Twarze Marii Magdaleny

Żadna kobieca postać z Nowego Testamentu nie rozbudzała wyobraźni tak mocno jak ona. Jej historia wyszła poza fakty pozostawione przez ewangelistów, tworząc nowe tropy i coraz bardziej fantastyczne opowieści. Grzegorz Wielki utożsamił ją z jawnogrzesznicą, a Franciszek nazwał „Apostołką Apostołów”.
Czyta się kilka minut
Nieves González, Wyzwanie (La sfida), 2025 | Dot. Materiały prasow/Städel Museum
Nieves González, Wyzwanie (La sfida), 2025 | Dot. Materiały prasow/Städel Museum

Nic dziwnego, że uwielbiali ją artyści, którzy przedstawiali ją w tych różnych rolach, budując kanony, z których tak trudno było jej się uwolnić. Obecna jest w kulturze do dziś, ukochała ją także popkultura – ta sfera, w której wolno o wiele więcej. Reinterpretowana, dekonstruowana – czy przybliża się do nas, czy też oddala? Kilka lat temu amerykańska organizacja katolicka Future Church rozpoczęła kampanię „Reclaiming Mary Magdalene” i do dziś prowadzi wykłady na temat jej roli w Kościele. Co nam to mówi? Chyba to, jak mało o niej wiemy i jak tradycja zaciemniła jej obraz. Wystawa we Frankfurcie nad Menem zatytułowana Maria Magdalena. Grzech. Modlitwa. Miłość jest tego ilustracją.

Obecność

Młoda kobieta z opadającymi na pierś długimi blond włosami. Jej atrybutem jest czaszka, czasem flakon z olejkiem lub krzyż. Na obrazie El Greca w błękitach spogląda nabożnie w niebo. Na obrazie współczesnej artystki Nieves González w czerwieni butnie patrzy na nas, którzy stoimy przed płótnem w pierwszej sali w Städel Museum. Wystawę otwiera właśnie to przedstawienie, które widnieje także na plakatach, żeby potem, w kolejnych salach, prowadzić nas przez różne artystyczne wizje toposu w zależności od epoki. Ponad sto prac malarskich i rzeźbiarskich pochodzących z kolekcji lokalnych, a także z ponad 60 instytucji galeryjnych Europy i Ameryki Północnej, składa się na tę arcyciekawą wystawę. Jednak to nie tylko analiza zmieniających się stylów artystycznych, ale przede wszystkim poglądów na rolę kobiety w zmieniających się kulturach, które można prześledzić na podstawie ikonografii i podejmowanych przez artystów wątków.

Z Marią Magdaleną sytuacja jest złożona i bardzo ciekawa. Wciąż zbyt często „składa” się ją z kilku postaci występujących na kartach Ewangelii. Zacznijmy od tego, kim była na pewno: kobietą, którą Jezus uwolnił od siedmiu złych duchów, która potem towarzyszyła Jemu i apostołom, która nie uciekła spod krzyża, i która jako pierwsza spotkała Pana Zmartwychwstałego i wiadomość o tym zaniosła reszcie. Skąd więc przeświadczenie, które pokutuje do dziś, że była także ową jawnogrzesznicą, która namaściła stopy Jezusa olejkiem, albo tą, którą Jezus uchronił przed kamienowaniem? To wina papieża Grzegorza Wielkiego, który w kazaniu z około 591 roku połączył kilka kobiet występujących w Ewangeliach w jedną. Dlaczego? Nie wiadomo. Dopiero w latach 60. XX wieku oficjalnie Watykan ogłosił: nie, Maria z Betanii, grzesznica bez imienia i Maria Magdalena to trzy różne osoby. Tyle, że mit od wieków żył już własnym życiem. W ikonografii element pokuty znalazł wyraz w sztuce okresu kontrreformacji i wtedy rozpowszechnił się wizerunek Marii Magdaleny jako pokutującej prostytutki. W XX wieku natomiast zwrócono uwagę na opublikowany w 1955 roku tekst gnostyckiej Ewangelii Marii z II wieku, w którym doszukiwano się wątku romansowego Marii Magdaleny z Jezusem. Popkultura od razu znalazła w tym nośny temat i umieściła go m.in. w filmie (Jesus Christ Superstar) i literaturze (Kod Leonarda da Vinci, którego autor Dan Brown poszedł o krok dalej, umieszczając Marię Magdalenę jako żonę Chrystusa i matkę Jego dziecka). Natomiast wiek XXI to pod względem formalnym powrót do sztuki figuratywnej, lecz uwolnionej od narzuconych przez kościelnych zleceniodawców motywów. Maria Magdalena na powrót staje się kobietą, a nie tylko symbolem religijnym. Każdy może w niej zobaczyć kogoś innego: osobę straumatyzowaną lub wykorzystaną przez oczekiwania społeczne, kobietę odważną, która nie boi się tych oczekiwań i występuje wbrew nim, wierną swoim przekonaniom buntowniczkę i przywódczynię.

