Polska się starzeje. Czy imigranci zdecydują o przyszłości kraju?

W Polsce przybywa imigrantów, jednak w długofalowej perspektywie to nie oni uratują nasz kraj od wyludnienia. Nadzieją na zmianę tej sytuacji są wyłącznie dzieci.
Czyta się kilka minut
fot. Delowara/Adobe Stock
fot. Delowara/Adobe Stock

O tym, że nie jesteśmy demograficzną wyspą i że nie tylko Polsce spada liczba obywateli, świadczy najnowszy raport Komisji Europejskiej Przemiany demograficzne w UE: zrozumienie zmian i dostosowanie się do ich skutków. Wynika z niego, że już za trzy lata liczba mieszkańców Europy zacznie spadać. Pod koniec XXI wieku na naszym kontynencie ma mieszkać o 1/8 ludzi mniej niż obecnie, czyli tyle, ile żyło w Europie w latach 70. XX wieku. Od ponad dekady populacja Europy rośnie wyłącznie dzięki imigracji, bo od 2012 roku przyrost naturalny jest ujemny – więcej osób umiera niż się rodzi. W efekcie na Starym Kontynencie mieszkać będą coraz starsi ludzie. Na początku 2025 roku mediana wieku dzieląca populację na dwie równe połowy, młodszą i starszą, wynosiła w Unii Europejskiej 44,9 lat, w 2050 roku przekroczy ona 51 lat, a niemal co trzeci mieszkaniec Unii będzie miał 65 lub więcej lat.

Jest nas więcej

Opublikowane ostatnio wyniki eksperymentalnego badania Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oparte na tzw. śladach życia ujawniły, że także polska demografia ratuje się dzięki imigracji, choć nadal jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. Okazało się, że w Polsce przebywa ok. 2,3 mln cudzoziemców, co odpowiada około 6 proc. całej populacji kraju, a na na koniec 2025 roku w Polsce mieszkało w sumie 38,8 mln osób, czyli o 39,7 tys. więcej niż na koniec 2024 roku. Było to zasługą zwiększonego napływu cudzoziemców, w tym zwłaszcza Ukraińców, którzy pomogli wyrównać spadek liczby Polaków.

To, że nasz kraj jest ludniejszy niż podawały wcześniejsze komunikaty GUS, wywołało w mediach, szczególnie tych społecznościowych, narodową debatę na temat skutków imigracji. Część internautów, w tym także politycy, przestrzegała przed „podmianą społeczną”, paraliżem usług publicznych, przeciążonymi szkołami i szpitalami, gdzie dla lokalnej społeczności będzie brakować miejsca. Powszechnym problemem ma być także wzrost przestępczości, powstawanie niebezpiecznych, odizolowanych gett. Z drugiej strony pojawiły się opinie nacechowane pragmatyzmem, a nawet entuzjazmem dla efektów imigracji. Zwolennicy tej narracji wskazywali, że zagraniczni pracownicy są wybawieniem dla polskiej gospodarki, dostarczając firmom brakujących rąk do pracy. Poza tym, skoro cudzoziemcy płacą w Polsce podatki i składki ZUS, to korzystają na tym budżet państwa oraz budżety polskich samorządów, a także emeryci, a do tego imigranci poprawiają nam demografię.

Nie tędy droga

Zdaniem Mateusza Łakomego, eksperta ds. demografii, autora książki Demografia jest przyszłością, załatanie w Polsce luki demograficznej, spowodowanej głównie niską dzietnością, przez imigrację, jest niemożliwe.

– Parę miesięcy temu ZUS policzył, że dla zatrzymania się starzenia demograficznego co roku musiałoby do Polski przyjeżdżać ok. 300 tys. ludzi i to przy założeniu, że wszyscy ci ludzie zostają u nas na stałe i nikt z nich w tym czasie nie przejdzie na emeryturę. Nie ma takich możliwości, aby nasz kraj pozyskał taką liczbę imigrantów: nie tylko pod względem ilościowym, ale także pod względem posiadania przez nich odpowiednich kompetencji oraz tego, że będą w stanie bez przeszkód zafunkcjonować w naszym kraju i wtopić się w polskie społeczeństwo. To jest niemożliwie. Imigracja może pomóc w pewnym okresie przejściowym, może nawet wpłynąć na zahamowanie spadku ludności w Polsce, ale obecną niekorzystną tendencję demograficzną można zmienić wyłącznie długofalowo i tylko wzrostem dzietności – podkreśla Mateusz Łakomy.

