Bayeux Show

Wielką Brytanię ogarnęło szaleństwo na punkcie Tkaniny z Bayeux – średniowiecznego dzieła sztuki w formie pasa haftowanego płótna. Opowiada ono dzieje inwazji Normanów i bitwę pod Hastings. Tkanina dotąd przechowywana w niewielkim muzeum w Bayeux we Francji po raz pierwszy „przepłynęła” kanał La Manche.
Czyta się kilka minut
Tkanina z Bayeux jest jednym z najcenniejszych skarbów świata i jednym z najbardziej delikatnych | fot. Adrian DENNIS/AFP/East News
Tkanina z Bayeux jest jednym z najcenniejszych skarbów świata i jednym z najbardziej delikatnych | fot. Adrian DENNIS/AFP/East News

Muzea często wypożyczają cenne dzieła sztuki, jednak w tym przypadku dotyczy to eksponatu bardzo delikatnego – nic dziwnego, że decyzja władz Francji spowodowała gorącą dyskusję. Pisano listy protestacyjne, powoływano się na opinie specjalistów, które wcale nie były jednoznaczne, choć to prawda: Tkanina z Bayeux jest jednym z najcenniejszych skarbów świata i jednym z najbardziej delikatnych. I choć Wielka Brytania kilkakrotnie prosiła o wypożyczenie dzieła, nigdy takiej zgody nie uzyskała –  aż do teraz.

Transport tkaniny otoczony był wielką tajemnicą. Umieszczona w specjalnej skrzyni z regulowaną temperaturą i poziomem wilgotności, zabezpieczona przez zewnętrzną klatkę wyposażoną w amortyzatory, które zabezpieczały przed jakimkolwiek najmniejszym wstrząsem, przebyła drogę z tajemniczego miejsca w północnej Francji do Londynu w ciężarówce tunelem pod kanałem. Na białych klifach w Dover wyświetlane były fragmenty haftowanej tkaniny z napisem: „Merci”.

Pierwsza pula biletów do British Museum na pokaz tego cennego skarbu została wykupiona w ciągu jednego dnia, a internetowa kolejka liczyła 80 tys. osób. Druga pula ma trafić do sprzedaży 21 października o godz. 10.00, kolejne – w przyszłym roku. Tkanina pozostanie w British Museum do 11 lipca 2027 roku. Kraj ogarnęła „bayeuxmania”. Fragmenty tkaniny można zobaczyć dosłownie wszędzie: na ulicy, w sklepach, na reklamach, na okładkach czasopism i to nawet takich, po których byśmy się tego nie spodziewali. Analizowana jest każda scena, odtwarzają ją rekonstruktorzy, BBC produkuje filmy, rolki idą w setki tysięcy. Brytyjczycy zachowują się tak, jakby dokonało się właśnie cudowne odkrycie. Tymczasem przecież wystarczyło przejechać pod kanałem i udać się do niewielkiego muzeum w miasteczku Bayeux w Normandii, żeby zobaczyć to niezwykle cenne dzieło sztuki bez tłumów i w spokoju.

Anonimowe hafciarki

Książę Normandii Wilhelm przekroczył kanał La Manche w 1066 roku i 14 października w bitwie pod Hastings rozgromił anglosaskie siły pod wodzą króla Harolda II, a wkrótce opanował całą Brytanię. Koronowany na króla Anglii jako Wilhelm I zostanie przez historię zapamiętany jako Wilhelm Zdobywca. To właśnie zwycięstwo oraz wydarzenia je poprzedzające ilustrują hafty umieszczone na 70-metrowym pasie tkaniny. Jego pochodzenie jest wciąż niewiadome, historycy, opierając się na badaniach, wciąż spekulują. Na przykład wiele lat temu twierdzono, że wykonały je mniszki z pomocą pobożnych dam na życzenie królowej Matyldy Flandryjskiej, żony Wilhelma. Inna hipoteza mówiła, że inspiratorem miał być przełożony skryptorium w opactwie Mont Saint Michelle i późniejszy opat klasztoru w Canterbury. Jeszcze inni badacze twierdzą, że powstała na zlecenie Normanów, być może przyrodniego brata Wilhelma, Odona – biskupa Bayeux, bo w tamtejszej katedrze była pokazywana dwa razy w roku przynajmniej od XV wieku.

Obecnie przeważa opinia, że haft wykonały świeckie Angielki na zlecenie Normanów i że miało to miejsce w okolicach Canterbury prawdopodobnie w latach 70. XI wieku. To tym bardziej ciekawe, bo w takim przypadku spodziewać się można było opowieści propagandowej, akcentującej konflikt między dwoma władcami. Wiadomo, że historię piszą zwycięzcy. Tymczasem na tkaninie Harold jawi się jako postać pozytywna i w żadnym fragmencie tej opowieści nie można wyczuć tendencyjności w traktowaniu jakiejkolwiek strony konfliktu. To pouczające we współczesnym spolaryzowanym świecie, budującym przekaz informacji na oczernianiu.