Role

Interesujące jest prześledzić to, w jakich rolach występowała Maria Magdalena przez wieki. Okazuje się, że wizja jawnogrzesznicy, pięknej prostytutki, stała się nad wyraz atrakcyjna. Dlaczego w ogóle przypuszczano, że owe „siedem złych duchów”, które Jezus wyrzucił z Marii Magdaleny, miało związek ze sferą seksu? Oczywiście, że taki obraz działa na wyobraźnię. Młoda. Ładna. Upadła. To z jednej strony oburzające i podniecające (warto wyjaśnić w tym miejscu, że teologowie wskazują raczej na opętanie i mające z tym związek ogromne cierpienie, a nie grzechy seksualne). Ale potem ta kobieta się nawraca i pokutuje, więc z drugiej strony ta historia ma wymiar wychowawczy i katechetyczny.

Tymczasem o jej roli apostołki, kobiety odważnej i aktywnej, która jako pierwsza staje się świadkiem Zmartwychwstania i niesie tę wiadomość reszcie apostołów, mówiło się rzadziej. Nie ma się co dziwić, to znak czasów – kobiety w czasach panującego patriarchatu nie mogły występować w roli ewangelizatorek, Jezus w sprawach płci okazał się zbyt radykalnym rewolucjonistą.

Wystawa podzielona jest tematycznie, mamy więc sale wypełnione wizerunkami Marii Magdaleny w narzuconych jej rolach. A są to obrazy takich artystów jak Dürer, de la Hyre, de la Tour, Savoldo, Tycjan, Elsheimer i Böcklin. To ikoniczne przedstawienia, utrwalone w historii sztuki – takie, z którymi się zżyliśmy. Sala, w której zebrano współczesne jej wizerunki, jest odmienna z różnych powodów – nie tylko dlatego, że zrywa ze stereotypem, ale także dlatego, że ich autorkami się w ogromnej większości kobiety. Maria Magdalena jest im bliska, jest im siostrą.

Malarki

Wystawa ta ma jeszcze jedną, odrębną od głównego tematu, zaletę. Trochę przypadkowo, na boku, odkrywa przed nami artystki. Wśród tych znanych w historii sztuki mężczyzn znaleźć można kilka pań, o których przez wieki milczano. Na przykład Lavinię Fontanę – włoską malarkę przełomu XVI i XVII wieku, która oprócz tego, że urodziła jedenaścioro dzieci, miała własną pracownię i wielu bogatych klientów. Była portrecistką w Watykanie, Marię Magdalenę namalowała w scenie, kiedy myli zmartwychwstałego Chrystusa z ogrodnikiem. Albo Elisabettę Sirani, która też pochodziła z Bolonii, gdzie w połowie XVII wieku założyła szkołę malarską wyłącznie dla kobiet. Na swoich płótnach lubiła przedstawiać kobiety, które dokonywały bohaterskich czynów, a Marię Magdalenę upodobała sobie szczególnie, choć akurat tę pokutującą. Albo Hiszpankę Luisę Roldán, znaną jako La Roldana, barokową rzeźbiarkę, czy starszą od niej o lat dwieście Ottilie Roederstein, niemiecko-szwajcarską autorkę przejmujących portretów, która przedstawiła Marię Magdalenę u stóp krzyża.

Prezentację współczesnych obrazów bohaterki wystawy rozpoczyna Lotte Laserstein, dorastająca w Gdańsku i Berlinie malarka żydowskiego pochodzenia, która po wojnie tworzyła w Szwecji. Amerykańska artystka intermedialna Kiki Smith, która zajmowała się tematami feminizmu i płci, jest autorką rzeźby Dzika kobieta/Maria Magdalena, która stoi na dawnym dziedzińcu więziennym Zamku, a przedtem klasztoru w Lubece. Kobieta jest naga, a na jej kostce można zauważyć obręcz i zerwany łańcuch, który symbolizuje niewolę, z jakiej wyzwolił ją Chrystus. Artystka z Kapsztadu, Marlene Dumas, zrywa z kanonicznym przedstawieniem kobiecego wizerunku w niepokojących ekspresjonistycznych płótnach, w których nie widać detali, a jedynie nagą postać wyłaniającą się z półmroku. A Nieves González, czerpiąc z estetyki barokowej, ubiera swoje modelki w jak najbardziej współczesne puchowe kurtki.

Maria Magdalena. Grzech. Modlitwa. Miłość
Städel Museum we Frankfurcie nad Menem
wystawa do 17 stycznia 2027 roku

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 41/2026