Kryptoafera

Tysiące poszkodowanych, straty liczone w miliardach złotych, mafijne powiązania, luksusowe prezenty i polityczne salony. Jak doszło do afery Zondacrypto?
Czyta się kilka minut
Siedziba Polskiego Komitetu Olimpijskiego po usunięciu reklamy firmy Zondacrypto, 1 maja 2026 r. Od 2025 firma była głównym sponsorem PKOl i miała prawa do wykorzystania wizerunku polskich olimpijczyków | Fot. Wojciech Olkuśnik/East News
Siedziba Polskiego Komitetu Olimpijskiego po usunięciu reklamy firmy Zondacrypto, 1 maja 2026 r. Od 2025 firma była głównym sponsorem PKOl i miała prawa do wykorzystania wizerunku polskich olimpijczyków | Fot. Wojciech Olkuśnik/East News

Pod koniec 2022 roku upadła jedna z największych giełd kryptowalut FTX. Platforma założona przez amerykańskiego przedsiębiorcę Sama Bankmana-Frieda w pewnym momencie była wyceniana na 32 mld dolarów, ale okazało się, że nie dysponuje środkami na wypłaty środków zgromadzonych przez użytkowników. W wyniku śledztwa okazało się, że w kasie spółki brakuje nawet 8 mld dolarów. Bankman-Fried został szybko aresztowany, ale pozwolono mu wyjść za rekordową kaucją wysokości 250 mln dolarów pod warunkiem nieopuszczania domu rodziców. Do więzienia jednak trafił i to aż na 25 lat, gdyż w 2026 roku przegrał swoją apelację, chociaż znaczną część zaginionych aktywów udało się odzyskać. Upadek giełdy FTX był jednym z największych skandali finansowych w Stanach Zjednoczonych i najgłośniejszym do tej pory przekrętem z wykorzystaniem kryptowalut na świecie. W Polsce nie był on szczególnie szeroko omawiany, ale Polacy nie gęsi, więc swoją giełdę FTX również mają. Nazywa się Zondacrypto, a jej upadłość ogłosił pod koniec sierpnia sąd w Estonii.

Z Piekar Śląskich na salony

Kryptowaluty to rodzaj pieniądza cyfrowego, opartego na technologii blockchain (łańcuch bloków). To kryptograficzna technologia uniemożliwiająca modyfikację danych w łańcuchu bez jego rozerwania i utrudniająca dojście do zawartych w nim informacji źródłowych. Dzięki temu kryptowaluty szybko stały się bardzo popularnym środkiem płatniczym w działalności przestępczej, chociaż pierwotnie stały za nimi w teorii zacne wartości, takie jak wolność przed opresją państwa czy prawo do prywatności. Płaci się nimi za większe dostawy narkotyków, kupuje broń czy nawet dokonuje opłat za zabójstwa na zlecenie. Kryptowaluty królują również w darknecie, czyli fragmencie sieci zasadniczo pozostającym poza kontrolą służb i organów ścigania. Oczywiście większość użytkowników cyfrowych pieniędzy nie para się działalnością przestępczą. Zostali skuszeni perspektywą wysokich zysków w krótkim czasie, gdyż kursy poszczególnych e-walut zmieniają się znacznie szybciej niż tradycyjnych aktywów kapitałowych. Jest to jednak niezwykle ryzykowna forma inwestycji, gdyż tym samym można na niej dużo stracić w krótkim czasie.

Pieniądze oparte na technologii blockchain szybko dotarły również do Polski, gdzie padły na żyzny grunt stworzony przez tradycyjną nieufność do państwa i stosunkowo wysoki poziom rozwoju technologii informatycznych. Setki tysięcy ludzi zaczęły inwestować w bitcoiny i ethereum, czyli najpopularniejsze na świecie kryptowaluty. Ich rodzajów jest jednak bez liku (własną walutę cyfrową wyemitował chociażby Donald Trump, nazywając ją oczywiście MAGA). Rosnąca popularność tych aktywów sprawiła, że stały się one bardzo atrakcyjne dla różnego rodzaju oszustów i malwersantów, gdyż z powodu użytej technologii znacznie trudniej jest dokonać realnej oceny kapitału zgromadzonego przez polecaną platformę lub fundusz inwestycyjny. Audytorzy często nie radzą sobie nawet z kontrolą tradycyjnych piramid finansowych, czego przykładem chociażby niesławne Amber Gold, które posiadało nie tylko dziesiątki placówek w prestiżowych miejscach, ale nawet własną linię lotniczą. Tymczasem kryptowaluty zostały stworzone właśnie w celu ukrycia ich przed czujnym okiem inspekcji i służb.

