Diakonisy w Kościele

Dyskusja o diakonacie kobiet powraca w Kościele falami: pojawiała się, kiedy papież Franciszek powoływał dwie komisje, teraz na powrót ucichła. Dlaczego jednak mimo wszystko powraca? Co sprawia, że tak trudno nam jednoznacznie orzec, czy kobiety w Kościele starożytnym były diakonkami?
Czyta się kilka minut
Św. Olimpia, wdowa, Kalendarz Świętych, 17 grudnia, rycina Giovanniego Wenzla | fot. Icas94/De Agostini/Getty Images
Św. Olimpia, wdowa, Kalendarz Świętych, 17 grudnia, rycina Giovanniego Wenzla | fot. Icas94/De Agostini/Getty Images

Fakt, w jaki sposób kwestie diakonów rozstrzygał Kościół starożytny, jest dla nas dlatego istotny, że stanowi podstawowy punkt odniesienia przy pytaniu, co było rzeczywiście wolą Jezusa, a co jedynie kulturowym kontekstem. Czy to, że dziś nie udzielamy w Kościele katolickim święceń diakonatu kobietom, wynika z tego, że Jezus na taką posługę im nie pozwolił, czy raczej z tego, że patriarchalne społeczeństwo w ciągu wieków taką możliwość kobietom odebrało?
Nie wystarczy na ten temat mieć taką czy inną opinię. Żeby to rozsądzić, konieczne jest badanie źródeł. Źródła te zaś są mocno ograniczone i na niektóre pytania nie dają jednoznacznych odpowiedzi. My na dodatek czytamy je w tłumaczeniach, co jeszcze bardziej zaciemnia obraz całości. 

Febe diakon
Pierwszą z kobiet, której trzeba przyjrzeć się bardzo uważnie, jest wspomniana przez św. Pawła w Liście do Rzymian Febe. Febe prawdopodobnie była tą, która dostarczyła wspólnocie w Rzymie list od św. Pawła, przebywającego wówczas w Koryncie. Z tego powodu Paweł poleca ją Rzymianom, prosząc, żeby gościnnie ją przyjęli. 
Na określenie Febe pojawiają się w liście Pawła dwa słowa: prostatis i diakonis. Prostatis, kiedy dotyczy mężczyzn, oznacza u św. Pawła człowieka rządzącego, przewodzącego wspólnocie. To właśnie to słowo użyte jest, gdy w Liście do Tymoteusza czytamy, że biskup powinien być mężem jednej żony i dobrze rządzącym swoim domem. W Liście do Tesaloniczan Paweł pisze o „przewodzących” wspólnocie, w Liście do Rzymian w tłumaczeniu mamy słowo „przełożeni”, kiedy otrzymują oni ponaglenie do gorliwości. Z niewyjaśnionego powodu jednak, kiedy dokładnie tym samym słowem określona zostaje przez tego samego św. Pawła Febe – tłumaczy się, że nie była ona przewodzącą wspólnocie, a bogatą patronką, posiadającą swój dom i goszczącą apostołów, że pełniła rolę społeczną, a niekoniecznie eklezjalną. 
Podobne wątpliwości budzi użycie na określenie Febe słowa diakonis. Wszędzie tam, gdzie to słowo odnosi się do mężczyzn, tłumacze bez wahania piszą, że są to diakoni. Tylko w przypadku Febe podkreśla się, że to jednak nie jest to samo, a sama Febe musiała zapewne pełnić „funkcje związane ze znanym później określeniem ‘diakonisa’, albo była po prostu na posłudze tamtejszego Kościoła”. Niestety nie wynika to z tekstu i użytego przez św. Pawła określenia, które w żaden sposób tej posługi nie odróżnia. Można przypuszczać, że to późniejsza interpretacja uzasadniająca fakt, że w Kościele kobiet diakonów dziś nie ma. 
Współcześni teologowie, jak jezuita Bernard Pottier, przywołują również ważne świadectwa takich pisarzy jak Orygenes czy Pelagiusz, dla których nie ulegało wątpliwości, że tytuł „diakonos” łączy się z funkcją posługi liturgicznej lub hierarchicznej we wspólnocie chrześcijan. 

