Parlament Europejski stanął po stronie prawdy o Wołyniu

Jeżeli tylko Bruksela jest w stanie nas pogodzić, trzymajmy się tej Brukseli. Może przynajmniej unijny przymus pojednania doprowadzi z czasem do otrzeźwienia umysłów i Ukraińców, i Polaków.
Czyta się kilka minut
Spotkanie prezydentów 19 grudnia 2025 roku. Była to ostatnia oficjalna wizyta Wołodymyra Zełenskiego w Polsce | fot. Wojciech Olkuśnik/East News
Spotkanie prezydentów 19 grudnia 2025 roku. Była to ostatnia oficjalna wizyta Wołodymyra Zełenskiego w Polsce | fot. Wojciech Olkuśnik/East News

Jako „niepotrzebną i niesprowokowaną eskalację, spowodowaną przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego” ocenił Parlament Europejski w swojej rezolucji nadanie przez niego jednostce sił zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”. Kwestia ta, jak stwierdza rezolucja, „jest delikatna i bolesna dla polskiego społeczeństwa, w kontekście szacowanej na wiele dziesiątków tysięcy liczby ofiar UPA i rodzin zabitych”. Wyczucie tego delikatnego aspektu zaniedbano „zwłaszcza w świetle niezachwianego wsparcia Polski dla Ukrainy w walce z rosyjską agresją". Ukraińska decyzja – konkluduje Parlament – „szkodzi stosunkom dobrosąsiedzkim”, a także „nie jest zgodna z wartościami europejskimi”.

Za rezolucją, w jej kompletnym kształcie, głosowało 460 europosłów, przeciwko było 136 (zostawmy tych 59, którzy się wstrzymali). Tutaj stwierdzić trzeba wyraźnie: uchwalono ją zdecydowaną przewagą głosujących. Można bez przesady powiedzieć, że jest to jednoznaczny i stanowczy głos Europy.

Piszący powyższe nie jest tzw. euroentuzjastą, nigdy też nie zachwycał się treścią rezolucji, obficie produkowanych przez Brukselę. Tym bardziej jednak chcę podkreślić, że jeśli rolą jakiegokolwiek parlamentu jest, jak mówi poeta, „odpowiednie dać rzeczy słowo”, rezolucja z 8 lipca wypełniła to zadanie znakomicie. I wreszcie te „wartości europejskie”... Praktyka działania Brukseli, jak dotąd, bynajmniej nie pomagała nam w zrozumieniu, czym one w istocie są. A kiedy je próbowano precyzować, ogarniała nas wręcz zgroza, jak wtedy, gdy opakowano nimi „prawo do aborcji”. Ale w przypadku ostatniej rezolucji mogę, obywatel UE, z czystym sumieniem potwierdzić: tak, właśnie tak rozumiem europejskie wartości. Tym razem bez żadnego cudzysłowu.

Brak tu logiki

W reakcji na odebranie prezydentowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego zrzekli się go, dobrowolnie i solidarnie, byli ukraińscy prezydenci: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko (Wiktor Janukowycz na szczęście Orła nie otrzymał, więc nie ma tu nic do powiedzenia). Juszczenko, który ma swoją heroiczną kartę w eposie walki o ukraińską podmiotowość, wystosował przy okazji list do Polaków. List, niepozbawiony akcentów przyjaznych, wręcz wzruszających, ma jednak tę podstawową wadę, że jest... mało mądry. Prezydent Nawrocki odbierając order, „zachował się nieodpowiedzialnie” – lecz, wedle tejże logiki, czy nie większą jeszcze nieodpowiedzialnością jest przyłączanie się do lawiny jego ostentacyjnego zwracania? Za co? Czyżby polski prezydent zamknął hub transportowy w Jasionce? Czy odebrał świadczenia socjalne ukraińskiej diasporze? Nic z tych rzeczy, on zareagował, w obszarze własnych kompetencji, na gest Zełenskiego, który boleśnie dotknął wszystkich Polaków. A przynajmniej dotknąć powinien.

Jeśli natomiast serio potraktować słowa ukraińskiego prezydenta, to przecież nic złego mu się nie stało. Żadna strata, bo Order Orła Białego to nieznacząca błyskotka, którą Polacy od wieków nadawali osobom tak podejrzanym, jak chociażby caryca Katarzyna, grabarz polskiej niepodległości. Dlatego wart był tylko tego, aby odesłać go zapakowany w pudełko, w jakim kurierzy zazwyczaj rozwożą po domach pizzę.

