Anatomia internetowego linczu

Krytyka Barbary Mróz-Gorgoń wydaje się uzasadniona po tym, jak jej raport okazał się fuszerką. Hejt jednak to nie krytyka. A internet, jak mogliśmy zobaczyć w tym przypadku, nie zna miłosierdzia.
Czyta się kilka minut
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Gdy pod koniec lipca zobaczyłem konferencję prasową premiera Donalda Tuska, który ogłosił powołanie ministra do spraw wizerunku Polski, pomyślałem, że to dość dziwny pomysł. Postanowiłem ten temat bardziej zgłębić, ale już po wyjeździe nad rzekę, a potem w góry, gdzie planowałem wyjechać w sierpniu. Nim wróciłem do pracy na pełnych obrotach, okazało się, że – choć minęły zaledwie nieco ponad trzy tygodnie, nowa pani minister do spraw wizerunku Polski nie poradziła sobie z kryzysem wizerunku własnego i podała się do dymisji.

Dlaczego w ogóle zainteresowałem się sprawą na początku? Bo gdy premier przedstawił prof. Barbarę Mróz-Gorgoń na konferencji prasowej, zdałem sobie sprawę, że nigdy o niej wcześniej nie słyszałem. Nie jestem znawcą nauk o wizerunku, ale świat mediów, polityki, specjalistów od wizerunku często się przecinają. Nigdy wcześniej jednak na panią profesor się nie natknąłem. Nie mogłem sobie też przypomnieć marek, które wypromowała nowa pani minister, wobec czego pojawiło mi się w głowie podejrzenie, na pewno niesprawiedliwe i nieuczciwe, że prof. Mróz-Gorgoń odniosła sukces jeden: wypromowała markę własną tak skutecznie, że premier powierzył jej misję zbudowania strategii marki Polski. Ale zaraz zawstydziłem się tej myśli, bo to nie po chrześcijańsku od razu kogoś negatywnie oceniać.

Dałem więc pani minister szansę na wykazanie się, a sobie na zwolnienie tempa codziennej pracy. Nim jednak wróciłem do Warszawy, przez polską sieć przeszła burza, a pani minister Barbara Mróz-Gorgoń ogłosiła, że rezygnuje z zaszczytu, którym obdarzył ją premier. „Niewyobrażalna fala hejtu”, jak stwierdziła, uniemożliwia jej dalsze pełnienie funkcji.

Co się stało? Otóż, gdy ja odpoczywałem, inni dziennikarze a także internauci, przyglądnęli się powstałemu przed rokiem raportowi pani profesor – zamówionemu przez ministerstwo sportu i turystyki, któremu podlegają instytucje zajmujące się promowaniem Polski – pod tytułem Polaków portret własny. Według analiz wielu użytkowników sieci, ale też profesjonalnych fact-checkerów z tradycyjnych mediów, dokument, za który państwo zapłaciło niemal 200 tys. złotych, był zwykłą fuszerką. Miało się w nim roić od błędów rzeczowych, niekiedy bardzo oczywistych, dla każdego, kto by go starannie przeczytał przed publikacją (jak choćby twierdzenie o położeniu Katowic w północnym centrum kraju), a także wywołało podejrzenia o to, że został wygenerowany, lub przy jego powstaniu istotną rolę odegrała sztuczna inteligencja.

I wtedy w sieci rozpętała się burza. Panią minister zaczęto lustrować, obrażać, pomawiać o najrozmaitsze winy i grzechy. Dymisja nie zatrzymała tej burzy. Dziesiątki, setki, tysiące użytkowników wyżywało się na Barbarze Mróz-Gorgoń.

A mi zrobiło się jej żal. Może nie nadawała się na pełnioną funkcję. Nie potrafiła sobie poradzić z kryzysem, który wybuchł wokół jej własnego wizerunku. Ale czy zasłużyła na aż taki hejt? To chyba cecha dzisiejszego internetu – w nim nie ma miejsca na wybaczenie. Tu wyroki zapadają bez sądu i są wykonywane z całym okrucieństwem. A życie osoby, która internetowi podpadnie, zmienia się w piekło. Mało to chrześcijańskie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2026