Zmarnowana szansa

Przypadek polskich Tatarów znakomicie ilustruje przyczynę, dla której Konstytucja 3 maja – owoc wysiłku narodu ku naprawie Rzeczypospolitej – tak prędko została obalona.
Czyta się kilka minut
Pierwodruk Konstytucji 3 maja 1791 r. fot. wikipedia
Pierwodruk Konstytucji 3 maja 1791 r. fot. wikipedia

Równo w rok po ogłoszeniu Konstytucji, w maju 1792, w granice kraju wkroczyła armia rosyjska. Wojna zakończyła się klęską Po lski oraz, ostatecznie, jej drugim rozbiorem w 1793 roku, będącym preludium do ostatecznej likwidacji naszego państwa w roku 1795. W powszechnej ocenie Konstytucja 3 maja była więc aktem spóźnionym, który nie mógł zapobiec, rzekomo nieuchronnemu, rozbiorowi słabej Rzeczypospolitej przez jej znacznie silniejszych sąsiadów.

Opinia ta jest prawdziwa jedynie połowicznie. Przedrozbiorowa Polska rzeczywiście była słaba, o ile miarą słabości czynimy wady ustrojowe. Jednak w 1792 roku Polska nie była bynajmniej decydująco słabsza od Rosji potencjałem wojskowym. Rosyjską agresję bylibyśmy w stanie z powodzeniem odeprzeć, gdyby tylko polska armia była umiejętnie zarządzana. Tymczasem nieudolność lub zła wola niewielu (na czele z królem) zadecydowały o zmarnowaniu siły bojowej tysięcy. A dowodzi tego los pułków tatarskich oraz ich dowódców.

Lojalni obrońcy

W naszych dziejach Tatarzy są czynnikiem ambiwalentnym. Z jednej strony pamiętamy ich jako najeźdźców, którzy prawie rok w rok łupili podolskie kresy, zapędzając w jasyr cywilną ludność. Ale była i strona druga, mniej znana. Przez co najmniej ostatnie sto lat istnienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów Tatarzy stanowili jej istotny komponent. Nieznaczni pod względem liczebności, znacznie ważniejsi byli jako lojalni obrońcy naszego państwa – w specjalnie formowanych chorągwiach i pułkach tatarskich. W wojnie, ale także w pokoju okazywali się niejednokrotnie większymi patriotami niż ich katoliccy, szlacheccy sąsiedzi. Wyjaśnienie tego paradoksu jest stosunkowo proste: „nasi” Tatarzy to głównie uchodźcy z ziem zagarniętych przez Rosję, zatem wierność Polsce, przybranej ojczyźnie, która Rosji się opierała, była dla nich naczelną racją przetrwania.

Polska nagrodziła tę wierność, pozwalając im na zachowanie islamu. Pod chorągwiami Mahometa polscy Tatarzy bronili zatem katolickiej Polski, walcząc nie tylko z Rosją, lecz niejednokrotnie także z własnymi współwyznawcami, Tatarami Krymskimi.

Bo „Tatarzy” to pojęcie szerokie, obejmujące grupy, które w istocie niewiele czuły ze sobą wspólnego. Nawet „nasi” Tatarzy dzielili się na kilka odrębnych wspólnot. Ci z Wielkiego Księstwa Litewskiego mieszkali u nas najwcześniej, już od czasów księcia Witolda, brata Jagiełły. W XVI wieku pojawili się uchodźcy znad środkowej Wołgi, zagarniętej przez Iwana Groźnego. Tych nazywano u nas Lipkami, a nazwę tę pamiętamy z Pana Wołodyjowskiego. W XVIII stuleciu przybywali wreszcie emigranci z chanatu krymskiego, państwa, które jak Polska ulegało stopniowo Rosji – i jak Polska zostało przez Rosję ostatecznie wchłonięte.

Śmiało i roztropnie

22 maja 1792 roku Rosjanie przekroczyli granicę Polski, by na rozkaz carycy Katarzyny zniweczyć dorobek Konstytucji 3 maja. Jak odpowiedzieli na ten krok polscy Tatarzy, czytamy w ówczesnej gazecie: „waleczni ci żołnierze, zebrawszy się do swoich mołłów, czyli duchownych, zaprzysięgali na Alkoran bronić Króla, Ojczyzny i Ustawy Rządowej”.