Panie prezydencie Zełenski, będziemy nadal współpracować, bo tak nakazuje nam racja stanu. Ale tego panu nie zapomnimy.

Puściły hamulce

Akcja oddawania orderów była tylko wisienką na torcie antypolskich emocji, które masowo wybuchły na Ukrainie po decyzji prezydenta Nawrockiego i reakcji na nią Kijowa. Skala i zła siła tych emocji jakby nas zaskoczyły. Już nie mówimy o wdzięczności, lecz skąd taka – aż taka – niewdzięczność? Gdybyśmy jednak uświadomili sobie, jak działają amplitudy społecznych nastrojów, przestalibyśmy się dziwić. A może nawet byśmy uznali, że inaczej być nie mogło.

Wyobraźmy sobie, że naszym sąsiadom spalił się dom. Przyjmujemy rodzinę pogorzelców z otwartymi ramionami. Pełna idylla. Ale lata mijają, dom nieodbudowany, sąsiedzi siedzą nam na karku, baby kłócą się w kuchni, bachory dokuczają... W takich momentach osoby nawet najbardziej cierpliwe zaczynają pokazywać sobie, zazwyczaj starannie ukryte, swoje świńskie ryje.

Autor tego tekstu z boleścią obserwował, jak jego liczni rodacy, mniej więcej od roku-dwóch, pokazują mieszkającym w Polsce Ukraińcom swoje świńskie ryje. Świadomie piszę tak ostro, bo to nie jest kwestia polityki państwa, lecz poziom magla. Niski, lecz występujący w masowej skali i przynoszący, niestety, masowe skutki. Także w polityce.

Trudno się spodziewać, aby taki oddolny przekaz z naszej strony, sączony ukraińskiej stronie tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc, nie wywołał w końcu reakcji odwrotnej. Ukraińcy nie różnią się przecież od innych narodów, i oni mają, lepiej lub gorzej ukrywany, swój świński ryj. Dotąd się hamowali. Sprawa z orderem wyzwoliła te złe emocje. Puściły hamulce.

Gdyby nie Nawrocki...

Czy to znaczy, że wszystkiemu winien jest prezydent Karol Nawrocki? Albo, jak chciałby premier Donald Tusk, winni są temu, na równi, obaj prezydenci? Nie, jest dokładnie tak, jak ujął to w swojej rezolucji Parlament Europejski: całej tej awanturze winien jest jeden prezydent: Wołodymyr Zełenski. Bo to on ją sprowokował, choć oczywiście paliwo tliło się już od dawna.

Ale właśnie dlatego, że tliło się od dawna, musiało znaleźć ujście. Takie czy inne. I lepiej, że stało się to przy okazji kontrowersji na temat UPA i Wołynia, niżby miało wybuchnąć, nie daj Boże, z racji kwestionowania naszej pomocy Ukrainie w jej walce z Rosją – wspólnym wrogiem Ukrainy i Europy. Bo też i wołyński upiór straszyłby bez końca, gdyby nie wyciągnięto go wreszcie na dzienne światło europejskiego salonu.

Między wiadomością o możliwości odebrania orderu przez prezydenta a jego faktycznym odebraniem minęło kilka tygodni. W tym czasie grono cwaniaków i kunktatorów, jakim jest lwia część naszej klasy politycznej, przyczaiło się i czekało: co zrobi prezydent? Doskonale wiedząc, że cokolwiek uczyni, i tak mu dowalimy. Karol Nawrocki w końcu order odebrał i wtedy nastąpiło, co miało nastąpić – połączony chór mądrali zaczął biadolenie: Co nam zrobiłeś, panie prezydencie!

Minęło kolejnych kilka tygodni i teraz już, na spokojnie, można powiedzieć: gdyby nie gest prezydenta RP – gest, który uruchomił falę jakże łatwej krytyki – nie byłoby rzeczonej rezolucji Parlamentu Europejskiego. Upiór Wołynia nadal straszyłby po nocach, nie wychodząc z podziemi. A zła krew, której – co stwierdzamy z niezmiennym ubolewaniem – uzbierało się dużo po obu stronach, polskiej i ukraińskiej, płynęłaby nadal i wzbierała, aż w końcu wytrysnęła. W innym, może nie tak bolesnym, lecz politycznie fatalnym w skutkach miejscu.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 29/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Parlament Europejski mówi moim głosem