Na swojej konwencji programowej Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło nowy pomysł. Partia będzie się teraz domagać deportacji Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie mają w Polsce legalnej pracy. Co budzi ciekawość, pomysł został skrytykowany przez polityków z prawej strony. Stanisław Żaryn, który był najbliższym współpracownikiem Mariusza Kamińskiego jako ministra koordynatora służb specjalnych, stwierdził, że to niewykonalne. Dziś można deportować wyłącznie osoby, które popełniły jakieś przestępstwo albo naruszyły porządek publiczny. „Zapowiedź deportowania pozostających bez legalnej pracy Ukraińców w wieku poborowym budzi poważne wątpliwości. Będziemy urządzać łapanki na ulicach czy zaprosimy ukraińskie siły poborowe do Polski? Trochę brzmi to jak licytacja na antyukraińskość” – napisał Żaryn. Pomysł skrytykował też Krzysztof Bosak z Konfederacji, który stwierdził, że to decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości doprowadziły do tego, że Ukraińcy mają takie same prawa jak Polacy, przez co nie podstaw do ich deportacji w obecnym porządku prawnym. I dołączył długą listę żalów wobec PiS-u za to, że wbrew retoryce to właśnie za rządów Zjednoczonej Prawicy do Polski przyjechały pracować setki tysięcy przybyszów m.in. z Azji.
Po co jednak PiS zgłosił ten pomysł? Banałem było stwierdzenie, że chodzi tu o przelicytowanie Konfederacji w retoryce antyukraińskiej i wykorzystywanie nastrojów niechętnych niekontrolowanej migracji. Co ciekawe, odpierając zarzut, że to nakręcanie antyukraińskich emocji, jeden z posłów PiS zaprzeczał, przekonując, że jest wręcz przeciwnie, że chodzi o to, by właśnie te emocje tonować, a Polacy się irytują, widząc młodych Ukraińców dobrze bawiących się w Polsce, gdy mogliby walczyć na froncie za swój kraj. Niestety jest dokładnie odwrotnie. Im więcej będzie gestów polityków wymierzonych w Ukraińców, tym większe będzie społeczne przyzwolenie na niechęć wobec Ukraińców. Odwołując się do skrajnego przykładu – po wprowadzeniu w III Rzeszy ustaw norymberskich antysemityzm wcale nie opadł. Na tym polega właśnie ryzyko gry na negatywnych emocjach.
Jeśli posługujemy się w polityce niechęcią, lękami, ksenofobią, to te emocje wzmacniamy, przez co lęku jest więcej, a nie mniej. Już pisałem tu kiedyś, że polityka populistyczna tym różni się od odpowiedzialnej, że odpowiedzialni politycy rozwiązują problemy, by społeczeństwo nie musiało się bać. Dla populistów jednak lęki są chlebem powszednim. Oni wcale nie chcą problemów rozwiązywać, oni chcą je podsycać, bo dzięki temu ludzie słuchają polityków populistycznych. Dobrze to widać w Wielkiej Brytanii. Dziesięć lat temu w referendum wygrała propozycja brexitu, właśnie z powodu niechęci do niekontrolowanej migracji. Po dziesięciu latach do głosu dochodzą coraz bardziej radykalni politycy, którzy obiecują, że dopiero oni uporają się z migracją, z którą nie dały sobie rady ani rządy z lewicy, ani z prawicy.
Warto dodać, że pomysł deportacji Ukraińców, którzy nie pracują, może wystraszyć tych, którzy tu mają pracę. Jeśli więcej można zarobić, pracując w Niemczech, a nie ma obawy, że przy jakiejś nieoczekiwanej odmianie losu, gdy splajtuje firma, w której się pracuje, albo gdy postanowi zredukować zatrudnienie nie z winy pracowników, ukraiński pracownik zostanie deportowany do swojego kraju. Po co zatem ryzykować mieszkanie w Polsce? Wypychając z naszego kraju Ukraińców, szkodzimy sobie sami. Dość powiedzieć, że Ukraińcy są odpowiedzialni za kilka procent wzrostu naszego PKB. Jeśli oni wyjadą, trzeba będzie do pewnych prac zatrudniać pracowników z Azji lub jeszcze odleglejszych miejsc świata. Czy tego rzeczywiście chce prawica?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