Jednym z najwaleczniejszych był Józef Bielak, dowódca korpusu zwiadowczego złożonego z trzech pułków tatarskiej jazdy. Bielak odznaczył się męstwem i skutecznością już podczas konfederacji barskiej, potem zaś, pogodzony ze Stanisławem Augustem, dorobił się, jako pierwszy z „naszych” Tatarów, szlifów generalskich. Kampania 1792 roku to, mówiąc ogólnie, jeden ciąg bitew i potyczek, w których strona polska konsekwentnie się cofała. Ale tylko ułani Bielaka, wszędzie tam, gdzie walczyli, odnosili zwycięstwa,  dzięki śmiałym i jednocześnie przemyślanym wypadom na wroga.

Symbolem tej postawy może być obrona przeprawy przez Niemen pod Stołpcami, gdzie 10 czerwca polscy Tatarzy wysiekli w pień dwa pułki rosyjskich dragonów, dla niepoznaki pozwalając im sforsować rzekę, by następnie bezlitośnie wytępić na niekorzystnym dla napastników, bagiennym terenie. W kluczowym momencie bitwy Bielak, z setką najwierniejszych Tatarów,  jak pisze historyk wojny 1792,  „sam podniecony fatalizmem Wschodu, z głową schyloną, z szablą w ręku” uderzył na znacznie silniejszą kolumnę przeciwnika.

I tak było do końca kampanii. Żołnierze Bielaka, jako awangarda polskiej armii, ostatnim razem skutecznie odznaczyli się 24 lipca pod Brześciem. Następnego dnia Stanisław August zdradził obóz trzeciomajowy, przystępując do konfederacji targowickiej. Decyzja króla, formalnie głównodowodzącego, sparaliżowała naszą obronę. Walka była skończona.

Dowódca nie chciał zwycięstwa

Stanisław August Poniatowski w istocie rzeczy od samego początku, czyli właściwie już od maja 1791 roku, nie miał woli do przeprowadzenia koniecznych reform. 3 maja uległ energii obozu reformistycznego, jednak potem nie uczynił niczego, co by w istotny sposób pomogło zrealizować postanowienia Konstytucji. Jak wykazują dokumenty, przebadane przez historyka Jerzego Łojka, król przez cały czas zabiegał o porozumienie z Petersburgiem, chociaż musiał zdawać sobie sprawę, że uchwalenie Konstytucji stanowi dla Rosji casus belli, swoiste „wypowiedzenie wojny” przez Polskę. Rosja bowiem uważała się za gwaranta starej, słabej Rzeczypospolitej – tej, którą reprezentowali targowiczanie.

Do momentu wybuchu wojny jedynym obszarem królewskiej aktywności na militarnym polu była sprawa dwustu Tatarów, którzy wraz z rodzinami zbiegli do Polski z Krymu. Ludzie ci, doskonali żołnierze, wygnani przez rosyjską przemoc, aż palili się, by ramię w ramię z Polakami walczyć z szykującą się do najazdu carską armią. Król jednak przez całe dziewięć miesięcy zabiegał o to, by emigranci mogli powrócić „do ojczyzny”, czyli faktycznie do Krymu okupowanego przez Rosję. Skądinąd nieskutecznie, gdyż Petersburg w ogóle nie był zainteresowany przyjęciem z powrotem tych „buntowników”.

Królewska niemoc, realizowana z premedytacją, przenosiła się na brak woli zwycięstwa ze strony polowych dowódców i cywilnych decydentów. Dopiero po roku od uchwalenia Konstytucji, w maju 1792 roku, gdy już wiadomo było, że „Moskal stoi za progiem”, gotowy do uderzenia, sejm uchwalił utworzenie dwóch dodatkowych pułków tatarskich. Jeden z nich w ogóle nie powstał, drugi, jako że utworzony zbyt późno, praktycznie nie wziął udziału w kampanii.

Przypadek zmarnowania potencjału bojowego Tatarów, najbardziej walecznego elementu w polskiej armii, jest tylko częścią całej panoramy zaniedbań. O kolejnym, czyli o odrzuceniu planu utworzenia milicji mieszczańskiej, która w istotny sposób mogła wzmocnić polskie siły zbrojne w wojnie 1792 roku, można by napisać drugi artykuł. Jednak już chyba ten jeden przykład pokazuje, dlaczego tę wojnę przegraliśmy. I dlaczego, w ostatecznym efekcie, upadła przedrozbiorowa Polska.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 18/2026