Dawno już nie miałem wrażenia tak głębokiego rozdźwięku między nastrojami większości a racją stanu, jak w chwili, gdy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski postanowił nadać prestiżowej jednostce wojskowej honorowe miano „Bohaterów UPA”. Sytuacja ta w całej okazałości pokazała nie tylko trudne do pogodzenia różnice we wrażliwościach historycznych między naszymi krajami, ale też niezwykłe – czasami aż do granicy przesady i drażliwości – zanurzenie naszej polityki w historii.
Nie ma takiej wersji polskiej polityki pamięci, która jest w stanie przejść do porządku dziennego nad ludobójstwem wołyńskim, którego dokonały oddziały UPA-OUN. Możemy oczywiście dyskutować czy to jest spór polsko-ukraiński (bo wtedy nie istniało państwo ukraińskie), czy może sprawa dotyczy historii II RP (zarówno sprawcy, jak i ofiary, byli przecież obywatelami okupowanej przez III Rzeszę odrodzonej w 1918 roku Rzeczpospolitej Polskiej). Ale nie da się sprawy zignorować, nie da się powiedzieć, że nic się nie stało, albo że nic już nie trzeba robić. Nie, dziesiątki tysięcy naszych rodaków, starców, kobiet, dzieci, zostało zamordowanych i wrzuconych bez pogrzebu do ziemi. Zwykła chrześcijańska przyzwoitość nakazuje znaleźć ich ciała i dokonać religijnego pochówku. Tak więc przyznanie elitarnej jednostce wojska ukraińskiego – mimo iż dzielnie ona walczy z Rosją – nazwy „Bohaterów UPA” jest dla Polaków trudne do zaakceptowania.
Reakcje zaś na decyzję prezydenta Zełenskiego pokazują, że historia wcale nie została zamknięta na kartach podręczników czy w katedrach uniwersytetów. Nie, narodowa duma Polaków została naruszona i wszystkie liczby, od badań opinii społecznej, po analizy nastrojów w internecie, pokazywały, że Polacy domagali się stanowczej reakcji. To dlatego Konfederacja zażądała od Karola Nawrockiego odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego, polski prezydent poprosił o opinię Kapitułę Orderu, zaś Donald Tusk – choć początkowo od Nawrockiego się zdystansował, później przyznał, że reakcja polskiego prezydenta jest „zrozumiała”.
No i właśnie tu zaczyna się mój problem. Ponieważ opinia większości jest tutaj jasna, ale ja mam jednak wrażenie, że powaga polskiego państwa wymaga innej reakcji. Słusznie już bowiem zwracano uwagę, że nie odebrano najwyższych odznaczeń poprzedniemu prezydentowi Ukrainy, choć też honorował on bojowników UPA. Wówczas polski prezydent wyraził stanowczy sprzeciw. Ale ogólnonarodowy zryw, by odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego pokazuje niezwykłą drażliwość Polski i Polaków, pokazuje, że wrzucenie jakiegoś tematu historycznego to najprostszy sposób do tego, by podgrzać u nas emocje. Naprawdę uważam, że jesteśmy w stanie wyrazić swoje oburzenie na wiele różnych sposobów.
Ale tak długo, jak będziemy zdradzać pewien rys histerii, zamiast okazać swoją siłę, będziemy okazywali słabość. I może się okazać, że państwo zadziała z całą stanowczością, że prezydent odbierze swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi Orła Białego, że poprze go w tym premier. Ale wcale w ten sposób nie okażemy siły. Przeciwnie. A równocześnie rozpoczniemy eskalację sporu, który w takiej chwili grozi naszej racji stanu. Bo odebranie Orderu ukraińskiemu prezydentowi poza zaspokojeniem apetytu społecznego na zemstę za historyczną zniewagę, nie rozwiąże żadnego z problemów, które stoją między Polską a Ukrainą.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