Może tylko żony?
Febe jest jedyną kobietą diakonem wymienioną z imienia. Nie mamy jednak podstaw przypuszczać, że była ona jedyna i wyjątkowa. W trzecim rozdziale 1 Listu do Tymoteusza czytamy wprost o wymaganiach, stawianych diakonom. „Diakonami tak samo winni być ludzie godni, w mowie nieobłudni, nienadużywający wina, niechciwi brudnego zysku, [lecz] utrzymujący tajemnicę wiary w czystym sumieniu. I oni niech będą najpierw poddawani próbie, i dopiero wtedy niech spełniają posługę, jeśli są bez zarzutu. Kobiety również – czyste, nieskłonne do oczerniania, trzeźwe, wierne we wszystkim”. 
Znów będzie tu dochodziło do teologicznych dyskusji, a badacze spierać się będą, o jakie kobiety w tym fragmencie chodzi. Jedni przekonywać będą, że o kobiety, które rzeczywiście w pierwotnym Kościele były diakonami. Inni, że chodzi tu wyłącznie o żony diakonów. Na płaszczyźnie samego tylko Nowego Testamentu trudno jest znaleźć na ten temat bardziej jednoznaczne rozstrzygnięcia. 

Chrzest i chorzy
Nieco więcej informacji zyskujemy, śledząc ślady życia Kościoła w pierwszych wiekach: sztukę wczesnochrześcijańską, nagrobne inskrypcje czy nieliczne dokumenty. 
Zachowały się inskrypcje z Galii: „Tu spoczywa w pokoju i dobrym wspomnieniu Teodora diakonisa, która żyła około 48 lat i zmarła dnia 22 lipca 539 r.”, i z Delf w Grecji: „Wielce oddana diakonisa Atanazja, ustanowiona diakonisą przez jego świątobliwość biskupa Pantamianosa po tym, jak żyła bez zarzutu. Wniósł on ten nagrobek w miejscu, gdzie spoczywa jej uhonorowane ciało”. 
Wydaje się, że do zadań kobiet diakonów mogło wówczas należeć przede wszystkim asystowanie przy chrzcie kobiet. Chrzczono wówczas przede wszystkim dorosłych. Sam obrzęd chrztu wiązał się z namaszczeniem całego ciała katechumena olejem, a następnie zanurzeniem w całości w wodzie. Nic dziwnego zatem, że obrzędu tego w przypadku kobiet dokonywały kobiety, mężczyźni nie byli przy tym obecni. To kobiety również przygotowywały inne kobiety do chrztu w kwestiach wiary i chrześcijańskiego życia. 
I znów w tym miejscu kończy się pewna wiedza, a zaczynają się mnożyć pytania. Co więcej, odpowiedź na nie może nie być jednoznaczna: Kościół starożytny nie był monolitem, ale w różnych wspólnotach mogły panować różne zwyczaje, inaczej wyglądały liturgie, różni ludzie pełnili różne funkcje.

Diakonisy
Wiemy, że diakonem czy diakonisą była św. Olimpia, bizantyjska arystokratka, córka senatora i żona prefekta Konstantynopola, która życiu duchownemu poświęciła się już jako wdowa. Dużą część swojego majątku przeznaczyła na cele dobroczynne, a sama założyła wspólnotę monastyczną i zaczęła uczyć się teologii. Przyjaźniła się ze św. Janem Chryzostomem i św. Grzegorzem z Nazjanzu. Opiekowała się ubogimi i chorymi, a diakonisą uczynił ją patriarcha Nektariusz. Ostatecznie skazana na wygnanie wyjechała z Konstantynopola i zmarła w 408 roku w Nikomedii.
Św. Makryna Młodsza była siostrą św. Bazylego Wielkiego i św. Grzegorza z Nyssy. Jako dwunastolatka została zaręczona, ale gdy narzeczony umarł, ona poświęciła się wychowaniu rodzeństwa i życiu duchowemu. Martyrologium nazywa ją archidiakonią. 
Inne źródła, jak kalendarze liturgiczne, wspominają choćby św. Sosannę Palestyńską czy Poplię Antiocheńską. Wątpliwości, że diakonisy istniały, w zasadzie nie mamy. Problematyczna jest inna kwestia: co to znaczyło być diakonisą? Na ile wiązało się to z funkcją liturgiczną i na ile z udzieleniem sakramentu święceń? 

