Polska przyciąga coraz więcej turystów. Na szczęście nie jest Chorwacją

Miliony zagranicznych gości odkrywają Polskę, ale masowa turystyka ma też swoją cenę. Być może więc dobrze, że nad Wisłą wciąż daleko do turystycznego modelu Chorwacji.
Czyta się kilka minut
Spływ kajakowy na Pilicy, 29 lipca 2026 r. | Fot. Andrzej Zbraniecki/East News
Spływ kajakowy na Pilicy, 29 lipca 2026 r. | Fot. Andrzej Zbraniecki/East News

Jeszcze w latach 90. wakacje w Polsce kojarzyły się z czymś nieudanym. Baza noclegowa pamiętająca czasy Gierka, paździerzowe punkty detaliczne serwujące dania i usługi niskiej jakości (za to w zawyżonych cenach!), niska liczba atrakcji i rozrywek, odrapane otoczenie – a wszystko to poprzedzone długą podróżą rozklekotanym i dusznym pociągiem lub ciasnym autem. Niejednokrotnie w tamtych czasach przyjemniej było spędzać lato na osiedlu, a wakacyjny wyjazd traktowany był jako przykry obowiązek.

Od tamtego czasu Polska przebyła długą drogą i zmieniła się nie do poznania – podobnie jak i polska turystyka. Krajem położonym nad Wisłą potrafią się zachwycać już nie tylko ci, którzy się tu urodzili i darzą go oczywistym sentymentem. Do Polski przybywają miliony turystów z zagranicy, chwaląc rozwiniętą infrastrukturę, czystość i bezpieczeństwo oraz ceny, które dla zarabiających w jednej z czołowych walut świata są wyjątkowo niskie. Nawet nadwiślański klimat stał się bardziej przyjazny od pogrążonego w ekstremalnych upałach południa Europy.

Zwiedzanie nad opalaniem

Według publikacji GUS o wymownym tytule Moda na Polskę! 2025 r. pod znakiem rekordów w turystyce, w poprzednim roku z obiektów noclegowych w całym kraju skorzystało niemal 59 mln turystów, czyli niespełna 12 proc. więcej niż w 2024 roku. Wciąż zdecydowanie przeważają urlopowicze krajowi, jednak gości z zagranicy przybywa szybciej. Rok temu przynajmniej jedną noc spędziło w Polsce ponad 15 mln nierezydentów, czyli przeszło 13 proc. więcej, licząc rok do roku. Łączna liczba turystów z zagranicy sięgnęła niemal 21,5 mln (wzrost o 8,5 proc.), czyli ponad jedna czwarta przybyła nad Wisłę tylko na jeden dzień. Były to przede wszystkim osoby z państw ościennych, głównie z Niemiec i Czech.

Branża turystyczna to oczywiście nie tylko przedsiębiorcy oferujący bazę noclegową. Na turystach zarabia też gastronomia, kultura i rekreacja. W 2025 roku wydatki turystów sięgnęły 94 mld zł, co oznacza wzrost o 9,5 proc. rok do roku i o 39 proc. w porównaniu z okresem sprzed pandemii. Urlopowicze krajowi wydali 52,5 mld zł, natomiast zagraniczni 41,5 mld, co oznacza, że ci drudzy chętniej wydają pieniądze podczas wyjazdów wypoczynkowych – chociaż goście spoza Polski odpowiadali za niespełna jedną trzecią pobytów turystycznych (w tym jednodniowych), to pod względem wydatków za ponad 44 proc. Przeciętny turysta z zagranicy zostawiał nad Wisłą 1930 zł, natomiast krajowy wydawał średnio niecałe 970 zł. Tak duża różnica nie jest niczym dziwnym, gdyż wśród „turystów jednodniowych”, którzy nie ponoszą wydatków noclegowych, zdecydowanie dominują Polki i Polacy. Nie zmienia to faktu, że na gościach z zagranicy branża turystyczna jako całość może zarobić nawet dwukrotnie więcej, więc rosnąca liczba turystów nierezydentów cieszy szczególnie.

Najpopularniejsze polskie destynacje turystyczne obcokrajowców wiele mówią o motywach przyjazdu akurat do Polski. W 2025 roku najwięcej turystów odwiedziło Warszawę (niecałe 9 mln osób), następnie Kraków (ponad 5 mln) i Gdańsk (3 mln). Goście z zagranicy przybywają więc nad Wisłę nie w celu wylegiwania się na plaży czy zdobywania górskich szczytów, gdyż pod tym względem znacznie bardziej kuszące są Francja czy Włochy, lecz w celu zwiedzania historycznych miejsc, starówek i urokliwych uliczek, które dla ludzi z Europy Zachodniej wciąż są w dużej mierze nieodkryte. Nie oznacza to jednak, że kurorty nad Bałtykiem pozostają niezauważone. Latem nawet co piąty gość hotelowy na wybrzeżu pochodzi spoza kraju. W tym przypadku zdecydowanie dominuje Świnoujście, które odwiedza rocznie ponad 2 mln gości z zagranicy.