Historia polskiej Zondacrypto zaczęła się już w 2014 roku, gdy pochodzący z robotniczej rodziny ze Śląska Sylwester Suszek założył platformę BitBay. Już kilka lat później platforma zaczęła przynosić milionowe zyski, a jej aktywa wzrosły do kilkudziesięciu milionów złotych. Chociaż już wtedy można było przypuszczać, że za projektem Suszka może stać jakaś przestępcza fortuna, a młody przedsiębiorca jest tylko tzw. słupem, to spółka funkcjonowała bez większych przeszkód. W 2017 roku Suszek opublikował nawet list otwarty do ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego, w którym postulował zapewnienie kryptowalutom odpowiednich regulacji, gdyż polski sektor bankowy odmawia współpracy – np. zakładania rachunków – z firmami z branży. Nie przyniosło to specjalnego efektu, a rok później Komisja Nadzoru Finansowego wciągnęła BitBay na listę ostrzeżeń.

Nieoczekiwana zamiana miejsc

W związku z powoli gęstniejącą wokół BitBay atmosferą Suszek przenosi spółkę do Estonii. Operatorem zostaje spółka BB Trade Estonia. Równocześnie większość aktywów podmiotu zostanie przeniesiona ze środków pieniężnych do innych aktywów finansowych. W 2020 roku program „Superwizjer” TVN ujawnia informacje, według których za platformą mogą stać dwaj mężczyźni z kryminalną przeszłością, którzy dorobili się m.in. na wyłudzaniu VAT. Dwaj dziennikarze podczas prac nad materiałem byli zastraszani, a także próbowano ich przekupić kwotą miliona złotych, o czym poinformowali w swoich mediach społecznościowych. Gdy uciszenie autorów programu się nie udaje, Suszek zostaje odsunięty od bezpośredniego zarządzania spółką, a kierownictwo trafia w ręce jej prawnika, Przemysława Krala. W tym samym okresie zostaje również zmieniona nazwa z BitBay na Zonda, a następnie Zondacrypto. Założyciel firmy nie jest jednak tym ukontentowany i zgłasza pretensje do nowego prezesa. Tego pierwszego udaje się uciszyć. W 2022 roku Suszek udaje się na spotkanie z Marianem W. w należącej do niego bazie paliwowej w zagłębiowskiej Czeladzi i od tamtej pory nikt już go nie widział. Zostało po nim tylko zaparkowane pod stacją Ferrari. Sam W. jest oskarżony o wystawianie fikcyjnych faktur w celu wyłudzenia VAT, co następnie zasilało Zondę. Według doniesień medialnych Suszek został odsunięty od zarządzania firmą po spotkaniu W. z gangsterami powiązanymi ze środowiskiem pseudokibiców (m.in. Wisły Kraków i Zagłębia Sosnowiec) w Krakowie.

Nowy prezes intensywnie inwestuje w marketing, by poprawić wizerunek firmy, wokół której narasta coraz więcej ogromnych kontrowersji. Bardzo szybko kieruje swoje zainteresowanie w stronę sportu zawodowego, w którym o źródło pieniędzy specjalnie się nie pyta, a kluby i sami zawodnicy są sponsorowani przez wiele bardzo wątpliwych podmiotów. Różnej maści przestępcy mają długą tradycję inwestowania w sport zawodowy, żeby wymienić tylko Camorrę finansującą piłkarzy Napoli. Poza tym kluby są sponsorowane przez podmioty związane z branżą hazardową, a przed 2022 rokiem nawet przez spółki energetyczne z Rosji. Giełda kryptowalut na koszulkach nie jest więc niczym dziwnym. Zondacrypto zaczęła sponsorować naprawdę wielkie firmy, m.in. słynny włoski klub piłkarski Juventus Turyn oraz lożę VIP na stadionie AS Monaco, dzięki czemu Kral mógł oferować wejściówki na mecze ludziom, do których chciał się zbliżyć. W Polsce Zonda związała się umową sponsorską m.in. z Pogonią Szczecin.

W 2025 roku Zondacrypto zostaje głównym sponsorem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a nazwa giełdy trafia także na elewację siedziby PKOl, czyli Centrum Olimpijskiego im. Jana Pawła II. Nowy sponsor otrzymuje prawa do wykorzystania wizerunku polskich olimpijczyków, a ewentualne roszczenia z tytułu ich wykorzystania miał wziąć na siebie PKOl. Olimpijczycy mieli również otrzymać premie za występy na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 2026 roku w kryptowalutach, co byłoby dla nich zapewne uwłaczające, ale i tak ich nie dostali. Przemysław Kral dotarł również do samego prezesa PKOl Radosława Piesiewicza, chcąc wykorzystać jego znajomości wśród polityków poprzedniej władzy, z którą związanych jest wciąż część wysokich urzędników. Sam Piesiewicz jest uznawany za człowieka Jacka Sasina z PiS. Kral zapraszał Piesiewicza do Monako na mecze ligi francuskiej i wręczył mu wart 40 tys. euro (ok. 170 tys. zł) szwajcarski zegarek marki Patek Philippe. Piesiewicz zapewnia, że sam zapłacił za zegarek, tylko że w ratach po 10 tys. euro, które miał uiszczać... w gotówce. Problem w tym, że wiadomości tekstowe pisane po jednym ze spotkań w Monako sugerowały, że był to prezent od prezesa giełdy. Według śledczych prezes PKOl miał oferować Kralowi wywarcie wpływu na Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), by dał spokój platformie kryptowalutowej.

