Premier Donald Tusk ujawnił na posiedzeniu Sejmu, że kluczowy świadek zeznał o przelewie pół miliona złotych na rzecz fundacji Zbigniewa Ziobry. Chodzi o pieniądze w kilku transzach, które wpłynęły między październikiem a listopadem zeszłego roku z konta kancelarii adwokackiej Przemysława Krala, szefa giełdy kryptowalut Zondacrypto, do Fundacji Instytut Polski Suwerennej.
Mamy więc sytuację, w której były minister sprawiedliwości, budujący całą swoją karierę na przekonywaniu, że jest bezwzględnym szeryfem walczącym z przestępczością, przyjmuje pół miliona złotych od człowieka, którego giełda krytpowalut wkrótce upadnie, pozostawiając tysiące klientów bez oszczędności, i który właśnie dostaje status świadka koronnego w śledztwie, które ma wyjaśnić coś, co – w zgodnej opinii opozycji, jak i koalicji – ma być największą aferą finansową ostatnich lat. Taki przelew od człowieka zamieszanego w poważną aferę finansową wydaje się więc czymś zdumiewającym.
Ktoś może powiedzieć, że to wszystko jest nieprawda, że to tylko atak polityczny na Ziobrę i Tuskowi nie można ufać. Rzeczywiście premier zrobił rzecz kontrowersyjną – z mównicy sejmowej ujawnił akta prokuratorskiego śledztwa. Problem w tym, że zrobił to, opierając się na budzącym wiele sprzeciwów przepisie, który do ustawy o prokuraturze wprowadził… Zbigniew Ziobro. Dawał on prokuratorowi generalnemu prawo ujawniania opinii publicznej informacji ze śledztwa bez ryzyka odpowiedzialności karnej. Dziś prawnicy spierają się, czy premier miał prawo to zrobić – ustawa mówi o prokuratorze generalnym lub uprawnionym przez niego prokuratorze, a nie o premierze – ale nie zmienia to faktu, że premier wykorzystał przepis, który wówczas krytykowała jego partia, Platforma Obywatelska.
Problem w tym, że sam Ziobro przyznał, że pieniądze od Krala przyjął, mało tego, później wydał, ponieważ Jarosław Kaczyński nie chciał podzielić się subwencją budżetową, którą dostaje po wyborach, w których wspólnie startował PiS i ludzie Ziobry. Były minister tłumaczył, że Kral nie chciał nic w zamian za obiecane pieniądze (według zeznań cytowanych przez Tuska, chodziło o 2 miliony złotych, z czego przelano tylko pół), a przyjmując darowiznę, nie wiedział o wątpliwościach prawnych związanych z Kralem i Zondacrypto.
Tyle że pierwszy materiał o wątpliwościach w sprawie tej giełdy i jej szefa Przemysława Krala, a także o tajemniczym zaginięciu założyciela giełdy BitBay, zamienionej później na Zondacrytpto, pojawił się w telewizji TVN jesienią 2024 roku. Wystarczyła więc wiedza z mediów, by zapaliła się czerwona lampka, by postawić pytanie, dlaczego do Zbigniewa Ziobry przyszedł dobry wujek i postanowił obsypać go milionami złotych. Naprawdę więc trudno tłumaczenie, że Ziobro nie wiedział, kto postanowił przelać mu pół miliona złotych, wziąć za dobrą monetę.
Tak więc mamy do czynienia z bardzo poważnym ciosem w reputację tego polityka. Oczywiście dla jego przeciwników będzie to duży prezent i powód do ataków. Ale chyba i jego zwolennicy dziś nie mają się najlepiej. Można bowiem przekonywać, że nie wie się, czym są kryptowaluty, ale nie sposób przejść do porządku dziennego nad przyjmowaniem pieniędzy od kogoś, kto wpada w prawne kłopoty.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.







