Jaką rolę w naszej duchowości powinny pełnić wizerunki Matki Bożej?

Współczesna ikonografia maryjna jest różnorodna: obok wizerunków historio-zbawczych, ilustrujących wydarzenia biblijne, są także wizerunki teologiczne czy tematyczne.
Czyta się kilka minut
fot. Bublik Haus/Adobe Stock
fot. Bublik Haus/Adobe Stock

Figura Maryi w Konotopiu wywołała dyskusję na temat zasadności tego typu form manifestacji pobożności maryjnej. Były głosy za i były głosy przeciw. Nie ulega wątpliwości, że pomysł Państwa Grażyny i Romana Karkosików, którzy są fundatorami tejże figury, wpisuje się w trend stawiania monumentalnych pomników Jezusa i Maryi. Można przypuszczać, że ta forma pobożności ludowej będzie się upowszechniać. Żyjemy bowiem w epoce monumentalizacji wszystkiego i w erze bicia rekordów, w tym rekordów wymiarów budowli, także sakralnych. Wciąż czytamy, że coś jest najwyższe czy największe. I że znów gdzieś pobito kolejny rekord. Bardziej niż zasadność postawienia figury, interesuje nas teologia, jaka łączy się z artystycznym wymiarem tego wizerunku.

Ciało poza czasem

Jeśli się dobrze przyjrzeć, w swojej stylistyce figura Maryi z Konotopia bliska jest wizerunkom Maryi z paryskiej Rue du Bac, Lourdes, Fatimy oraz tak zwanej Gospy z Medjugorie. Te wszystkie cztery wizerunki powiązane są z prywatnymi objawieniami (ze znanymi zastrzeżeniami co do Medjugorie). Nazywam je „Maryjami z nieba”. Wszystkie one mają kilka cech wspólnych. Żadna z nich nie jest pokazana w towarzystwie Dzieciątka Jezus. W opisie wizjonerów – tak było w Lourdes, Fatimie i Medjugorie – pojawia się określenie „Pani”. W kontekście objawień w Lourdes i Fatimie określenie to ma najpierw znaczenie społeczne, a nie religijne. W jednym i w drugim przypadku widzącymi były bowiem dzieci z nizin społecznych, które postrzegały objawiającą się im osobę jako panią z innego porządku społecznego, by nie powiedzieć – klasy społecznej. Objawienia z XIX i XX wieku wykształcają także określony styl postaci: młoda, wysmukła kobieta, ubrana w długą szatę, z welonem na głowie. Kolorystyka postaci obejmuje de facto trzy kolory: biały, złoty, błękitny. Ręce Maryi są albo opuszczone wzdłuż tułowia, albo złożone na piersiach, albo też ułożone jak do modlitwy. 

Niedawno ktoś mnie zapytał, w jakim ciele objawia się ludziom Maryja: czy ziemskim, które nie zostało poddane zniszczeniu w grobie, czy może w jakimś innym, uwielbionym? Nie umiałem na to pytanie odpowiedzieć. Łączy się ono zresztą z powracającym dylematem o wiek, jaki będziemy mieć w rzeczywistości uwielbionej. Niemożność wyobrażenia sobie pozaczasowości nieba prowokuje nas do stawiania pytań, które w kontekście wieczności pozbawione są jednak sensu. Maryja z objawień prywatnych nie jest osobą o konkretnym wieku, nie poddaje się ziemskiej chronologii, nie możemy powiedzieć, że to Maryja w wieku Zwiastowania czy Wniebowstąpienia. Jest to bowiem Maryja „jako taka”, Maryja pozaczasowa, Maryja w stanie „wiecznej młodości”, jeśli można tak powiedzieć. 

Między Biblią a teologią

W dotychczasowym opisie świadomie unikałem tytułu Matka Boża. Abstrahując od treści objawień, trzeba podkreślić, że w bezpośrednim odbiorze przesłanie ikonograficznie – nie mówię o głębszej analizie symbolicznej – pozbawione jest odniesienia do osoby Jezusa. W pewnym sensie Maryja zostaje odizolowana od swojego Syna. Nie ma Go przy niej. Jest przede wszystkim Maryją, ale nie Matką Bożą. Co więcej, jej tytuły nie nawiązują do wydarzeń biblijnych, ale mają charakter teologiczny: Pośredniczka Łask, Matka Miłosierdzia, Niepokalane Poczęcie. Jaki jest więc związek „Maryi z nieba” z „Maryją z Biblii”?

Typologię wizerunków Maryi (a także Jezusa) można opisać za pomocą układu współrzędnych o dwóch przecinających się osiach. Jedna oś rozpięta jest między Biblią a teologią, druga – między naturalizmem a symbolizmem. Nie ulega wątpliwości, że współczesna ikonografia maryjna (przynajmniej ta „pomnikowa”) przesunęła się ze sfery Biblii do sfery teologii, od chronologicznie ułożonych wydarzeń biblijnych po pozaczasowe tytuły teologiczne. Dawna ikonografia skupiała się na wydarzeniach biblijnych: zwiastowanie, nawiedzenie, narodzenie, życie ukryte w Nazarecie aż po wniebowstąpienie i ukoronowanie. Na Wschodzie – prócz ikon ukazujących poszczególne epizody z życia Maryi – wykształciły się z czasem teologiczne modele Maryi z Dzieciątkiem, jak hodegetria (wskazująca drogę), eleusa (Matka Boża Czuła) czy orantka (modląca się). W tych ikonograficznych typach Biblia łączy się z teologią. I tak właśnie jest w przypadku naszej ikony z Jasnej Góry.

