Logo Przewdonik Katolicki

Porozmawiajmy o tych sprawach

Kamila Tobolska
Fot.

Dzieci zadają wiele różnych pytań, które nie sprawiają nam trudności. Ale są też takie, na które jako rodzice czekamy z niepokojem. Mimo że się ich spodziewamy, padają w najmniej oczekiwanych chwilach i zazwyczaj wprawiają nas w zakłopotanie.

 

 

Sfera ludzkiej seksualności jest delikatna i trudna, a do tego w wielu domach to temat niechętnie podejmowany. Paradoksalnie jednak rodzice powinni się ucieszyć, kiedy dziecko zadaje im pytania o „te” sprawy. Skoro bowiem nie boi się ich zadawać, to znaczy, że ma z nimi dobry kontakt. O ile jednak kilkulatek potrafi bez skrępowania zapytać: „Skąd się wziąłem?”, o tyle z nastolatkami nie jest to już takie proste.

 

Tego tematu nie ominiemy

Wszystko zależy od tego, jak podkreśla Antoni Tompolski, jaką dziecko czuje bliskość emocjonalną z rodzicami. Razem z żoną Agnieszką od kilku lat starają się pomagać innym rodzicom w nawiązywaniu dobrego kontaktu z dziećmi. Sami są rodzicami studiujących już Gosi i Krzysztofa, Eli − licealistki oraz gimnazjalistki Hani. Mieszkają w Krakowie i zaangażowani są w Służbę Rodzinie działającą przy Ruchu Nowego Życia. Konferencje, które głoszą w całym kraju, przygotowują na podstawie książek Josha McDowella, znanego chrześcijańskiego ewangelizatora.

− Odpowiedzi na pytania ze sfery płciowości nie udziela się dziecku podczas jednej rozmowy. To wieloletni proces, pełen wzlotów i upadków – przyznają Agnieszka i Antoni Tompolscy. – Do tego trzeba mieć świadomość, że w szkole dziecko wkracza w świat, w którym jest karmione informacjami „z innej bajki” – dodają. I nie ma znaczenia, jaka to szkoła. − Wiemy o tym, że także dzieci w szkołach katolickich mają do czynienia z „takimi rzeczami”, chociażby przez ściąganie filmików na telefony komórkowe, z czym bardzo łatwo sobie radzą. Już w gimnazjum zdarzają się też młodzi ludzie, którzy eksperymentują seksualnie – stwierdza Agnieszka. I mimo iż wielu rodziców zaprzecza, uważając, że w takiej szkole to niemożliwe, warto być ostrożnym i rozmawiać z dziećmi na ten temat. − Oczywiście nie chodzi o rozmowę na zasadach wywiadu wojskowego, ale delikatne wypytywanie. Pytajcie na przykład, o czym rozmawiają rówieśnicy, z czego się śmieją, jakie robią żarty? – podpowiada.

 

Właściwa, Boża perspektywa

Jak zauważają małżonkowie, sprawa jest dosyć trudna. − Z jednej strony jako rodzice chcemy w stosunku do dzieci wykazać się wrażliwością, dbamy, aby od nas dowiadywały się o seksie tyle,  ile są w stanie przyjąć. Natomiast z drugiej strony, kiedy nasze dzieci przebywają w miejscach, których nie kontrolujemy, stykają się tam z o wiele mniejszą wrażliwością i dowiadują o sprawach związanych z seksualnością w brutalny sposób. Przyznam, że ja nie znam idealnego rozwiązania, jak wygrać tę walkę – mówi Antoni. − Naszą rolą jest rozmawiać z dziećmi. Mówić im o tym, co jest niewłaściwe i ukazywać Bożą perspektywę – kontynuuje Agnieszka. – Właśnie, jeśli chcemy rozmawiać odpowiedzialnie, zwłaszcza z nastolatkiem, i tłumaczyć mu dlaczego są pewne granice i zasady, to musimy rozpocząć od fundamentów – dodaje Antoni. – Bowiem to Bóg stworzył człowieka i to On wie, co jest dla nas dobre i dlatego warto słuchać Jego wskazań – stwierdza krótko.

Tompolscy zachęcają też rodziców, aby postawili sobie pytanie, czy znają jakieś fragmenty Pisma Świętego dotyczące płciowości człowieka? To na wypadek, gdyby dziecko zadało pytanie: „Skąd to wiesz? Czy Bóg mówi coś na ten temat?” Mają też świadomość, że jako rodzice nie jesteśmy w stanie ustrzec dzieci przed każdą niewłaściwą sytuacją, jaka może spotkać je w życiu, również w sferze uświadamiania seksualnego. – Dlatego w wychowaniu bardzo potrzebne jest nam wsparcie duchowe. Czy jako rodzice modlimy się o dobre decyzje naszych dzieci? O to, aby spotkały właściwe osoby? Mało tego, czy dzieci wiedzą, że ich przyszłe relacje i życie małżeńskie są intencją naszych modlitw? − zastanawiają się głośno.