Było więc kilka lub kilkanaście kobiet, które haftowały pewną historię, która wydarzyła się w ostatnim dziesięcioleciu, czyli bardzo niedawno. Hafciarki używały nici wełnianych o dziesięciu kolorach w odcieniach: niebieskiego, czerwonego, zielonego, żółci i beżu. Pracowały nad pasami lnianej tkaniny o szerokości pół metra, pociętej na dziewięć kawałków, które potem zostały połączone. Były bardzo utalentowane, ich kunsztowi nie dorównywały hafciarki wieków późniejszych, które pracowały nad konserwacją dzieła. Mimo że kobiety średniowiecza, zwłaszcza te z możnych rodów, posiadały umiejętność haftu i nie była to rzecz nadzwyczajna, to jednak grupa anonimowych hafciarek staje się cichym bohaterem tego cennego skarbu, jakim jest tkanina z Bayeux. Stworzyły majstersztyk. Kim były? Ile miesięcy siedziały przy krosnach z naciągniętym materiałem? O czym w tym czasie rozmawiały?

Pokaz

British Museum zbudowało wokół tej wystawy wielki biznesowy plan oparty o show w stylu amerykańskim. Sam cenny eksponat potraktowano z należytą powagą: tkanina umieszczona została w gablocie w ciemnym pomieszczeniu bez żadnych rozpraszaczy. Po raz pierwszy została pokazana w poziomie, bo w Muzeum w Bayeux rozwieszona jest pionowo na ścianie. W sali trwa ponadczasowa cisza, niepotrzebnie podkreślana przez eteryczne dźwięki, kolejka zwiedzających posuwa się wolno wzdłuż gabloty, oczarowani dziełem wpatrują się w szczegóły. Co kilka minut ciszę przerywa komunikat: „Proszę się nie zatrzymywać”. Trzeba więc uważać, żeby się nie „zapatrzeć” w nitki dziwnie niewyblakłej wełny – czas jest ściśle obliczony, bilety sprzedane, kolejka ciągnie się daleko. Chodzi o okres oświetlenia tkaniny, który został dokładnie wyznaczony przez naukowców francuskich i brytyjskich.

Poza tą jedną salą trwa show i kręci się biznes. Pracownicy British Museum przebrani są w stroje z epoki, niczym postaci żywcem przeniesione z tkaniny. Uświetniono w ten sposób pierwsze dni pokazu, zapraszając do muzeum także rekonstruktorów historycznych. W sklepie muzealnym klasyka: torby materiałowe, kubki, a nawet kufle do piwa, talerze, ołówki, ale także zestawy do haftowania oraz repliki hełmów – oczywiście wszystko z motywami. Oraz katalog, w którym na 80 stronach znajduje się świetna reprodukcja tkaniny. Bilet kosztuje 33 funty (ten w Muzeum w Bayeux – 12 euro), dzieci i młodzież mogą wejść za darmo pod warunkiem, że towarzyszy im dorosły, który kupił bilet.

Horror wojny

Na ilustracjach z tkaniny z Bayeux brytyjskie dzieci uczą się w szkole historii swojego kraju. Dla naukowców i historyków wciąż kryje ona wiele tajemnic. Są fragmenty dzisiaj zupełnie nieczytelne, choć dla współczesnych z pewnością zrozumiałe. Ten gigantyczny średniowieczny komiks mógł być wtedy czymś w rodzaju dzisiejszego walla na Facebooku: pewne wydarzenia zapisują się w historii na zawsze, inne umykają w czasoprzestrzeni i za dekadę nikt już o nich nie pamięta. Dzisiaj to kopalnia wiedzy dla mediewistów, nie tylko dotycząca wydarzeń historycznych i wojskowości, ale i życia codziennego. Kolejne sceny przygotowania podboju roją się od ujmujących szczegółów, np. jeden z Normanów przenosi na statek psa na rękach, aby nie zmoczył sobie łap.

Kulminacją jest oczywiście słynna bitwa, która odmieniła losy Anglii. Stopniowo tkanina zagęszcza się postaciami, akcja przyspiesza, robi się coraz bardziej niespokojnie, wkrada się panika. Jak wspaniale w tych prostych rysunkach oddana jest ta atmosfera bitewnego chaosu. Nie ma tu podziału na dobrych i złych, na agresora i obrońcę. Jest kotłowanina ciał i czysta przemoc. Ludzie kaleczą innych ludzi. „Hic ceciderunt simul Angli et Franci in proelio” – wyhaftowano w scenie nr 53. To znaczy: „Oto Anglicy i Francuzi padli w walce w tym samym czasie”. Leżą zmasakrowani pod ciałami koni w konwulsjach. Wszyscy umierają tak samo, ich krew niczym się od siebie nie różni.

I chyba właśnie to najbardziej wstrząsa, bo okazuje się, że to cudowne dzieło sztuki opowiada historię starą jak świat, która wcale się nie zmienia. Dzisiaj, kiedy obok toczą się wojny wcale nie tak bardzo różniące się od tej sprzed lat tysiąca, śmierć wciąż jest taka sama.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2026