Walka klasowa wymaga ofiar – oczywiście po stronie przeciwników. Ten dogmat stalinowskiego komunizmu reżim Czechosłowacji, po zdobyciu pełni władzy w 1948 roku, wypełniał skrupulatnie. Co jednak zrobić, gdy wróg – cóż za perfidia – jakoś nie kwapi się podnosić broń przeciw ustrojowi robotników i chłopów? Należy go wykreować. Najlepiej z grona przeciwników najbardziej, wręcz modelowo ideowych. A takimi byli katolicy południowych Moraw.
Wróg numer jeden: Kościół
Morawy, wschodnia część Czech, na tle całości kraju zawsze jawiły się jako ostoja katolicyzmu. Podczas gdy bliżej Pragi silniejszą pozycję miały w historii ruchy husyckie oraz, nieco później, protestantyzm, kraina morawska, mimo że również wyznaniowo niejednolita (bracia morawscy), to obszar, gdzie katolicy mieli zdecydowaną przewagę. Tę silną pozycję zachowali do dzisiaj, mimo że w ogólnej skali Czechy należą dziś do najbardziej zlaicyzowanych państw Europy. Szczególnie wyraźnie widać to na południe od Brna, morawskiej stolicy. Tam, na terenach gdzie już w IX wieku kwitło słowiańskie chrześcijaństwo, Kościół zdążył zapuścić najmocniejsze korzenie.
Zdawali sobie z tego sprawę komuniści, którzy z końcem lat 40. ubiegłego stulecia opanowywali, bez reszty, społeczeństwo Czechosłowacji. Niekomunistyczne partie udało im się dość szybko spacyfikować, podobnie było z rozmaitymi oddolnymi organizacjami jak miejskie towarzystwa czy wiejskie spółdzielnie. Jednak Kościół, z racji swojej wielkości, stabilności i duchowej siły, jawił im się jako wróg numer jeden – bo najtrudniejszy do wykorzenienia. Na przykład na takich Morawach, dla „postępowych” Prażan symbolu zacofania, jego „macki” sięgały właściwie wszędzie. W dużych miastach z katolicyzmem jawnie obnosili się studenci, po wioskach młodzi ludzie tłumnie garnęli się do katechizacji. To szczególnie komunistów denerwowało. Niech sobie stare baby klepią swoje różańce, ale młodzież? Ta musi należeć do nas!
Wizyta szkolnego kolegi
Złowieszczy wybór padł na wiejską parafię Rokytnice. To malowniczy zakątek 60 km na zachód od Brna, niedaleko austriackiej granicy. Proboszczem był tam Jan Bula, ksiądz młody, który zaledwie kilka lat wcześniej opuścił był seminarium. Ale już głośno było o nim w okolicy. Ksiądz Bula, jak mało który z pasterzy sąsiednich parafii, potrafił przyciągać do siebie młodzież. Jedno z zachowanych zdjęć pokazuje go, jak kroczy przez łąkę – zapewne do kapliczki na nabożeństwo – w albie i stule, uśmiechnięty, z naręczem polnych kwiatów w ręku, otoczony równie pogodnymi twarzami dwudziestolatków i dzieci.
Ta jego wina wystarczyła do wyroku. Gdzieś około stycznia 1951 roku do drzwi plebanii zapukał dawny kolega księdza z licealnej ławy. Ladislav Maly przedstawił mu się jako bojownik o wolną Czechosłowację. Jego podziemna grupa odbiła właśnie z więzienia arcybiskupa Pragi. Uwolniony Josef Beran przebywa w ukryciu i troszczy o zbawienie, ale nie ma przy sobie spowiednika. Bula, młody, apolityczny kapłan o nieskalanej opinii, doskonale się do tej roli nadawał.
Arcybiskup Beran zapewne lekko by się z tej nowiny zdziwił – przebywał bowiem nadal w mocno strzeżonym, izolowanym więzieniu, z którego komuniści wypuścili go dopiero w 1963 roku. Ksiądz Bula nie mógł o tym wiedzieć. Wieści z Pragi, ściśle cenzurowane przez propagandę, rzadko docierały do prowincjonalnej wiejskiej parafii. Miał więc prawo przyjąć za dobrą monetę opowieść dawnego szkolnego kolegi. Jednak coś w zachowaniu gościa mówiło mu, że powinien grzecznie odmówić. Tak też się stało: Maly opuścił parafię z kwitkiem.