Polityczne koneksje

Trudno jeszcze dokładnie stwierdzić, czy domniemane starania Piesiewicza przyniosły efekt. UOKiK przestał słać zapytania do Zondy o źródło pieniędzy finansujących intensywną akcję reklamową, ale według urzędu był to skutek przekazania sprawy do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Akcja marketingowa jednak trwała, a Kral wziął na celownik przede wszystkim środowiska związane z prawicą. Chociaż Zondacrypto starała się wykupywać reklamy w różnych mediach, zdecydowanie najbardziej „umoczona” jest TV Republika, która zgarnęła większość budżetu marketingowego oszukańczej giełdy. Stacja Tomasza Sakiewicza intensywnie promowała platformę wśród swoich odbiorców. Jej reklamy wyskakiwały niemal w każdym bloku reklamowym, a materiał promocyjny kończył się znamiennym wezwaniem „dołącz do Republiki kryptowalutowej!”. O reputację giełdy dbano nawet w materiałach rzekomo informacyjnych, które piały z zachwytu nad faktem objęcia patronatem PKOl przez Zondę i w samych superlatywach opisywały sytuację finansową platformy oraz jej transparentność.

Poza tym Kral próbował zbliżyć się do posłów prawicy. Po kilkaset tysięcy złotych otrzymały fundacje związane ze Zbigniewem Ziobrą z PiS i Przemysławem Wiplerem z Konfederacji. Ta druga partia – ustami także Sławomira Mentzena – regularnie postulowała, by branża krypto była jak najsłabiej uregulowana. Zonda zdobyła również sojuszników w postaci dwóch posłów ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego: Janusza Kowalskiego z frakcji ziobrystów i bliskiego współpracownika prezesa, czyli Michała Moskala. Latem 2025 roku Moskal został zaproszony przez Krala na Ibizę, gdzie miał rozmawiać o zasileniu finansowym związanej z posłem fundacji. Moskal zarzeka się, że za pobyt w słynnym kurorcie zapłacił z własnych pieniędzy – oczywiście gotówką i bez choćby jednego paragonu. Dziwnym trafem chwilę po powrocie z wyspy Moskal wraz z Kowalskim i Henrykiem Kowalczykiem (także z PiS) zaczęli składać poprawki do rządowego projektu ustawy regulującego branżę krypto, chociaż wcześniej nie dali się poznać jako eksperci w tym temacie.

Estońska spółka była również głównym sponsorem konserwatywnej konferencji CPAC w Rzeszowie, na której brylowali politycy PiS i dziennikarze TV Republika. Do grona zaciekłych przeciwników uregulowania kryptowalut dołączył również prezydent Karol Nawrocki, który już trzykrotnie zawetował ustawę regulującą branżę, powołując się na błahe szczegóły. Oczywiście rząd mógłby uwzględnić poprawki oczekiwane przez prezydenta, ale nie ma w tym interesu politycznego. Znacznie lepsze jest przyklejenie do Nawrockiego, uzasadnionej zresztą, łatki obrońcy środowiska krypto.

To nie moja ręka

Są różne teorie tłumaczące, dlaczego akurat środowiska prawicowe dały się wkręcić we współpracę z Zondacrypto. Najbardziej prawdopodobne jest, że chodzi o bezrefleksyjne powielanie zachowań Donalda Trumpa. Polska prawica jest zapatrzona w środowisko prezydenta USA, a trumpiści są niezwykle przychylni kryptowalutom. Gdy przyszedł do nich zamożny inwestor związany z branżą, błyskawicznie im się to skleiło: skoro można i zarobić, i do trumpistów się przymilić, to szkoda byłoby nie skorzystać. Tym bardziej, że prawica wciąż jest przekonana, że stoi na znacznie gorszej pozycji finansowej niż liberałowie, chociaż w czasie ośmiu lat rządów PiS konserwatywne środowiska zostały solidnie pod tym względem dopieszczone.

Mimo tego oczywistego uwikłania w kontakty z oszustami i gangsterami środowisko PiS idzie w zaparte i próbuje zrzucić winę na rząd. Republika grzmi o „kryptowalutowej aferze Tuska” i publikuje filmiki stworzone przez AI, w których Kral zostaje przyprowadzony do siedziby stacji przez premiera i Romana Giertycha, lecz zostaje dosłownie wykopany przez Sakiewicza. Trudno podejść do tych tłumaczeń poważnie. Instytucje państwa i rząd już w zeszłym roku alarmowali, że Zondacrypto to bardzo podejrzany projekt, a historia BitBay/Zonda, ich związki z mafią vatowską oraz zaginięcie Suszka były bardzo dobrze znane. Jak w ogóle można przyjmować zaproszenia i prezenty od tak podejrzanego biznesmena jak Przemysław Kral, będąc zawodowym politykiem?

W aferze poszkodowanych zostały tysiące osób, a straty szacowane są na nawet 2,5 mld zł. Co ciekawe, znaczna część ofiar oszustów nie zgłosiła się do odpowiednich organów, gdyż najpewniej ich środki były nie do końca legalne, więc woli się nie ujawniać. Jest to jednak marne pocieszenie w obliczu tego niebywałego skandalu.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2026