Z pewnością gdy czytelnicy wezmą do ręki to wydanie „Przewodnika Katolickiego”, będzie już wiadomo, co wydarzyło się w Trybunale Konstytucyjnym po 16 września, czyli po zakończeniu kadencji sędziego Justyna Piskorskiego, którego zastąpić miał bliski współpracownik premiera Donalda Tuska, Maciej Berek. Sejm wybrał go na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ale Kancelaria Prezydenta Karola Nawrockiego zaczęła mnożyć wątpliwości dotyczące jego zaprzysiężenia.
Przyznam, że mam bardzo mieszane uczucia odnośnie do tego, co się dzieje. Gdy Bartosz Arłukowicz z Koalicji Obywatelskiej mówi, że Berek ma kopniakiem wyważyć drzwi do TK i zrobić tam porządek, mam wrażenie, że całe nasze życie publiczne zmieni się zaraz w jakąś bójkę na wiejskim weselu. Przecież sam krytykowałem nie raz Prawo i Sprawiedliwość za to, że niszczyło instytucje. Choć konserwatyzm polega na tym, że się szanuje zwyczaje i wzmacnia państwo oraz instytucje, PiS działał dokładnie na odwrót, kolejne instytucje paraliżując. Z konserwatyzmem ani myślą propaństwową nie miało to wiele wspólnego. Koalicja Obywatelska robi dziś podobnie, a przecież przekonywała, że będzie właśnie ład instytucjonalny przywracać.
Ale równocześnie trudno mi zaakceptować sytuację, w której prezydent Karol Nawrocki przyznaje sobie arbitralne prawo, by stwierdzać, kto może zostać sędzią TK, a kto nie. Gdy wiosną Sejm powołał sześciu prawników na stanowisko sędziów Trybunału, prezydent Nawrocki przyjął przysięgę od dwóch, czterech pozostawiając w jakimś instytucjonalnym zawieszeniu. Żaden z przepisów nie dawał mu prawa do dokonania takiego arbitralnego wyboru. Dlatego żadne tłumaczenia nie przekonają mnie teraz, że są jakieś merytoryczne przesłanki do nieprzyjmowania przysięgi od Macieja Berka. Nie jest rolą prezydenta prześwietlanie przeszłości osób wybranych na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Wyboru dokonuje Sejm i jeśli nie zachodzą nadzwyczajne okoliczności (choćby dokonanie przez osobę wybraną jakiejś ciężkiej zbrodni, o której Sejm nie wiedział), prezydent nie może sobie uzurpować prerogatyw, których nie daje mu konstytucja.
I warto powtórzyć, że nawet jeśli pojawiły się pytania o to, czy Maciej Berek ma wystarczający staż pracy w zawodzie prawniczym, to wcześniejszymi decyzjami o nieprzyjmowaniu przysięgi przez czterech poprawnie wybranych sędziów TK Karol Nawrocki dowiódł, że nadużywa swojego stanowiska i postępuje wbrew temu, co zapisano w konstytucji. Jego intencje są polityczne, a nie merytoryczne. Gdyby wszystkich dotychczas wybranych przez Sejm zaprosił na złożenie ślubowania w jego obecności, a tylko wobec Berka miałby wątpliwości, byłaby to zupełnie inna sytuacja niż ta, w której byliśmy w chwili, gdy pisałem ten tekst. Prezydent jednak przyjął przysięgę w sumie od trzech sędziów, ale od pięciu przyjąć nie chciał.
Dlatego trudno być w tej sytuacji optymistą. Trudno po prostu uznać, że idzie ku dobremu. Podobnie jak w przypadku sporu o ambasadorów, trwa klincz między dwoma obozami władzy, a państwo pada w tej sytuacji ofiarą. I tak Trybunał Konstytucyjny stał się polem walki.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.








