Pejzaż dźwiękowy

W hałasie rzeczywistości dobrze jest poszukać dźwięków, o których nawet być może zapomnieliśmy. Artyści tworzący spacery dźwiękowe pomagają nam je odnaleźć.
Czyta się kilka minut
Instalacja Aeolian Suite fińskiej artystki Jenny Suteli udostępniona podczas dni prasowych przed Biennale w Wenecji, 5 maja 2026 r. Instalacja czerpie inspirację z naturalnych ruchów powietrza oraz nagrań wiatru m.in. w Wenecji i Helsinkach i przekształca pawilon Finlandii w żywy, dźwiękowo-ruchowy pejzaż | Fot. MARCO BERTORELLO/AFP/East News
Instalacja Aeolian Suite fińskiej artystki Jenny Suteli udostępniona podczas dni prasowych przed Biennale w Wenecji, 5 maja 2026 r. Instalacja czerpie inspirację z naturalnych ruchów powietrza oraz nagrań wiatru m.in. w Wenecji i Helsinkach i przekształca pawilon Finlandii w żywy, dźwiękowo-ruchowy pejzaż | Fot. MARCO BERTORELLO/AFP/East News

Człowieka żyjącego w świecie współczesnym otacza szum. Dosłownie. Dotyczy on wszystkich zmysłów, to szum informacyjny, to szum wizualny, to szum akustyczny. Związany jest z przesytem, nadmiarem i pośpiechem. Gonimy, więc nie potrafimy się zatrzymać, otoczeni przez migające obrazy nie zwracamy uwagi na to, co słyszymy. Do naszych uszu docierają dźwięki przeróżne, coraz częściej przeważnie związane z technologiami. W tle zawsze daleki lub bardzo bliski szum miasta. Niezależnie od tego, w jakim mieście świata się znajdujemy, otaczający nas dźwięk jest właściwie taki sam, mówi się o globalizacji pejzażu dźwiękowego. Nawet wieś jest już niepozbawiona tego szumu, silnika traktora, kombajnu lub przelatującego samolotu. Czasem, najczęściej wiosną, wyłuskujemy dźwięki, za którymi tęsknimy: śpiew ptaka. Wszystkie te dźwięki miksują się w jeden niepokojący chaos, do którego jesteśmy już tak przyzwyczajeni, że kiedy znajdziemy się gdzieś daleko od cywilizacji i bez łączności z internetem, który nieustannie powiadamia nas pikaniem i dzwonkiem, cisza potrafi zaboleć. Ale czy naprawdę to absolutna cisza? A może tylko brak niskiego dźwięku szumu samochodów, który stał się codziennością naszego dźwiękowego krajobrazu. A może by tak odzyskać zdolność słyszenia dźwięków, umiejętność ich odróżniania, zbudowania dźwiękowej mapy naszego świata, odczytania bogactwa tego, co ginie w chaosie: szumu drzewa, plusku wody, stukania obcasów.

Soundscape

W watykańskim pawilonie na obecnie trwającym Biennale w Wenecji w ogrodzie XVII-wiecznego klasztoru znajduje się instalacja zatytułowana Ucho jest okiem duszy. Zwiedzający otrzymuje słuchawki, w których wędruje przez „mistyczny ogród” i słucha dźwięków stworzonych przez wybranych artystów dla konkretnych ścieżek spaceru. Inspiracją do tego wyciszającego spaceru w łączności z naturą jest średniowieczna mistyczka św. Hildegarda z Bingen, która stworzyła całą kosmologię związaną z dźwiękiem i procesem słuchania. Coraz więcej artystów pracuje z dźwiękami po to, by odnaleźć harmonię w świecie pełnym dźwiękowego bałaganu. Jesteśmy zanieczyszczeni hałasem. Niemożliwe jest się go pozbyć, hałas jest nieunikniony, sami go generujemy. Wsiadamy do samochodu, tramwaju, samolotu, pociągu. Używamy przedmiotów, których produkcja wymaga użycia maszyn. Nawet ich utylizacja generuje dźwięk: śmieciarka hałasuje. Można sobie wyobrazić ten łańcuch szumu związany z cywilizacją i antropocenem oplatający całą planetę. W ostatnich latach zainteresowali się tym procesem naukowcy, ekolodzy i artyści, tworząc „soundscape studies”, interdyscyplinarne badania nad dźwiękiem jako zasobem środowiska, źródłem znaczeń i przeżyć estetycznych. Odnoszą się do kanadyjskiego muzykologa i kompozytora R.M. Schafera, który na przełomie lat 60. i 70., zauważając nadmiar hałasu, zaproponował pozytywne spojrzenie na otoczenie dźwiękowe człowieka XX wieku. Otóż nazwał współczesny hałas „symfonią krajobrazu dźwiękowego świata” i stworzył termin soundscape (połączenie słów landscape i sound). Istotą nie jest mierzenie obiektywnie i naukowo na przykład natężenia dźwięku, lecz jego subiektywny odbiór. I tak konkretny pejzaż dźwiękowy może być dla pewnej grupy osób nieprzyjemnym hałasem, a dla innych szumem dającym poczucie bezpieczeństwa, bo na przykład związanym z dzieciństwem. Powstał nowy rodzaj aktywności nazywany „turystyką dźwiękową”, organizowane są wyprawy w miejsca, gdzie usłyszeć można unikalne lub egzotyczne dźwięki. Kilka lat temu znajomy artysta wziął udział w takiej podróży artystycznej. Kilkoro twórców muzyki elektronicznej z różnych krajów wyjechało na stypendium do jednego z afrykańskich państw, gdzie przez kilka dni zbierali materiał dźwiękowy, który wykorzystali później w swoich kompozycjach. Odmianą tego rodzaju turystyki są rekreacyjne spacery dźwiękowe, podczas których z jednej strony ruch sprzyja medytacyjnej stronie słuchania, ale z drugiej uczy identyfikować dźwięki pochodzące z okolicy. 

