Ucieczka od prawdy

Często zdarza mi się przewracać oczami, gdy widzę, jak moi rodacy mają problem z trudnymi wydarzeniami w historii. Oficjalna polityka historyczna naszego kraju jest prosta: zawsze byliśmy niezłomni i bohaterscy, podczas gdy wokół mieliśmy samych wrogów.
Czyta się kilka minut
fot. Materiały Prasowe
fot. Materiały Prasowe

Dlatego tak trudno przyjąć Polakom prawdę o tym, że ratujących Żydów – żeby ograniczyć się do historii ostatniej wojny światowej – było w porównaniu z piszącymi donosy niewielu. Trochę nie rozumiem, jak ktoś może mówić, że w przedwojennej Polsce antysemityzmu nie było, skoro właśnie był, a dowody na to można napotkać w każdej gazecie wychodzącej w dwudziestoleciu. Zresztą nie inaczej działo się po wojnie, bo niby dlaczego ocalali z Zagłady Żydzi zmieniali nazwiska, a w końcu wyjeżdżali? Nie zamierzam tu nikomu nic udowadniać, sprawa jest dla mnie jasna, a piszę o niej tylko po to, żeby pokazać najprostszy przykład nieumiejętności zmierzenia się z historią i wypieranie prawdy dotyczącej narodu. A robię to z powodu niemieckiego serialu, który właśnie oglądam na Netfliksie. To kolejny sezon fabularnego serialu poświęconego słynnemu szpitalowi berlińskiemu Charité. Pierwszy cykl opowiadał o nieudanych badaniach nad szczepionką przeciwko gruźlicy Kocha, a obok postaci i wydarzeń historycznych występowały osoby fikcyjne, i wyszedł z tego całkiem pasjonujący obraz historii medycyny końca XIX w. W tym roku telewizja niemiecka wypuściła kilka odcinków historii Charité z czasów znacznie bardziej skomplikowanych, bo rzecz zaczyna się w 1943 r.

I oto, jak Niemcy wciąż uciekają od prawdy: oblicze kliniki w tym serialu okazuje się całkiem znośne. Owszem, są tu szpicle oraz lekarze w mundurach całkowicie oddani sprawie i wielkiemu wodzowi, są zwykli młodzi lekarze, którzy bezrefleksyjnie spełniają wytyczne dotyczące eutanazji, ale… No właśnie. Więc jest obecna ideologia III Rzeszy, tyle że wszyscy bohaterowie serialu okazują się właściwie jej niechętni. Są oczywiście czarne charaktery, to konkretnie dwie osoby, a reszta, cóż, mniej lub bardziej otwarcie krytykuje Hitlera, współpracuje z ruchem oporu, jakoś tam nagina swoje nazistowskie przekonania i jest świadoma całego zła wojennej machiny śmierci. Tak jakby Charité był pełen samych dobrych Niemców. Tak jakby tak zwany „dobry Niemiec” był normą, nie wyjątkiem. I tak właśnie sobie Niemcy uspokajają swoje historyczne sumienia, zupełnie tak jak my, Polacy, swoje. Tak, to prawda, że upośledzone dzieci wysyłaliśmy do gazu. To prawda, że wykonywaliśmy egzekucje na własnych żołnierzach, bo podejrzewaliśmy samookaleczenia. Jasne, że nazizm był złem, ale przecież wśród nas było tyle dobrych i szlachetnych ludzi, właściwie to większość się temu systemowi sprzeciwiała! I o tym jest serial Charité na wojnie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 48/2019