Sytuacja z drożejącym pelletem i kłopotami z jego kupnem trwa już od dłuższego czasu. W lipcu Polska Rada Pelletu informowała, że w porównaniu z czerwcem 2025 roku średnie ceny detaliczne certyfikowanego pelletu klasy jakości A1 (najwyższej jakości pellet do stosowania w kotłach i piecach ogrzewających gospodarstwa domowe) wzrosły o 20–30 proc. W zależności od regionu, producenta oraz kanału sprzedaży wzrost ten mógł być jeszcze wyższy. Aktualnie ceny certyfikowanego pelletu skoczyły do 2,2–2,5 tys. zł za tonę. Dostawy w wielu składach sprzedają się na bieżąco, a magazyny, które latem zazwyczaj były wypełnione, dziś są niemal puste. Mieszkańcy terenów przygranicznych znaleźli rozwiązanie tej sytuacji i jeżdżą po pellet do Czech, gdzie za tonę tego paliwa płacą około 1920 zł.
Winne „Czyste powietrze”
Ponieważ pojawiły się opinie, że rosnące ceny pelletu to wynik zmowy cenowej sprzedawców, sprawą zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Urząd nie stwierdził jednak praktyk ograniczających konkurencję. Z opublikowanego na stronie internetowej komunikatu wynika, że główną przyczyną podwyżek jest zwiększony popyt związany z rosnącą popularnością pieców na pellet, za którym nie nadąża podaż surowca drzewnego.
„W 2025 roku w programie «Czyste Powietrze» około 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródeł ciepła dotyczyło kotłów na pellet i drewno. Z tego rodzaju kotłów korzysta obecnie w Polsce około 450 tys. gospodarstw domowych i ta liczba zwiększyła się o ponad 90 tys. w porównaniu z 2023 rokiem. Za rosnącymi potrzebami konsumentów nie nadąża produkcja pelletu. Przykładowo, zmniejszyła się sprzedaż drewna prowadzona przez Lasy Państwowe, a wysokiej jakości pellet klasy A1 produkuje się przede wszystkim z trocin oraz pozostałości z obróbki drewna w tartakach” – czytamy w materiale UOKiK. „Nasza analiza jednoznacznie wskazuje, że przyczyną wzrostu cen pelletu są problemy systemowe, w szczególności niedostosowanie podaży pelletu z krajowych zasobów do popularności pieców na drewno, w tym dofinansowanych z programu «Czyste Powietrze». Z dużym prawdopodobieństwem wystąpią one również w najbliższym sezonie grzewczym” – przekonuje w opublikowanym komunikacie Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Popyt na pellet może nadal rosnąć wraz z dofinansowywaniem kolejnych pieców z programu „Czyste Powietrze”. Dodatkową presję na ceny może także wywierać ograniczenie podaży trocin związane z wejściem w życie unijnego rozporządzenia EUDR. To przepisy, których celem jest zatrzymanie globalnego wylesiania i degradacji lasów powiązanych z unijną konsumpcją. Mają one wejść w życie pod koniec 2026 i w połowie 2027 roku. Nie bez znaczenia jest także brak dostaw z Białorusi po wprowadzeniu sankcji oraz ograniczony import z Ukrainy.
Zdaniem UOKiK narzędzia pozwalające złagodzić sytuację ma obecnie rząd. Ministerstwo Energii może ograniczyć zużycie pelletu przez przedsiębiorstwa energetyczne i ciepłownicze, a resort klimatu, nadzorujący Lasy Państwowe, ma wpływ na podaż surowca drzewnego. Natomiast Polska Rada Pelletu już w lipcu zaproponowała obniżenie VAT na pellet, co mogłoby obniżyć cenę tony nawet o 500 zł. Eksperci przestrzegają jednocześnie przed podejrzanie tanimi ofertami opału oraz przed stosowaniem agropelletu lub pelletu ze słonecznika bez sprawdzenia, czy jest odpowiedni dla danego kotła.