Oprócz tego, że trudno sobie wyobrazić, aby rok w rok do Polski przybywało 300 tys. ludzi gotowych od razu podjąć pracę, należy się zastanowić, czy będą oni gotowi zintegrować się z lokalnymi społecznościami i uznać nasz kraj za swoją nową ojczyznę ze wszystkimi tego konsekwencjami.

– Zależy o jakiej imigracji mówimy – odpowiada Mateusz Łakomy. – Jeżeli jest to imigracja z bliskich obszarów kulturowo, to te osoby z czasem będą się integrowały. W drugim, trzecim pokoleniu ich ukraińskie czy białoruskie korzenie będą tylko rodzinną ciekawostką i nie będą miały wpływu na ich postawy. Będą takimi samymi Polakami jak wszyscy inni. Per analogiam dotyczy to chociażby emigracji Polaków w XIX i na początku XX wieku do Niemiec, Francji czy Stanów Zjednoczonych. Dla ich potomków to te kraje są ich ojczyzną. Taka imigracja nam pomaga, gdyż łagodzi te nasze bieżące trudności wynikające z demografii i przez jakiś czas może ograniczyć spadek populacji. Natomiast jeżeli chodzi o jakąś zmianę kulturową w Polsce, jakieś niekorzystne trendy, to przy takiej emigracji nic takiego nie będzie miało miejsca.

Pomoże rodzina

Jeśli jednak przyjąć, że to imigracja ma ratować nas przed wyludnianiem, nie możemy liczyć, że imigrantami będą wyłącznie osoby wyznające podobne wartości, o zbliżonym języku, obyczajach i zachowaniach. Wprawdzie już teraz w Polsce żyją imigranci z odległych dla nas krajów i kultur, jednak są to małe społeczności.

– Potencjalnym problemem może stać się innego typu liczna imigracja o wyraźnie odmiennym języku, obyczajach, umiejętnościach, żyjąca w bardzo bliskiej odległości od siebie, bo np. pracująca w jednej fabryce czy zamieszkują jakieś obszary ze względu na niskie ceny mieszkań. W takich sytuacjach występuje ryzyko gettoizacji i powstania społeczeństwa równoległego, które ma trudności w zafunkcjonowaniu w lokalnej społeczności. Można więc mieć obawy, że tacy imigranci, także w kolejnych pokoleniach, nie zintegrują się z polskim społeczeństwem. Z takimi problemami i wynikającymi z tego napięciami społecznymi zmagają się kraje Europy Zachodniej – przypomina ekspert.

Sposobem na pozytywną integrację imigrantów mogą być mieszane związki. Zawarcie małżeństwa, założenie rodziny, wspólne wychowywanie dzieci zapewne sprawi, że imigranci w sposób naturalny staną się częścią polskiego społeczeństwa.

– Takie rodziny będą się pięknie integrować – twierdzi Mateusz Łakomy. – Siłą rzeczy tacy imigranci, którzy wejdą w związki z Polkami i Polakami będą się uczyć języka, nawiążą relacje np. z rodzicami przedszkolnych czy szkolnych przyjaciół ich dzieci. W ten sposób krok po kroku będą się wtapiać w polskie społeczeństwo.

Media eskalują

Już od dobrej dekady Polska jest krajem imigracyjnym, a wojna na Ukrainie trwa już piąty rok, więc szczególnie w miastach zdążyliśmy się przyzwyczaić do języka ukraińskiego. Jednak ostatnie wydarzenia – zarówno te związane z polityką, jak i wypadkami agresji słownej i fizycznej wobec Ukraińców – mogą budzić obawy.

– Te ostatnie trudności to nie jest wynik działań na polskiej scenie politycznej, tylko ukraińskiej, gdzie nastąpiła konfrontacja z Polską ze strony kancelarii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Owszem, dochodzi do pobić, zaczepek, ale problem polega na tym, jak bardzo media, zwłaszcza te społecznościowe, będą eskalować napięcie związane z przypadkami konfliktów pomiędzy Polakami a Ukraińcami przebywającymi w Polsce – twierdzi Mateusz Łakomy. –  Ci Ukraińcy, którzy już od pewnego czasu są w Polsce, będą się integrować. Może natomiast pojawić się problem po zakończeniu wojny w Ukrainie, kiedy zaczną do nas napływać np. byli żołnierze z różnego rodzaju problemami psychicznymi czy traumami, co w efekcie może prowadzić do pojawienia się pewnej fali przestępczości. Jednak w mojej ocenie ta fala nie będzie przytłaczająca i będzie „zarządzalna” przez polityków, jeśli chodzi o niwelowanie jakichś resentymentów w stosunku do Ukraińców. Jestem dobrej myśli.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Przyszłość zależy wyłącznie od nas