale ludzie także nie są mi obojętni, kocham ich i życzę im dobra – mówi pustelnik.


Pokora
Ojciec Stefan jest przekonany, że do wzrastania człowieka potrzebne są także okresy duchowej słabości. ­

– One zawsze czegoś uczą, dlatego nie odrzucam ich, nie tłamszę na siłę. Ja im daję szansę, żeby mnie wychowywały. Jeżeli podejdę do nich z pokorą, ze zrozumieniem, to one mają szansę może więcej dobra w moim życiu uczynić niż czasem dobro spływające wprost.

Te demony nie zjawiają się nie wiadomo skąd, bo np. Pan Bóg zaspał czy mnie nie lubi, czy mnie karze. Tak się wyraża Jego miłość do mnie. Tak mnie wychowuje, tak mi pokazuje moje błędy – przekonuje ojciec Stefan. Te słowa są efektem jego wieloletnich pustelniczych przemyśleń.

– Jeszcze kiedy byłem młodym mnichem, myślałem sobie troszkę egoistycznie, że jak się uporam z tym, co mi przeszkadza, z niepokojami, napięciami i lękami, to stworzę sobie taką wygodną przestrzeń. Dzisiaj już o to nie proszę, dzisiaj mówię: Bądź wola Twoja, w Twoje ręce wszystko, Boże, oddaję, Ty wiesz najlepiej, Ty jesteś mądrzejszy i Ty prowadź – wyznaje ojciec Legawiec.

Jego zdaniem wszystko to, co mówimy o pustyni, możemy także odnieść uniwersalnie do świata zewnętrznego. – Każdy człowiek jest pustelnikiem w swoim wnętrzu. Pustelnia jest w nas wpisana, to jest najpiękniejsze miejsce, trzeba tylko je odkryć i dać mu szansę. Ludzie zagłuszają tę pustelnię, tę ciszę, bo ona jest zawsze trudna. Ale jest też czymś najsmakowitszym, najpiękniejszym. Bez tego wewnętrznego milczenia nie ma nawrócenia – mówi na pożegnanie ojciec Stefan. Kiedy wracam do „cywilizacji”, to ostatnie zdanie jeszcze długo brzmi w moich uszach.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki