Kolos z Rodos, posągi Memnona, Wielki Sfinks… Monumentalne rzeźby starożytności nie były jedynie dziełami sztuki. Ich ogrom miał przede wszystkim budzić podziw, respekt, a niekiedy także lęk. Posągi bogów i władców ukazywały potęgę sił nadprzyrodzonych oraz ziemskiej władzy. Umieszczane przy świątyniach, grobowcach czy wejściach do miast stawały się częścią przestrzeni publicznej i religijnej, przypominając mieszkańcom o porządku, któremu podlegali. Ich rozmiar miał znaczenie symboliczne: człowiek stojący przed kilkunastometrową figurą miał poczuć własną małość wobec boga, faraona czy imperium. I tak kolos Ramzesa II w Abu Simbel podkreślał boski status faraona, Kolos Rodyjski, przedstawiający boga Heliosa, był zarazem symbolem potęgi miasta. Monumentalne rzeźby pełniły więc funkcję religijną, polityczną i propagandową. Były nie tylko przedstawieniami postaci, lecz także narzędziem kształtowania zbiorowej wyobraźni – miały sprawiać, by potęga władcy lub boga stawała się dla odbiorcy niemal fizycznie odczuwalna.
Wielka inkulturacja
Jak to zwykle bywa – nasze chrześcijańskie przedstawienia religijne w skali „big" to przeniesienie kulturowe ze starożytności. Co więcej, często były to adaptacje: świątyń, rzeźb, przedmiotów do chrześcijańskiego kultu. W miarę rozwoju chrześcijaństwa i tworzenia się christianitas powstawały coraz większe kościoły, katedry, klasztory, górujące nad krajobrazem i przypominające o potędze Kościoła. Jak wiemy, niektóre miasta wprowadzały prawa zakazujące budowania budynków wyższych niż miejscowa fara czy katedra, choćby dominowała ona nad ratuszem. Gigantyczne figury Chrystusa i Maryi w znanej nam dziś formie są przede wszystkim zjawiskiem nowoczesnym, głównie XX- i XXI-wiecznym. Wcześniej oczywiście powstawały monumentalne przedstawienia religijne, ale zwykle były to rzeźby związane ze świątyniami, a nie samodzielne, ogromne figury dominujące nad całym miastem czy krajobrazem. Trochę trudno dziś określić, od ilu metrów zaczyna się monumentalność, ale pomocna może będzie intencja budowania. Tak było z figurą Our Lady of Lebanon w Harissie (Liban). To 8,5-metrowa figura Maryi na 20-metrowym cokole. Powstała z inicjatywy maronickiego patriarchatu jako uczczenie 50. rocznicy ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Maryja wyciąga ręce w kierunku Bejrutu, a samo sanktuarium Matki Bożej Pani Libanu przyciąga miliony wiernych chrześcijan, druzów i muzułmanów z całego świata. W zeszłym roku był w nim papież Leon XIV, a Jan Paweł II odwiedził je w 1997 roku. Najbardziej znany z tej grupy Chrystus z Rio powstał w 1931 roku i miał być symbolem chrześcijaństwa i miasta. Kolejne powstały już po II wojnie światowej. W Kolumbii – 26-metrowy monument Chrystusa Króla, którego religijna symbolika łączyła się z pamięcią o zakończeniu wojny tysiąca dni. Był więc także pomnikiem pojednania i pokoju. Również przedstawienie Jezusa jako Króla w 1959 roku stanęło w Almadzie w Portugalii jako wotum za uchronienie tego kraju przed udziałem w II wojnie światowej. W latach 90. XX wieku Kolumbia pozazdrościła Chrystusa z Rio i zbudowała 33-metrowy pomnik na nim wzorowany. Ciekawą historię ma o metr mniejsza figura z Vũng Tàu z Wietnamu. Powstała ona w kraju komunistycznym, a budowę rozpoczęto już w 1974 roku, ostatecznie ukończona została dopiero po 20 latach. Jak widać, zjawisko budowania wielkich pomników religijnych nie jest takie znowu częste, ale właściwie poszczególne figury okalają świat. Tym bardziej, że już w XXI wieku dołączyły do nich Matka Boża z Haskova w Bułgarii, na cześć patronki miasta (2003), Chrystus ze Świebodzina (2010) kolejna Maryja na Filipinach w Batangas (2021) i Chrystus z Encantado (2022), znów w Brazylii. Starożytni mogliby nam bardzo pozazdrościć takiego rozmachu, nasze kolosy nie są jednak wznoszone ze strachu bądź by pokazać dominację.
Niech zobaczą
Gigantyczne figury religijne nie są wyłącznie domeną chrześcijaństwa. W Indiach powstają monumentalne wizerunki hinduistycznych bóstw – Śiwy, Hanumana czy Ramy. Statue of Belief w Nathdwarze ma 112 m i należy do najwyższych posągów religijnych na świecie. Równie imponujące są współczesne monumenty buddyjskie. W Indiach planowana jest 152-metrowa figura Buddy Maitrei, która ma stać się częścią centrum pielgrzymkowego i ośrodka działalności edukacyjnej oraz społecznej. W Mongolii z kolei projektowany jest 54-metrowy Maitreya, któremu ma towarzyszyć ogromna stupa.
Wielkie figury Chrystusa i Maryi są czymś więcej niż monumentalnymi rzeźbami. Ich fenomen ma wymiar religijny, społeczny i antropologiczny. Powstają z potrzeby uczynienia wiary widzialną, bo ogromna postać górująca nad miastem czy krajobrazem staje się znakiem obecności sacrum w codziennym świecie. Często fundują je wierni, lokalne społeczności, Kościół, samorządy albo zamożni prywatni darczyńcy. Pieniądze pochodzą ze zbiórek społecznych, darowizn lub prywatnych fortun. Motywacje są różne: wdzięczność, wotum, upamiętnienie wydarzeń, kult patrona miasta, potrzeba stworzenia miejsca pielgrzymkowego, ale także chęć promocji regionu i przyciągnięcia turystów. Człowiek od tysięcy lat wznosił monumenty, by wyrazić potęgę bogów, wspólnoty czy własnych wartości. Współczesny Chrystus lub Maryja wypełniają tę funkcję inną treścią: mają być widoczni z daleka, trwać dłużej niż pojedyncze pokolenie i nadawać sens przestrzeni. Paradoksalnie więc te bardzo nowoczesne konstrukcje odwołują się do jednej z najstarszych ludzkich potrzeb: pozostawienia po sobie trwałego znaku i oswojenia świata poprzez nadanie mu wymiaru sacrum. Można spojrzeć na te realizacje przez koncepcję Mircei Eliadego i jego pojęcie axis mundi – „osi świata”. Według religioznawcy człowiek religijny potrzebuje w przestrzeni punktu, który wyznacza centrum, łączy ziemię z niebem i porządkuje otaczający chaos. Góra, świątynia, wieża czy drzewo mogą symbolizować taką oś. Współczesny gigantyczny Chrystus lub Maryja przejmują podobną funkcję: dominują nad horyzontem, organizują przestrzeń i stają się jej symbolicznym centrum. Antropologicznie powtarzają więc bardzo stary gest: człowiek wznosi coś, co przekracza jego własną skalę, aby zaznaczyć obecność sacrum, zakorzenić wspólnotę w konkretnym miejscu i nadać mu szczególne znaczenie. To, co jednak charakteryzuje nasze chrześcijańskie przedstawienia, opiera się na wdzięczności, a więc bliskiej relacji z tymi, którzy przedstawieni są na monumentach. Paradoksalnie – tak odległe w przestrzeni postacie są nam szczególnie bliskie. Z różnych powodów chcemy im dziękować i potwierdzać naszą więź z nimi.
Pomnik wdzięczności
Na polskiej mapie religijnych monumentów pojawił się właśnie nowy rekordzista. W niewielkim Konotopiu koło Torunia ukończono budowę figury Matki Boskiej Miłosiernej o wysokości 55,6 m. Sama figura ma ponad 40 m, a 15-metrowy cokół przybrał kształt korony z tarasem widokowym. 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, monument został uroczyście poświęcony przez ordynariusza diecezji włocławskiej Krzysztofa Wętkowskiego. Konotopie to zresztą od lat miejsce szczególnego kultu Matki Bożej Bolesnej, która ma tam swoje sanktuarium. Najbardziej niezwykły jest jednak nie rozmiar figury, lecz sposób finansowania. Za inwestycją stoją prywatni fundatorzy – przedsiębiorca Roman Karkosik i jego żona Grażyna. Według relacji niemieckiej agencji DPA Karkosik mówił o wdzięczności wobec Maryi jako motywie powstania monumentu. Koszt budowy szacowany jest przez branżowe źródła na około 23 mln euro. Sami fundatorzy niewiele mówią w mediach tak o swoich biznesach, jak i o tej inicjatywie. W lakonicznym komunikacie miliarderzy podkreślają tylko, że jest to pomnik ich wdzięczności Matce Bożej. Mieszkańcy miejscowości twierdzą, że fundatorzy będą mogli widzieć figurę z oddalonej o kilka kilometrów posiadłości. Złośliwi wypominają rok 2018, w którym zapadł prawomocny wyrok dotyczący sprawy z 2013 roku, kiedy jakoby małżeństwo dopuściło się manipulacji giełdowej. Jednak i o tym jest ta historia, że słaby człowiek może w jakiś sposób oddać cześć Matce Bożej czy Chrystusowi.
Konotopie błyskawicznie przyciągnęło uwagę także poza Polską. O budowie pisały i publikowały materiały m.in. Reuters, Euronews oraz niemieckie media. Zagraniczni dziennikarze zwracają uwagę zarówno na rozmach przedsięwzięcia, jak i na jego potencjał pielgrzymkowy i turystyczny. W Polsce reakcje są bardziej ambiwalentne: obok zachwytu i dumy pojawiają się pytania o sens wydania tak ogromnych pieniędzy na religijny monument. Sami odwiedzający i okoliczni mieszkańcy mówią jednak o wzruszeniu i ogromnym wrażeniu, jakie robi skala oraz otoczenie figury. Trzeba jednak przyznać, że wdzięczność fundatorów jest ogromna, a publiczna forma jej wyrażenia sprawia, że i my możemy się w nią włączyć.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.