 Infografika/PK

Turystów przybywa, ale do europejskich liderów nam daleko

W podziale na narodowości wśród turystów zagranicznych korzystających z bazy noclegowej zdecydowanie dominowali Niemcy (niemal 2 mln gości). Na kolejnych dwóch miejscach znaleźli się obywatele Ukrainy (936 tys. turystów w 2025 roku) oraz Brytyjczycy (806 tys.). Zaskakująco dużą grupę stanowią Amerykanie, którzy zaczęli odkrywać Polskę dopiero w kilku ostatnich latach, co widać po wysypie niezliczonych filmów i rolek na YouTubie i portalach społecznościowych. Rok temu przynajmniej jedną noc w Polsce spędziło 624 tys. turystów z USA, czyli nawet więcej niż Czechów (482 tys.).

W tej beczce miodu znajdziemy jednak wiele łyżek dziegciu. Po pierwsze, ubiegłoroczny rekord wygląda bardzo efektownie w porównaniu do kilku poprzednich lat, jednak w rzeczywistości jest powrotem do spokojnych czasów przedpandemicznych i przedwojennych. Według danych OECD, w 2019 roku Polskę odwiedziło 21,2 mln turystów spoza Polski, czyli tylko 250 tys. mniej niż przed rokiem. W porównaniu do 2019 roku liczba zagranicznych urlopowiczów wzrosła więc tylko o jeden procent, przy średniej OECD 4 proc. To i tak jeden z najlepszych wyników wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej, w której pandemia i wojna w Ukrainie doprowadziły do tąpnięcia liczby gości z zagranicy. Węgry i państwa bałtyckie utraciły po około 15 proc. pozakrajowych turystów w porównaniu do czasu sprzed pandemii. Rumunia wciąż jest na 4-procentowym minusie, a Słowacja dwuprocentowym. Czechy dopiero w zeszłym odrobiły straty i wyszły na zero, natomiast bardzo nastawione na turystykę Chorwacja i Bułgaria zwiększyły liczbę noclegów gości spoza kraju o ledwie 2 proc.

Najwięksi giganci przemysłu urlopowego przeszli ten niespokojny okres znacznie lepiej. We Francji w latach 2019–2025 liczba odwiedzających wzrosła o 12 proc. (do aż 102 mln), w Turcji o 21 proc. (do 62 mln), a w Hiszpanii o 16 proc. (97 mln). Spośród turystycznych potęg straciły w tym okresie tylko Włochy (o 5 proc. – 61 mln gości z zagranicy). Polskę wciąż więc odwiedza kilka razy mniej turystów z innych krajów niż liderów branży turystycznej. Nawet niewielka Grecja przyjęła ich znacznie więcej (28 mln w 2025 roku).

Mniej turystów to niekoniecznie problem

Polska traci nie tylko pod względem łącznej liczby gości z zagranicy, ale też czasu spędzanego nad Wisłą podczas wyjazdów wypoczynkowych. Obcokrajowcy przyjeżdżają tu zwykle na 2–3 noce, a nie na cały dwutygodniowy turnus. Według Eurostatu, w 2024 roku turyści spoza kraju spędzili w Polsce 18,5 mln noclegów. W Hiszpanii aż 322 mln, we Włoszech 254 mln, we Francji 141 mln, a w Grecji 128 mln. W rezultacie pod względem intensywności turystyki (liczba wszystkich noclegów turystycznych w przeliczeniu na jednego mieszkańca) Polska jest trzecia od końca w UE z wynikiem 2,7 – przed Łotwą i Rumunią. W Chorwacji w 2024 roku przypadły aż 24 noclegi turystyczne na mieszkańca, na Malcie 20, a na Cyprze 18,5.

Polska jest więc bardzo daleko od zdobycia statusu kraju turystycznego. Pytanie tylko, czy to powód do zmartwień. Turystyka, szczególnie ta współczesna, to bardzo uciążliwa dla mieszkańców kraju branża. Coraz częściej opiera się na najmie krótkoterminowym, w wyniku którego turyści „mieszają się” ze zwykłymi mieszkańcami, co dla tych drugich bywa wyjątkowo nieprzyjemne. W 2025 roku aż 44,5 mln wszystkich noclegów wypoczynkowych spędzonych w Polsce zrealizowano poprzez rezerwację na platformach internetowych (już 7. miejsce w UE). Hałas i tłumy ludzi utrudniają też codzienność w centrach popularnych miast, co potwierdzą nie tylko mieszkańcy Barcelony, ale też Krakowa. Przekształcanie nieruchomości mieszkalnych w lokale hotelowe ogranicza dostępność mieszkań dla szukających dachu nad głową obywateli. W Polsce będzie to odczuwane tym bardziej, że ruch turystyczny nie jest tak oddzielony od skupisk ludności, jak na przykład w Egipcie czy Turcji, w których branża działa przede wszystkim w kurortach. Na szczęście w dającym się przewidzieć czasie Polska drugą Chorwacją na pewno się nie stanie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 33/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Daleko od Chorwacji