Logo Przewdonik Katolicki

Misterium. Męka całkiem rzeczywista.

Kamila i Błażej Tobolscy
FOT. ROBERT WOŹNIAK.

Hubert i jego rodzina grają w poznańskim Misterium od zawsze. Kiedy parę dni temu zapraszał kolegę z klasy, żeby też zagrał, ten zażartował: „A co, twój ojciec gra Jezusa?”. Bardzo się zdziwił, kiedy w odpowiedzi usłyszał: „Tak, mieć ojca Jezusa, to jest coś!”.

W domu Jezusa na poznańskim Strzeszynie Greckim w kuchni właśnie robi się ryż z sosem. Jak mówi z uśmiechem najstarsza z czworga dzieci Łapów, 18-letnia Weronika, krojąc cukinię, to „sos na winie”. Z tego, co się w kuchni nawinie pod rękę. A ma się co nawijać, bo mama, Dorota, to dietetyk i organizatorka kampanii na rzecz dzieci i młodzieży, której celem jest kształtowanie mądrych postaw żywieniowych. Jej mąż, Cezary, Jezusem będzie po raz trzeci. Właśnie wraca z próby, podczas której razem z Arturem Piotrowskim, reżyserem tego największego widowiska pasyjnego w Europie, szlifował niuanse gry aktorskiej. To konieczne, bo w tym roku Misterium transmitowane będzie na żywo w internecie przy użyciu kilku kamer, które wychwycą każdy gest i wyraz twarzy aktora. – Ciągle się do tej roli przygotowuję, bo zawsze można zagrać ją lepiej. Zresztą nie wiem, czy kiedykolwiek można być na nią gotowym… Wcześniej, grając kolejny raz z rzędu Judasza, nie czułem już tremy. Teraz się pojawiła. Czuję się odpowiedzialny za przeżycia widzów – przyznaje Cezary, na co dzień inżynier telekomunikacji, kierownik w jednej z firm tej branży. A poznańskie Misterium, które przedstawia ostatnie chwile z życia Jezusa, naprawdę potrafi oddziaływać na zmysły.
 
Skąd te tłumy?
W innym domu, gdzie też bardzo żywy jest temat Misterium – domu Kajfasza, już miesiąc przed samym wydarzeniem wyjątkowa kopia jego scenografii rozkładana jest na dywanie.
9-letni Mikołaj tworzy ją z… klocków Lego. W dużym mieszkaniu na poznańskich Winogradach ledwo wystarcza na nią miejsca. Kiedy rozmawiamy przy herbacie z jego rodzicami, Izą i Tomkiem Nowakami, chłopiec odgrywa w zabawie poszczególne sceny. W finałowej świeci latarką przez otwór zrobiony na wysokości serca na małym obrazie Jezusa Miłosiernego. W prawdziwym Misterium obraz jest ogromny, pojawia się wciągany za pomocą dźwigu na tle pustych już krzyży na Golgocie. To zresztą największa jego kopia na świecie.
Tomek, który pracuje w wydawnictwie książkowym, jest jedną z osób zaangażowanych w przedsięwzięcie od samego początku, czyli od 20 lat. – Wychowaliśmy się z Arturem Piotrowskim na jednym osiedlu, ale bliżej poznaliśmy się dopiero w Duszpasterstwie Akademickim u salezjanów na Winogradach. Jest młodszy ode mnie i kiedy przyszedł do duszpasterstwa, zaczął nas zarażać swoją niestrudzoną wyobraźnią. Miewał niesamowite pomysły i jednym z nich było właśnie Misterium. Kiedy wystawiliśmy je po raz pierwszy, byłem świeżo po studiach na Akademii Ekonomicznej. I od razu zostałem Kajfaszem – opowiada.
W przedsięwzięcie zaangażowała się wówczas spora grupa ludzi skupiona wokół księży salezjanów, którzy prowadzą na Winogradach parafię. W sumie było to około 70 osób, ale trzon stanowili studenci z Duszpasterstwa Akademickiego. – Założenia były skromne. Chcieliśmy zrobić na Cytadeli spektakl, licząc, że przyjdzie trochę osób z parafii i naszych znajomych. Wybraliśmy tamtejszy amfiteatr, wówczas świeżo odnowiony i potraktowaliśmy całą rzecz bardzo serio. Odbyła się masa prób. Pamiętam, że na generalnej spadł rzęsisty deszcz i dosłownie nas zalał. Wszystkie szaty, w które byliśmy ubrani, zrobione często z przypadkowych tkanin czy koców, zupełnie zmokły – wspomina Tomek. Kiedy w dniu Misterium podążając drogą krzyżową, weszli do amfiteatru, okazało się, że znajduje się w nim ogromny wprost tłum ludzi. – Byliśmy zupełnie zaskoczeni. Nie wiedzieliśmy, skąd wzięli się ci wszyscy ludzie, ale nastrój i atmosfera były tak niesamowite, że od razu wiedzieliśmy, że będziemy robić kolejne misteria. Zresztą Artur od początku miał wizję, aby to było cykliczne wydarzenie.
 _DSF7261.jpg