Najpierw kara, potem „wina”
Nic mu to nie pomogło. W kilka tygodni po tamtej rozmowie ks. Jana Bulę aresztowała czeska bezpieka StB („estebacy”). Powód? Narada z groźnym dywersantem.
Czy Ladislav Maly był estebackim prowokatorem? Tego już się nie dowiemy. Ludziom, z którymi się stykał, rozpowiadał, że jest agentem wojskowego kontrwywiadu USA. Jaki tam był z niego tajny wywiadowca, przekonamy się za chwilę. Wszystko wskazuje na to, że był to człowiek psychicznie niezrównoważony. Zapewne szczerze komunistów nie znosił, dla nich samych był jednak świetnym materiałem do prowokacji. Tym bardziej, że za jednym zamachem aparat czerwonego terroru mógł tu złowić aż dwa „ptaszki” w sutannach.
2 lipca, w ponad dwa miesiące po aresztowaniu ks. Buli, Maly z trójką towarzyszy broni dokonał najścia na szkołę w niedalekiej wiosce Babice, gdzie komunistyczni aktywiści namawiali miejscowych do założenia kołchozu. Zastrzelono trzech, czwarty niebawem zmarł z ran. Pościg dopadł Malego następnego dnia, przywódca podziemnej grupy został zastrzelony. Nie był już potrzebny.
Propaganda natychmiast rozpętała niesłychaną hecę: oto zbrodnicze oblicze reakcji, która bez mrugnięcia okiem morduje najbardziej prawych promotorów postępu na czeskiej wsi! A duchowym przewodnikiem tych morderców jest niejaki ksiądz Jan Bula. Właściwie to jest ich dwóch. Rozzuchwaleni sukcesem komuniści przydali mu bowiem kompana w postaci babickiego proboszcza Václava Drboli. To nic, że w momencie zamachu również i on, od dwóch tygodni, przebywał w estebackiej celi. Kto by się takimi detalami przejmował, gdy w grę wchodzi wielkie kłamstwo?
Nowi patroni
To, co wiemy o ich ostatnich tygodniach, wiadomo głównie z dwóch pożegnalnych listów, jakie przed egzekucją pozwolono proboszczowi Rokytnicy napisać do rodziny. Zapewne były też i grypsy. Wiemy, że zarówno Bulę, jak i Drbolę torturowano, by zmusić ich do podpisania fałszywych oskarżeń. Żadnego nie udało się złamać. Z listów wyłania się też prawda o pewności obrania słusznej drogi oraz odwadze stawienia czoła wyzwaniu. Takiego wyboru dokonali obydwaj księża.
Ks. Drbolę stracono już 3 sierpnia 1951 roku, ks. Bula, po wyroku wydanym w listopadzie, został rozstrzelany 20 maja roku następnego. Miał 32 lata.
Obu kapłanów rehabilitowała w 1990 roku wyzwolona od komunizmu i jeszcze niepodzielona na dwa państwa Czechosłowacja. W 2004 roku, w ostatnich miesiącach pontyfikatu Jana Pawła II, rozpoczął się ich proces beatyfikacyjny. Sfinalizował go dopiero w październiku roku ubiegłego Leon XIV. 6 czerwca księża Jan Bula i Václav Drbola zostali wyniesieni na ołtarze. Proces beatyfikacyjny kard. Josefa Berana, rozpoczęty jeszcze w 1998 roku, nadal trwa.
Diecezja brneńska, której nowymi patronami są obecni błogosławieni, zainicjowała niedawno szereg wydarzeń ich upamiętniających. Pielgrzymki, drogi krzyżowe – to dla katolika rzecz normalna, o której być może nawet nie warto wspominać w publicystycznym tekście. Ale nie zapominajmy, że mówimy o Czechach, kraju uznawanym za jeden z najbardziej ateistycznych w i tak niezbyt pobożnej Europie. Czy to znak nowej wiosny Kościoła? Daj Boże!
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















