Czy prawica się żegna z racją stanu?

Nie wiem więc, co miał na myśli Czarnek, mówiąc o szerzącym się na Ukrainie nazizmie, wiem natomiast, że to samo od kilku lat powtarza putinowska propaganda. Wszak denazyfikacja miała być argumentem na rzecz rozpoczęcia w 2022 roku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Czyta się kilka minut
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Coś bardzo niepokojącego, moim zdaniem, zaczęło się dziać z polską prawicą. Swoisty wyścig na niechęć wobec Ukrainy, niebezpieczne zjawisko, o którym już wielokrotnie na tym miejscu pisałem, przybrał postać kandydata PiS na premiera, prof. Przemysława Czarnka, mówiącego, że Polska powinna zrobić wszystko, by Unia Europejska przestała wspierać Ukrainę, dopóki nie zmieni ona swej obecnej polityki, która jego zdaniem jest oparta na nazizmie i agresji wobec Polski.

Nie wiem, na czym miałaby polegać agresja wobec Polski, bo to, że oba kraje twardo stawiają sprawy we wzajemnych relacjach, chyba nie jest agresją. Trudno też uznać, że decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o przyznaniu jednej z elitarnych jednostek ukraińskiej armii miana „Bohaterów UPA”, gest dla Polski nie do zaakceptowania, to przejaw jakiejś stałej agresji. Profesorowi prawa, jakim jest poseł Czarnek, o nazizmie również niemądrych rzeczy mówić nie wypada. Owszem, banderyzm był jednym z ruchów nacjonalistycznych z XX wieku i czerpał inspiracje z innych nacjonalizmów – z włoskiego faszyzmu czy niemieckiego nazizmu. Ale równie absurdalne byłoby twierdzenie, że polscy przedwojenni nacjonaliści, działacze nacjonalistycznej prawicy, byli nazistami. Nie wszystko, co się nam nie podoba, jest nazizmem.

Nie wiem więc, co miał na myśli Czarnek, mówiąc o szerzącym się na Ukrainie nazizmie, wiem natomiast, że to samo od kilku lat powtarza putinowska propaganda. Wszak denazyfikacja miała być argumentem na rzecz rozpoczęcia w 2022 roku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.

Co gorsza, jak trafnie zauważył Jan Rokita, postulat przerwania zachodniej pomocy Ukrainie oznaczałby poddanie tego kraju Rosji. A racją stanu wszystkich poważnych polityków polskich od kilku dekad było wspieranie niepodległości naszych wschodnich sąsiadów – państw bałtyckich, ze szczególnym uwzględnieniem Litwy, a także Białorusi i Ukrainy, by odsunąć od siebie Rosję. I nawet obecna, zależna od Putina, Białoruś, próbująca prowadzić jakąś grę między Kremlem a Waszyngtonem i Brukselą, jest dla naszych fundamentalnych interesów lepsza niż Białoruś wcielona jako kolejne państwo związkowe Federacji Rosyjskiej. Z tego powodu nie musi nam się podobać polityka obecnych władz w Kijowie, możemy być wobec niej krytyczni, możemy domagać się prowadzenia przez Polskę bardziej asertywnej i bardziej podmiotowej polityki wobec Kijowa. Ale czerwoną linią jest wsparcie, a właściwie kroplówka, którą Europa Zachodnia podaje Ukrainie, by to państwo mogło funkcjonować i prowadzić działania obronne przeciw rosyjskiej agresji.

I w pierwszym odruchu prezes PiS Jarosław Kaczyński przyznał – we wpisie w serwisie X – że wsparcie dla walczącej Ukrainy to polska racja stanu, ale później rozpoczął wypychanie z partii Mateusza Morawieckiego, który akurat był współautorem – wraz z byłym prezydentem Andrzejem Dudą – słusznej polityki, by od pierwszych dni rosyjskiej agresji pomagać Ukrainie i angażować w tę pomoc państwa Zachodu. Dziś Morawiecki wcale aż tak jak wtedy proukraiński nie jest, czasami wydaje się wstydzić swego zaangażowania, ale czerwonej linii, jak Czarnek, nie przekroczył. I teraz, gdy piszę te słowa, nad PiS wisi widmo rozłamu. Ale nie dlatego, że Kaczyński chce rozliczyć Czarnka za jego ściganie się z Konfederacją na antyukraińską retorykę, ale dlatego, że postawił ultimatum Morawieckiemu i jego otoczeniu. To niepokojący kierunek.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2026