Czas na agropellet
W sierpniu minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska tłumaczyła, że rynek przeżywa nietypowy „letni boom”. Po mroźnej zimie część gospodarstw wcześniej zaczęła gromadzić zapasy na kolejny sezon. Wśród rozważanych sposobów poprawy sytuacji są znalezienie nowych kierunków importu oraz rozwój produkcji agropelletu m.in. ze słomy czy słonecznika. Niestety, takie paliwo może być dostępne dopiero za jakiś czas. Choć według informacji ministerstwa przekazanych portalowi gramwzielone.pl agropellet funkcjonuje już prawnie jako paliwo odnawialne, to domowe kotły na jego spalanie nie są objęte finansowaniem w ramach „Czystego Powietrza”. To będzie możliwe dopiero po ustaleniu norm jakości i potwierdzeniu dostępności odpowiednich urządzeń grzewczych.
Na początku września Paulina Hennig-Kloska poinformowała z kolei, że jednym z rozwiązań może być ograniczenie wzrostu popytu na pellet ze strony zawodowego ciepłownictwa. – Wychodzimy absolutnie z dotowania kotłów na pellet, w pierwszej kolejności w ciepłownictwie. W nowym programie – Funduszu Wsparcia Transformacji Ciepłownictwa – nie będzie dotacji do kotłów na pellet drzewny. W pozostałych programach, które są dzisiaj w fazie realizacji, będzie to po prostu gorzej punktowane – zapowiedziała minister. Dodała, że w ciepłownictwie i energetyce zawodowej alternatywą dla pelletu drzewnego może stać się agropellet. Ustawą, która wprowadzi normy dla tego rodzaju paliwa, ma się zająć Rada Ministrów.
Węgiel także drożeje
Drożeje nie tylko pellet, ale także węgiel. Jeszcze we wrześniu 2025 roku tona tego paliwa kosztowała około 1200–1300 zł. W tym roku jest zdecydowanie drożej. Na przełomie sierpnia i września ceny węgla przekroczyły barierę 1500 zł za tonę. Na niektórych składach za tonę opału trzeba zapłacić nawet 1800 zł.
W tym roku mieliśmy do czynienia z dwiema falami podwyżek cen węgla. Pierwsza z nich nadeszła wiosną, gdy Polska Grupa Górnicza (PGG) oraz Południowy Koncert Węglowy (PKW) zdecydowały się na zmianę cenników. Pod koniec czerwca PGG zakończyła promocję „Aktywny Klient”, co przyczyniło się do wzrostu cen węgla o ok. 250 zł na jednej tonie, a w sierpniu miała miejsce kolejna podwyżka, tym razem o mniej więcej 50 zł za tonę.
Co bardzo istotne, wpływ na ceny węgla mogą mieć także inne paliwa. Drożejący na świecie gaz pośrednio zwiększa zainteresowanie węglem. W krajach, w których do produkcji energii wykorzystuje się oba paliwa, wzrost ceny jednego z nich może generować zwiększony popyt na drugie. Minister energii Miłosz Motyka pytany w TVP Info, czy w związku z sytuacją w cieśninie Ormuz i drożejącym gazem, czeka nas droższy sezon grzewczy, wskazał, że nie da się odpowiedzieć, póki nie ma wniosków taryfowych. – Widzimy bezpośrednio w całej Europie, że ten kryzys powoduje także wzrost cen gazu, chociaż nasza gospodarka na szczęście tak od gazu zależna nie jest. I też nasze spółki i nasza gospodarka są do tego lepiej przygotowane – wskazał Motyka. Dodał, że polskie magazyny gazu zapełnione są obecnie w 96 proc., podczas gdy w innych państwach Europy, w porównaniu do poprzednich lat, jest to na „bardzo niskim” poziomie.
Nadzieja w pogodzie
Zima 2026/2027 w Polsce zapowiada się jako sezon cieplejszy od wieloletniej normy, z dużymi ilościami opadów, ale przewagą deszczu nad śniegiem. Średnia temperatura od grudnia do lutego ma być od 1 do 2 stopni Celsjusza wyższa od normy z wielolecia. Najcieplej ma być na południu kraju, a nieco chłodniej (choć nadal powyżej normy) na północy i północnym wschodzie. Prognozowana jest przewaga łagodnej cyrkulacji zachodniej i południowo-zachodniej, co oznacza napływ cieplejszych mas powietrza znad Atlantyku. Synoptycy zwracają uwagę na silny wpływ zjawiska El Niño oraz potencjalne zaburzenia wiru polarnego, co w przypadku nagłych epizodów mrozu może przynieść chwilowe, gwałtowne załamania pogody, choć długotrwałej „zimy stulecia” modele na ten moment nie przewidują.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