Soundwalks

Otwórz okno. Zamknij oczy. Wsłuchaj się w odgłosy ulicy, która przebiega pod twoim domem. Spróbuj je odróżnić od siebie, odizolować, zapamiętać, może nagrać. Właśnie tworzysz dźwiękową fotografię. A teraz wyjdź na spacer. 

Jacek Smolicki jest artystą interdyscyplinarnym, urodził się w Krakowie, mieszka w Szwecji, współtworzy Walking Festival od Sound, który odbywa się co dwa lata w innym kraju. Tego lata prowadzi spacery dźwiękowe po Central Parku w Nowym Jorku w ramach trwającego w mieście wydarzenia Summer of Sounds. Nosi ze sobą aparaturę, która umożliwia wzmocnienie dźwięku. Dzięki czułym mikrofonom uczestnicy spacerów mogą nie tylko analizować dźwięki, ale i usłyszeć to, co w zgiełku jest niesłyszalne. Na przykład bzyczenie małych owadów lub plusk ryb w stawie. Smolicki penetruje dźwięki, jakie wydają rośliny, na przykład kora drzew czy rozkwitające kwiaty, szelest trawy, po której prześlizgnął się ślimak. Ma poprzedników, których praca go zainspirowała. To Tony Schwartz, który nagrywał życie dzielnicy na Upper West Side i stworzył ciekawą dźwiękową dokumentację rozbiórki budynku Lincoln Center. Jego kilkuminutowe nagranie Sound Picture od New York znajduje się w Bibliotece Kongresu. Oraz Bernie Krause, autor książki The Great Animal Orchestra, który zarchiwizował dźwięki siedlisk tysięcy stworzeń. Smolicki, idąc ich tropem, skonstruował na przykład antenę, dzięki której nasłuchiwał elektromagnetycznych wyładowań pochodzących z uderzenia piorunów. Wychwycił dźwięk, który wydają ślimaki zjadające glony na falochronach. Razem z Katarzyną Zimmerer w 70. rocznicę likwidacji getta w Krakowie opracował spacer dźwiękowy po dzielnicy, łącząc nagrania terenowe z czytanym tekstem pamiętników i dźwięków odtworzonych ze wspomnień. 

Deep listening 

W spacerach dźwiękowych oprócz „łapania” dźwięku ważny jest także ten drugi element: ruchu. Dla artystów praktykujących soundwalks oznacza to uwolnienie się od sal koncertowych i otwarcie na środowisko naturalne. „Chodzenie, słuchanie i tworzenie” jest procesem, który zmienia percepcję – mówią polscy artyści skupieni wokół projektu Canti Spazializzati i proponują wrześniowe spacery dźwiękowe po Warszawie i okolicach ze specjalnie utworzoną aplikacją Echoes. Tę samą aplikację wykorzystał kilka lat temu portal Instytutu Adama Mickiewicza culture.pl , który stworzył serię „Unseen Soundwalks”, czyli spacerów dźwiękowych po miejscach z przeszłości Warszawy. Kolejne odcinki odtwarzają dźwięki dawnej dzielnicy żydowskiej, okolic Pałacu Kultury czy Placu Defilad. Dźwiękowym dziedzictwem Gdańska zajmuje się projekt Audiomanii, który organizuje spacery po mieście dla rodzin z dziećmi, dla młodzieży i dla dorosłych, zapraszając do poznawania gdańskiej audiosfery. Każdemu spacerowi towarzyszy wykład zaproszonych gości, artystów i historyków, a jeden z październikowych spacerów zaprowadzi uczestników do stoczni. Jednak prawdziwy renesans w czasach pocovidowych traum i lęków spowodowanych niepokojami na świecie przeżywają spacery dźwiękowe nastawione na relaks. A więc uczestnicy uczeni są uważności na dźwięki natury w rekreacyjnych okolicznościach i zaproszeni są do „deep listening”, które może prowadzić do medytacji. Do uważnego słuchania wykorzystuje się ruch (często bardzo spowolniony), wzrok i dotyk, jest to więc doświadczenie multisensoryczne, często zachęca się do prowadzenia dziennika obserwacji. Istnieją scenariusze spacerów dźwiękowych, które są mapą uzupełnioną o instrukcję: idź w prawo, zatrzymaj się przy fontannie, posłuchaj, jak z dźwięków miasta wydobywa się szum wody, wsłuchaj się w stukot twoich butów po chodniku, idź dalej prosto i zatrzymaj się przy dużej lipie, zatrzymaj się, zamknij oczy i spróbuj wyłowić dźwięk pszczół, określ go, czy jest jednostajny, a może rytmiczny, wysoki czy niski. 

Być może dzięki takim praktykom otoczymy szacunkiem sferę audio, może docenimy to, co ginęło dotąd w szumie, może ściszymy dzwonek telefonu, wyłączymy powiadomienia, nie uruchomimy kosiarki w niedzielne przedpołudnie, zrezygnujemy z użycia klaksonu. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2026