Święcenia na Wschodzie
Na to pytanie trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie, właśnie ze względu na wspomniane wcześniej różnice w pierwotnym Kościele. Z czasem jednak coraz mocniej kształtowały się pewne tendencje. 
Klemens Aleksandryjski pisał, że słowo Boże docierało do ludzi głównie przez diakonisy: była to zatem ich szczególna funkcja i zadanie. 
Świadectwa z Kościoła syryjskiego mówią o udzielaniu przez diakonisy chrztu i posłudze wśród chorych kobiet – co oznaczało zanoszenie im Komunii. Tam również wspomina się, że diakonisy służą radą biskupowi i prezbiterom, mając pierwszeństwo wśród kobiet. 
Kiedy cesarz Justynian wydawał swój dekret dotyczący duchowieństwa w bazylice Hagia Sophia w Konstantynopolu, nie wahał się jednym tchem wśród tegoż duchowieństwa wymienić kobiety diakonisy. Ograniczył on wówczas liczbę duchownych bazyliki do nie więcej jak 425 duchownych, w tym do 40 diakonis. Określił też, że diakonami nie mogą być kobiety poniżej czterdziestego roku życia, muszą za to być dziewicami lub jednokrotnymi wdowami. 
Z czasem jednak diakonisa zaczęła oznaczać po prostu przełożoną żeńskiego klasztoru – tak zresztą żyła wspomniana wcześniej diakonisa Olimpia. Pochodzące z IV wieku świadectwa ordynacji diakonis nie są święceniami do pracy wśród wiernych czy do sprawowania liturgii, ale do prowadzenia życia w klasztorze. 
W Kościele wschodnim od końca VII wieku diakonisami nazywano żony biskupów, ale też istniały zwyczaje i przepisy dotyczące święcenia diakonis oraz ryt ich święceń. Dopiero z czasem, wraz z rozwojem życia monastycznego, rola diakonis stopniowo malała, aż w końcu zlała się w jedno powołanie zakonne. 

Opór na Zachodzie
Tak rzecz wyglądała na Wschodzie. Jednak Kościół na Zachodzie prędzej i bardziej zdecydowanie stawiał tamę diakonatowi kobiet. Już synod w Nimes w 396 roku uznał takie święcenia za niegodne. 
Synody w Orange w 441 roku, a później w Epaone w 571 roku zakazały święcenia diakonis: w Orange zapisano, że „diakonisy nie powinny być wyświęcane w żadnym wypadku. Jeśli są już jakieś, niech pochylą głowy podczas błogosławieństwa dawanego ludowi”. Jednak mimo to świadectwa z końca VIII wieku, a nawet jeszcze z wieku XI, wspominają o diakonisach w Rzymie. Wzmianki z XI wieku są w Kościele na Zachodzie ostatnie.

Ryt święceń
Skoro mowa była o wschodnim rycie święceń: czy rzeczywiście diakonisy otrzymywały sakrament święceń? Na ten temat również mnożą się wątpliwości. Owszem, w manuskryptach zachował się wschodni ryt święceń kobiet, w niuansach tylko różniący się od święceń mężczyzn. Prawosławny teolog Evangelos Theodorou pisze o tym: „Oprawa obu święceń wskazuje na to, że mamy do czynienia z wyższymi święceniami – poczynając od tego, że święcenia są nazywane cheirotonia, to jest greckie słowo oznaczające «nałożenie rąk». Następnie święcenia mają miejsce w sanktuarium przed ołtarzem. Co więcej, święcenia zarówno diakona mężczyzny, jak i diakona kobiety mają miejsce podczas liturgii eucharystycznej i to w bardzo uroczystym momencie, a mianowicie po świętej Anaphora [= ofiarowaniu]. Tak zwane święcenia niższe, takie jak lektorat i subdiakonat, są udzielane poprzez proste nałożenie rąk [cheirothesia] na zewnątrz sanktuarium i nie podczas Eucharystii”.

Dyskusja trwa
Musimy być jednak świadomi, że nie była to z pewnością praktyka całego Kościoła. W Kościele zachodnim kobiety nie otrzymywały święceń, a jedynie błogosławieństwo do pełnienia konkretnych posług. Schizma wschodnia zaś sprawiła, że drogi Wschodu i Zachodu się rozeszły, dzięki czemu kwestia diakonatu kobiet nie była nawet wspominana przez wiele wieków. Papież Franciszek próbował nie tyle rozstrzygnąć tę kwestię, ile przynajmniej podjąć dyskusję, powołując kolejno dwie komisje historyczne. Ich zadaniem było danie jasnej odpowiedzi co do kształtu diakonatu w starożytności, aby uzyskać pewność co do tego, czy Kościół ma prawo udzielać takich święceń kobietom w przyszłości. Niestety prace zarówno pierwszej, jak i drugiej komisji zakończyły się bez jednoznacznych rozstrzygnięć. Tam zaś, gdzie jednoznacznych rozstrzygnięć nie ma, Kościół nie wprowadza zmian, ale trwa przy ustalonym porządku. Nie oznacza to oczywiście, że nigdy nic w tej kwestii się nie zmieni. Dziś jednak nie sposób w tej kwestii wyrokować. Wiele kobiet czeka tu na zielone światło z Watykanu. Watykan zdaje się również na podobne światło czeka – być może kiedyś takie światło Ducha Świętego przyniosą kolejne badania źródeł. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 13/2025