Od wydarzenia do tematu

Jest jeszcze druga oś: od naturalizmu po symbolizm. Naturalistyczne ujęcia pojawiają się na Zachodzie wraz z renesansem, pozbawiając często Maryję jej hieratyczności i nadprzyrodzoności. Choć i gotyk nie stronił od naturalizmu, na przykład ukazując Matkę Bożą Bolesną. Z czasem Maryja staje się kobietą jak wszystkie, a malarze dostosowują jej wizerunek do epoki i miejsca. Zachodni symbolizm będzie odmienny od Wschodniego, który został zapisany w określonych kanonach. Często będzie się odwoływał do wizji Niewiasty z Apokalipsy św. Jana: wieniec z gwiazd dwunastu, księżyc pod stopami oraz nieodłączny nimb wokół głowy. 

Opisany tutaj proces dotyczy nie tylko ikonografii maryjnej, ale także innych przejawów pobożności maryjnej. Podobnie jest w przypadku patrociniów, czyli tytułów kościołów. Popularne niegdyś tytuły biblijne – Wniebowzięcia, Zwiastowania, Oczyszczenia czy Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – ustępują współcześnie miejsca tytułom teologicznym – Królowej Pokoju, Matki Miłosierdzia, Matki Kościoła czy Gwiazdy Nowej Ewangelizacji, oraz tytułom społeczno-historycznym – Hetmanki Oręża Polskiego, Królowej Polski itd. Czasami trudno doszukać się w nich biblijnego fundamentu.

Biblia przed oczyma

I teraz rodzi się pytanie, dlaczego w ogóle podjąłem ten temat. Otóż chrześcijaństwo jest przede wszystkim religią historyczną. Jezus urodził się prawdziwie jako człowiek z kobiety Maryi, Żydówki w określonym miejscu i czasie. Historyczność chrześcijaństwa jest częścią dogmatu Wcielenia, który jest fundamentem naszej wiary. Nieodłącznym elementem tego dogmatu jest także historyczność Maryi, jej istnienie w czasie, dlatego w liturgii wspominamy zarówno Narodzenie Najświętszej Maryi Panny – czyli początku jej życia – jak i Wniebowzięcie, czyli ziemski koniec. Odnoszę wrażenie, że współczesna ikonografia maryjna przesuwa punkt ciężkości z chrześcijaństwa historycznego ku chrześcijaństwu mistycznemu, duchowemu, a także z Biblii jako źródła teologii maryjnej w kierunku prywatnych objawień. W tym kontekście powrót do ikonografii historio-zbawczej jest aktualnym dezyderatem. 

Przy okazji wystawy obrazów Bożego Narodzenia z cyklu „Namalować katolicyzm od nowa” Dariusz Karłowicz z Fundacji św. Mikołaja mówił w wywiadzie: „Współczesne chrześcijaństwo ma poważny problem z tajemnicą wcielenia. Dziś ona dziwi, żenuje, gorszy. […] Tymczasem wcielenie – fundament naszej wiary – to również fundament malarstwa sakralnego. Jak orzekł Sobór Nicejski II, święte obrazy są możliwe właśnie ze względu na wcielenie. Malowanie niewidzialnego Boga jest wszak możliwe. Dlatego malarstwo, zwłaszcza zachodnie, z tak wielką mocą mówi o wcieleniu. To jego centralny temat. Wszystkie wielkie tajemnice chrześcijaństwa są przedstawiane jako wydarzenia rzeczywiste, pełno tu empirycznego konkretu, rodzajowości, faktów – od zwiastowania przez nauczanie, cuda, śmierć aż po zmartwychwstanie, zesłanie Ducha Świętego i cały dalszy ciąg”.  

Nie ulega wątpliwości, iż wiary uczymy się także z obrazów, wizerunków czy figur. To, co przed oczami, utrwala to, co nosimy w sercu. Oczywiście, obok wizerunków historio-zbawczych, ilustrujących wydarzenia biblijne, są także wizerunki teologiczne czy tematyczne. I takie zawsze będą. Moje dzieciństwo naznaczone było dwoma obrazami: Najświętszego Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Maryi. Nie wyobrażamy sobie dzisiaj naszych świątyń bez wizerunku Jezusa Miłosiernego, który – co ciekawe – próbujemy uczynić bardziej biblijnym, kojarząc tajemnicę Bożego Miłosierdzia z wydarzeniem ukazania się Zmartwychwstałego uczniom w Wieczerniku. Niektóre wersje tego sakralnego tematu wprost to sygnalizują. I słusznie. Ponieważ Jezusem Miłosiernym „z nieba” może być tylko ten, który był najpierw „z Biblii”. Z Maryją nie może być inaczej. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Maryja z nieba czy z Biblii?