Doda patetyczna

Mamy zbiorowy kłopot z polskim patosem. Wstydzimy się go i ukrywamy, a jeśli już, to ubieramy wypowiedzi w ochronny kostium autoironii. Byle się tylko nie ośmieszyć.
Czyta się kilka minut
Fot. Magdalena Bartkiewicz
Fot. Magdalena Bartkiewicz

Nigdy mnie nie interesowała jako piosenkarka i „osobowość medialna”. Nie moja estetyka, nie moja bajka. Ale czasy się zmieniają, ludzie rosną w życiowe doświadczenia i czasem nawet – jakby to powiedzieć? – dojrzewają stylistycznie. Na Dorotę Rabczewską zwróciłem uwagę, gdy z posłem Łukaszem Litewką sprzeciwiła się systemowemu okrucieństwu wobec zwierząt przebywających w schroniskach. Z typową dla siebie bezkompromisowością, ale tym razem w dobrym sensie tego słowa.

Teraz wystąpiła w Krakowie na Święcie Flagi. I znowu osobiste wyznanie: dotąd nie miałem przekonania do tego święta, uznawałem je za grillowy wypełniacz luki między Pierwszym a Trzecim Maja. Ale już myślę inaczej. I sprawiła to właśnie ona. Chyba nie ja jeden tak uważam. Hymn Polski w jej wykonaniu, gdy w biało-czerwonej sukni, doskonale dopasowanej do figury, stała nad głowami zgromadzonych na Błoniach ludzi, wzbudził powszechne uznanie. I to, uwaga, zarówno wśród krytycznych, jak i mniej krytycznych odbiorców muzyki. Wśród prostych i wśród wykształconych, przynajmniej niektórych. Warto przemyśleć sens tego wydarzenia.

Zostawmy na boku wąsko pojętą estetykę. Każdemu muzycznemu wykonaniu, jak zresztą w ogóle każdemu aktowi artystycznemu, wartość nadaje tak naprawdę tylko jedno: autentyczność. Szczerość i prawda wypowiedzi. Nawet jeśli dokonuje się ona pewnym, na ogół niewielkim, kosztem warsztatowej techniki. Słyszeli państwo między zwrotkami te wydechy do mikrofonu? To przecież „nieprofesjonalne”. Ale to nie było belcanto, tylko hymn narodowy. Niekontrolowany oddech oznacza wzmocnione bicie serca. A Doda była naprawdę wzruszona, widzieli to wszyscy. I to wzruszenie dało jej prawo do wykonania Mazurka Dąbrowskiego z niekłamaną dumą i patosem. Szczerość tej pieśni udzieliła się zgromadzonym. Gdyby ktoś, zamiast Dody, zaśpiewał na Błoniach hymn Polski nawet superpoprawnie, lecz bez takiej szczerości, nie wywołałby nawet cienia wrażenia, jakie zostawiła po sobie piosenkarka.

Co najmniej od klęski powstania warszawskiego mamy zbiorowy kłopot z polskim patosem. Wstydzimy się go i ukrywamy, a jeśli już chcemy wyrazić się wzniośle o naszych wspólnych, polskich sprawach, ubieramy wypowiedzi w ochronny kostium autoironii. Byle się tylko nie ośmieszyć. Można zrozumieć tę ostrożność, nauczyły jej nas gorzkie doświadczenia historii. Ale, na Boga, rośnie nam już czwarte pokolenie z wykoślawionym wzorcem patriotycznego patosu. Najwyższy czas to zmienić. I Doda nam trochę w tym pomogła. Przyznajcie to, nawet z lekkim wstydem, panowie i panie z wyższej półki intelektualnej.

Bo jest jeszcze jedno znaczenie tej „piosenki” na Błoniach. Jesteśmy narodem dramatycznie podzielonym. A Doda zaśpiewała dla wszystkich – i w imieniu wszystkich.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 19/2026