Na wykładach z teologii mediów zastawialiśmy się ze studentami, dlaczego transmisjom radiowym i telewizyjnym zasadniczo nie poddają się nabożeństwa rodem z pobożności ludowej. Nie mamy transmisji nabożeństwa majowego czy czerwcowego. Owszem, jest transmisja gorzkich żali z Kościoła pw. Krzyża Świętego w Warszawie, jest różaniec transmitowany przez Radio Maryja i wielkopiątkowa droga krzyżowa z Koloseum. Istotą tych nabożeństw jest uczestnictwo: trzeba je wspólnotowo odśpiewać, wspólnie odmówić – nawet jeśli się odmawia z rodziną radiową, razem przejść. Inaczej jest z mszą świętą. Choć od Soboru Watykańskiego II tak dużo mówimy o uczestnictwie, to jednak wciąż dość powszechny jest wśród naszych wiernych odbiór pasywny, strategia widza w teatrze, bardziej oglądanie niż partycypacja. A transmisja medialna niewiele tutaj zmienia. Owszem, wzmacnia pasywność.
Klerykalizacja modlitwy
Geneza nabożeństw ludowych jest oczywiście zróżnicowana. W dużym uproszczeniu można jednak powiedzieć, że wynikała ona z przekonania, że ksiądz ma swoją mszę do odprawienia, a lud na niej jest bierny, nic nie ma do zrobienia albo niewiele, a przecież gdzieś trzeba zaspokoić swoją potrzebę wspólnoty modlitewnej. Starsze pokolenie pamięta, że w przykazaniu kościelnym nie tak dawno jeszcze zobowiązywano, aby w niedziele i święta nakazane „mszy świętej nabożnie wysłuchać”. Uczestnictwo dokonywało się przez słuchanie, stąd też wołanie Soboru Watykańskiego II o uczestnictwo czynne, aby wierni nie byli „niczym obcy lub milczący widzowie”, aby od biernego słuchania przeszli do aktywnego uczestnictwa.
Nabożeństwa ludowe od samego początku rodziły się oddolnie, a do ich odprawienia wcale nie był potrzebny kapłan. Tak jest do dzisiaj. Różaniec, gorzkie żale, nabożeństwo majowe czy czerwcowa, a także drogę krzyżową wierni mogą odprawić bez księdza. Mogą, a nawet powinni. Pozwolę sobie nawet na tezę, że niestety nabożeństwa te – z chwilą przeniesienia ich do świątyni – uległy klerykalizacji. Dobrze, że jeszcze na niejednej wsi, dokąd nie dojeżdża ksiądz – czasami jest to błogosławieństwem – lud Boży sam z siebie się organizuje i zbiera w kościele, przy kaplicy, przy krzyżu albo nawet po domach, by odprawić to czy inne nabożeństwo. W miastach – niestety – utarło się już przekonanie, że bez księdza się nie da. A one właśnie powstały jako nabożeństwa, które da się bez księdza odprawić.
Kierowca i pasażer
W odniesieniu do tych nabożeństw cały czas używam czasownika „odprawić”. I czynię to świadomie. Można przecież powiedzieć, że „odprawiliśmy dzisiaj majowe”, „w piątek odprawimy drogę krzyżową”, a codziennie w październiku „będziemy odprawiać różaniec”. Użycie pierwszej osoby liczby mnogiej jest wspólnototwórcze, włączające, mówiąc mądrze – inkluzywne. Tak, w odniesieniu do nabożeństw ludowych wierni używają tej właśnie formy. Bo to oni są podmiotem tych nabożeństw. Oni je odprawiają.
Ale czy słyszeliście kiedykolwiek, by jakiś wierny świecki opowiedział o swoim udziale we mszy św., używając czasownika „odprawiać”? „Oprawiłem mszę” tak jak „odprawiłem drogę krzyżową”? Ano nie. Bo przecież mszę odprawia tylko ksiądz, czyż nie? A jeśli tak, to co robi wierny? Wierny w niej uczestniczy – padnie natychmiast odpowiedź. Czy tylko uczestniczy? Czy nie można powiedzieć, że on ją także odprawia? W Pierwszej modlitwie eucharystycznej, czyli w Kanonie rzymskim, o którego częstsze użycie upomina się wciąż nurt tradycjonalistyczny, prezbiter wypowiada następujące słowa: „za nich składamy Tobie tę Ofiarę uwielbienia, a także oni ją składają”. On składa i oni składają. Ksiądz składa i wierni składają, choć czynią to w inny sposób i na podstawie innej kompetencji sakramentalnej: prezbiter na podstawie sakramentu święceń, czyli kapłaństwa hierarchicznego, a wierni na podstawie sakramentu chrztu, czyli kapłaństwa wspólnego.
Ktoś powie, że stwierdzenie „składamy ofiarę” jest nieprecyzyjne, ponieważ skrywa w sobie dwa różne sposoby składania ofiary – kapłana i wiernych. Owszem, to prawda, ale jest wiele takich czynności, w przypadku których w jednym czasowniku zawieramy dwa różne sposoby wykonania danej czynności. Zarówno kierowca, jak i pasażer mogą powiedzieć, że „jedziemy”, jakkolwiek każdy z nich – choć uczestniczą w tej samej czynności – będzie ją wykonywał inaczej. Inaczej czynność jechania realizuje kierowca, a inaczej – pasażer. Obaj jednak jadą. Czy nie można by więc – bądźmy konsekwentni – powiedzieć tak samo o odprawianiu mszy świętej? Przecież wszyscy ją odprawiamy – ci z tej, jak i ci z tamtej strony widocznych czy niewidocznych balasek, choć – podkreślmy raz jeszcze – prezbiter i wierni czynią to inaczej i na podstawie innych kompetencji.
Nowa motywacja
I teraz powróćmy do kwestii transmisji mszy świętej. Dopóki wierny nie będzie miał przekonania, że w mszy świętej nie tylko mniej lub bardziej biernie czy czynnie uczestniczy, ale ją odprawia, dopóty będzie ulegał pokusie zamiany mszy na transmisję. Bo jaka tu jest różnica między jednym i drugim uczestnictwem. Tu i tam mszę św. ogląda. Ale jest jeszcze druga strona tego medalu. Kryzys nabożeństw ludowych jest konsekwencją procesu postępującego, jakby nie było, upodmiotowienia liturgicznego wiernych. Liturgia w dużej mierze zaspokaja potrzebę modlitwy czynnej i wspólnotowej. Nabożeństwa nie realizują już dzisiaj funkcji zastępczej, ale odgrywają w pobożności własną, autonomiczną rolę. Czy nie znaczy to jednak, że są zbędne?
Oczywiście w sensie teologicznym nie są konieczne, ponieważ liturgia, jak mówi soborowa Konstytucja o liturgii, realizuje całkowity bądź pełny (łac. integer) – zależnie od tłumaczenia – kult publiczny. Nabożeństwa nie dodają niczego, czego liturgia by nie miała, raczej – poprzez formy właściwie danej kulturze – rozszerzają jakieś jej aspekty: pasyjny, chrystocentryczny, maryjny itd., spełniając często istotną rolę pedagogiczną. Pozostaje pytanie, czy ich formy się już nie wyczerpały, czy wciąż jeszcze są czytelne. Osobiście uważam, że wciąż są potrzebne. I choć często ich forma wydaje się archaiczna, to w moim przekonaniu współczesny kryzys nabożeństw to nie jest przede wszystkim kwestia formy, lecz braku motywacji. Tej musimy naszych wiernych nauczyć na nowo. I oddać im ich własne nabożeństwa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