 

„Programowanie” pod kontrolą

Często młodzi ludzie uważają, że rodzice i Kościół nie mają nic ciekawego do powiedzenia na temat seksualności. Wydaje im się, że jedynym interesującym źródłem informacji są czasopisma czy strony internetowe. − Za moich czasów „seksualnym guru” dla wyzwolonych była Michalina Wisłocka i jej książka Sztuka kochania. To było coś niesamowicie gorszącego. Ale słyszałem przeprowadzony z nią kilka lat temu wywiad, w którym powiedziała, że wydawców czasopism dla młodzieży powinno się zamykać w więzieniach za to, co tam piszą i do czego zachęcają, chociażby do doświadczeń homoseksualnych – zauważa Antoni. Jego zdaniem, gdy młodzi ludzie bezkrytycznie chłoną przedstawiane przez media treści, zaczynają myśleć: Tu jest wolność, a tam niewola. – Jeśli nie pozwolimy im zobaczyć pełniejszego, ukazanego w perspektywie wieczności, obrazu człowieka i daru, jakim jest seksualność, to przegramy tę batalię. Bowiem, nawet jeśli nasze dziecko nie od razu pójdzie w niewłaściwym kierunku, to będzie czekało na okazję, aby wyrwać się z narzuconych mu przez nas ograniczeń, których zasadności nie rozumie – tłumaczy Tompolski. Niezwykle ważne jest więc ograniczanie wpływu niewłaściwych czasopism, internetu czy telewizji. – Powinniśmy mówić naszym dzieciom, a szczególnie synom: uważaj na to, co oglądasz, bo obrazy, nie wiesz które, zapiszą ci się w pamięci i nie będziesz mógł się ich pozbyć. Trzeba zwracać uwagę, że istotne jest to, w jaki sposób „programujemy” się w tej dziedzinie – podkreśla.

 

Możesz do mnie z tym przyjść

Bardzo ważne jest też to, jak zaczniemy rozmowę z dzieckiem o seksualności. − Dobrze jest użyć jakiejś książki, która może stać się podstawą do coraz poważniejszych rozmów. Dla nastolatków polecam Listy od Taty. O seksie i miłości Josha McDowella. Każda rodzina powinna jednak znaleźć taką książkę, która będzie dla niej odpowiednia – zauważa Antoni. Warto też wykorzystać chwile, gdy dzieci widzą przytulających się czy dających sobie całusa rodziców. − To może niezbyt łatwe dla nas, rodziców okazje do rozmowy, ale na pewno bardziej naturalne i dużo lepsze niż na przykład obejrzenie podejrzanego filmu – zauważa Agnieszka. Aby jednak rodzice mogli przekazywać swoim dzieciom wartości, muszą mieć z nimi dobry kontakt. − Bliskość z dzieckiem to sposób na dotarcie do jego serca – podkreśla. − Dziecko nie powinno bać się przyjść do nas z pytaniami. Chodzi o to, aby czuło, że nawet jeśli pojawią się w jego życiu trudności, zostanie wysłuchane i może liczyć na nasze wsparcie – dopowiada jej mąż.

Trzeba jednak podkreślić niezwykle istotną sprawę. − W dziedzinie seksualności powinniśmy mieć klarowne przekonania i komunikować naszym dzieciom, że mamy to przemyślane i jesteśmy bogatsi od nich o doświadczenia. Po prostu, że jesteśmy autorytetami i można do nas przyjść z „tymi” sprawami – przekonuje Agnieszka.

 

Patrzmy w przyszłość

Zdarza się też, że gdy pobłądzi dziecko, załamują się jego rodzice.  „Znowu zawaliłem, to pewnie przez moje błędy wychowawcze”, myślą wówczas. Nie można jednak koncentrować się tylko na danym problemie. Trzeba patrzeć daleko, uświadomić sobie, że prowadzę moje dziecko przez cały proces wychowania i mieć nadzieję, że będzie lepiej – wyjaśnia Tompolska. Podobnie jest z tworzeniem więzi z dziećmi. – Jeśli są słabe, bo coś wcześniej zaniedbaliśmy, to w każdym momencie można zacząć je wzmacniać. Nie powinniśmy jedynie rozpamiętywać tego, czego nie zrobiliśmy, ale raczej skoncentrować się na tym, co od dziś możemy zrobić – podkreśla Agnieszka. – Lubię powtarzać, parafrazując znany wiersz ks. Twardowskiego: Spieszmy się kochać nasze dzieci, nigdy nie jest za późno – dodaje.

 

 


Artykuł przygotowano na podstawie konferencji dla rodziców zorganizowanej przez Wspólnotę Genezaret i Zespół Szkół Ojców Pijarów w Poznaniu.

 


 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki