Niedawno prezydent Karol Nawrocki podpisał tzw. ustawę łańcuchową. Przypomnijmy że w ubiegłym roku, gdy parlament przyjął nowe przepisy, prezydent odmówił złożenia podpisu. Co się wydarzyło, że teraz zmienił zdanie?
– Tym razem sytuacja była inna. Obecna ustawa jest efektem połączenia rozwiązań z projektu poselskiego i prezydenckiego. Nad ostatecznym jej kształtem pracowali wspólnie posłowie, przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, organizacje prozwierzęce oraz eksperci prawni. Dzięki temu udało się wypracować przepisy, które w możliwie największym stopniu zabezpieczają interesy wszystkich uczestników tego procesu. To efekt dialogu i kompromisu, dlatego teraz prezydent podpisał ustawę.
Zakaz trzymania psów na łańcuchu nie jest nowością w polskim prawie. Dlaczego należało to prawo zmienić?
– To prawda. W 2012 roku został wprowadzony zakaz trzymania psa na łańcuchu krótszym niż 3 metry i dłużej niż 12 godzin na dobę. Był to jednak przepis martwy, bo trudny do wyegzekwowania. W rezultacie tysiące psów spędzało znaczną część życia na krótkich łańcuchach, pozbawione możliwości swobodnego ruchu, kontaktu z człowiekiem czy realizowania podstawowych potrzeb gatunkowych. Dla wielu psów oznaczało to powolną śmierć w cierpieniach. Współczesna wiedza o zwierzętach nie pozostawia wątpliwości w tej kwestii. Stałe utrzymywanie psa na łańcuchu powoduje poważne zmiany fizyczne, takie jak: atrofia mięśniowa, stres, lęk, frustracja i zaburzenia zachowania. Dlatego zmiana przepisów była konieczna.
Co zatem wprowadza znowelizowana ustawa o ochronie zwierząt?
– Zgodnie z nowymi przepisami psy i koty mają być luźno trzymane na ogrodzonym terenie, co oznacza całkowity zakaz uwięzi. Ustawa przewiduje kilka wyjątków stosowania uwięzi krótkotrwale, np. w celu dokonania zabiegu weterynaryjnego lub pielęgnacyjnego. W przypadku gdy teren nie będzie ogrodzony lub zwierzę może stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia, dopuszcza się trzymanie go w kojcu. Wówczas jednak takiemu zwierzęciu należy zapewnić codzienny ruch poza kojcem. Wymiary kojca oraz to, co powinno się w nim znajdować, zostaną określone w rozporządzeniu – pracuje nad tym Ministerstwo Rolnictwa. W ramach nowelizacji przepisów określono także, jak ma wyglądać i z czego ma być zbudowana buda, co zakończy trzymanie psów w zepsutych pralkach, beczkach czy na gołej ziemi. Nowe przepisy również odnoszą się do psów służbowych oraz psów pasterskich. Jeśli chodzi o te ostatnie, w trakcie senackiej komisji rolnictwa i rozwoju wsi wskazywaliśmy, że te psy muszą mieć zapewnione te same warunki po powrocie z wypasu. Nowe przepisy wejdą w życie pod koniec lipca 2027 roku, więc właściciele psów i kotów mają sporo czasu, aby odpowiednio się przygotować.
Jak, jako środowisko zaangażowane w prace legislacyjne, przyjęliście wiadomość o podpisie prezydenta pod znowelizowanym prawem?
– Jako olbrzymi krok naprzód ku poprawie losu zwierząt w Polsce. Czuję osobistą dumę, bo miałam swój udział w pracach nad tą ustawą. Uczestniczyłam w posiedzeniach sejmowej Komisji Ochrony Zwierząt oraz senackiej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przygotowywałam propozycje poprawek na różnych etapach prac legislacyjnych, współpracowałam z posłami przy ich opracowywaniu, a następnie także z senackimi legislatorami nad ostatecznym brzmieniem poprawek. Ważna była również współpraca z innymi organizacjami, dzięki której udało się wypracować rozwiązania praktyczne i ograniczające możliwość obchodzenia prawa. Oczywiście chciałabym, żeby udało się osiągnąć jeszcze więcej, ale od początku było jasne, że ten projekt jest sztuką kompromisu. Tym bardziej cieszy mnie, że część rozwiązań, które zaproponowałam, znalazła się w przyjętej ustawie. To daje satysfakcję, że wniosło się coś dobrego.
Podpis prezydenta ma znaczenie nie tylko prawne, ale przede wszystkim jest wyraźnym sygnałem, że kwestia ochrony zwierząt nie znajduje się już na marginesie debaty publicznej i że jest to kwestia ponad podziałami politycznymi. Stała się elementem odpowiedzialnej polityki państwa. To również ważny sygnał dla obywateli. Państwo mówi jasno: zwierzęta zasługują na ochronę, a ich dobrostan jest wartością, którą należy uwzględniać w procesie stanowienia prawa.
Dlaczego sprawa trzymanych na łańcuchu psów jest dla Chrześcijan dla Zwierząt tak istotna?
– Ponieważ dotyczy codziennego życia zwierząt, które pozostają całkowicie zależne od człowieka. Z chrześcijańskiej perspektywy odpowiedzialność nie polega wyłącznie na unikaniu bezpośredniego okrucieństwa. Oznacza również troskę o warunki życia istot powierzonych naszej opiece. Nie wystarczy nie krzywdzić, trzeba jeszcze zapewnić godziwe warunki bytowania. Jan Paweł II w swojej encyklice Sollicitudo rei socialis napisał, że „nie można bezkarnie używać różnego rodzaju bytów, żyjących czy nieożywionych – składników naturalnych, roślin, zwierząt – w sposób dowolny, jedynie według własnych potrzeb gospodarczych”. Dlatego od początku podkreślaliśmy, że pies nie jest przedmiotem służącym do pilnowania posesji czy mienia. Jest żywym stworzeniem zdolnym do odczuwania bólu, stresu, przywiązania i samotności. Może być wspaniałym towarzyszem człowieka, dzięki kontaktom z psami czy kotami spada poziom kortyzolu, poprawia się samopoczucie, łatwiej wyjść z chorób. Właśnie dlatego ustawa łańcuchowa jest krokiem milowym do zmiany postrzegana zwierząt i nadania im prawdziwie statusu „Bożego stworzenia”.
Sprawa zmiany ustawy o ochronie zwierząt nie była pierwszą, w której Chrześcijanie dla Zwierząt zabrali głos w parlamencie. Wcześniej uczestniczyliście w pracach legislacyjnych w sprawie hodowli zwierząt na futra.
– Od dawna podejmowaliśmy wątki prawne dotyczące ochrony praw zwierząt, ale właśnie sprawa hodowli zwierząt na futra otworzyła nam drzwi do działalności legislacyjnej. To był moment przełomowy, ponieważ po raz pierwszy tak wyraźnie wybrzmiał głos chrześcijan opowiadających się za likwidacją – naszym zdaniem – nieetycznej formy działalności. To właśnie wtedy rozpoczęła się także nasza współpraca z organizacjami społecznymi, ekspertami, naukowcami, politykami reprezentującymi różne opcje polityczne.
Jakie znaczenie w debacie parlamentarnej miał chrześcijański głos w obronie zwierząt?
– Przede wszystkim pokazaliśmy, że jako chrześcijanie potrafimy skutecznie działać w procesie stanowienia prawa i to wbrew panującemu stereotypowi, że tematy związane z ochroną zwierząt są odległe od środowisk chrześcijańskich uznawanych jako skupione wyłącznie na człowieku. Tymczasem wielu wierzących uważa troskę o zwierzęta za element swojej moralnej odpowiedzialności. Debata nad zakazem hodowli zwierząt na futra pokazała jeszcze jedną istotną rzecz: dobrostan zwierząt może łączyć polityków różnych ugrupowań. Okazało się, że istnieją sprawy, wokół których można budować porozumienie ponad podziałami i to stało się naszym motywem działania w kolejnych projektach legislacyjnych.
Będziecie kontynuować swoją pracę na rzecz zmian w prawie w zakresie ochrony zwierząt?
– Ustawa łańcuchowa pokazała, że głos chrześcijan może skutecznie zmieniać rzeczywistość. Jednak przed nami jeszcze długa droga: poprawa sytuacji schronisk, utrzymanie ścisłej ochrony wilków i niedźwiedzi, możliwość kontaktu pacjentów szpitali ze swoimi zwierzętami, wreszcie uregulowanie kwestii polowań, aby nie było więcej wypadków, w których ofiarami są ludzie. To tylko niektóre projekty i inicjatywy legislacyjne, w których już bierzemy udział. Każda z tych kwestii ma znaczenie dla wzmacniania społecznej moralności i empatii wobec zwierząt, bo dbając o tych słabszych, którzy sami nie mogą stanąć w swojej obronie, sami stajemy się coraz lepsi.
ADRIANA PANAS
Członkini grupy Chrześcijanie dla Zwierząt; radczyni prawna zaangażowana w prace legislacyjne na rzecz ochrony zwierząt
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.