Z termosem za Jezusem
Dorota i Cezary pierwsze dwa misteria oglądali jako widzowie. – Przyznam, że nigdy wcześniej nie miałem możliwości przeżywać drogi krzyżowej poza kościołem. Byłem przyzwyczajony, że przechodząc od stacji do stacji, klękamy, podczas gdy ktoś czyta mniej lub bardziej emocjonalne rozważania. A tu naraz ta droga staje się bardzo rzeczywista: prowadzą człowieka, ludzie krzyczą. To wszystko dzieje się tuż obok mnie… – zauważa Cezary. Kiedy 18 lat temu Artur Piotrowski, znając Cezarego ze środowiska Duszpasterstwa Akademickiego u poznańskich dominikanów, zaprosił go do obsady Misterium, powierzył mu rolę Judasza. Dorota wcieliła się w jedną z niewiast z jerozolimskiego tłumu. – Spodziewałam się już wtedy narodzin Weroniki. Potem były lata, kiedy stałam gdzieś na tyłach scenografii z wózkiem z kolejnym dzieckiem. Każde z nich już jako kilkuletni brzdąc chętnie dołączało do grona aktorów. Teraz weszło im to już w krew – mówi. Jezusa grał wówczas Ziemowit Howadek, pracownik banku, teolog z wykształcenia, który zadebiutował w tej roli w wieku 33 lat. Dwa lata temu, kiedy skończył pięćdziesiątkę, postanowił, że odtąd będzie już przychodził na Misterium jako widz. Na pamiątkę dostał belkę z krzyża, którą dźwigał przez tyle lat.
– Przyznam, że na początku nie widziałem taty w roli Jezusa – stwierdza 17-letni Hubert Łapa. – Nigdy jakoś też specjalnie nie przeżywałem drogi krzyżowej podczas Misterium. Ale kiedy patrzyłem na skatowanego tatę, a do tego słyszałem puszczany w tym czasie jego nagrany wcześniej głos, miałem kluchę w gardle – wyznaje. Na co dzień Cezary z wyglądu nie przypomina Jezusa. Na potrzeby roli zapuszcza więc brodę i zakłada perukę. Podczas widowiska musi też sobie radzić z chłodem, bo pogoda o tej porze roku bywa kapryśna. – Po ostatnich dwóch misteriach na szczęście nie miałem nawet kataru – podkreśla Cezary. – To dlatego, że za kulisami mama biega za tatą z rosołem w termosie – dopowiada z uśmiechem Hubert.
Łapowie bardzo sobie cenią współpracę z Arturem Piotrowskim. Chętnie więc odpowiedzieli na jego propozycję, kiedy był asystentem reżysera filmu Popiełuszko. Wolność jest w nas, wystąpienia w jednym z filmowych epizodów. – Artur jest bardzo skromnym, wierzącym człowiekiem. Dla niego to Misterium to po prostu misja. Jest wymagający, nie zadowala się wersją minimum. Umie też docenić nasze zaangażowanie.
 _DSF7563.jpg

Apostołowie na ślubie
Podczas ślubu Izy i Tomka, w 2007 r., do Mszy służyło całe grono apostołów. Było też na nim kilkadziesiąt innych osób zaangażowanych w Misterium. – To pokazuje, jak żywe więzi łączyły nas u początków jako wspólnotę. Teraz, przyznaję, jest trochę inaczej. Ludzie mają mniej czasu i dlatego też prób jest już mniej. Ale to wciąż radosne chwile, kiedy spotykamy się w gronie ludzi, którzy chcą bezinteresownie dać coś z siebie innym – zauważa Tomek.
Iza, na co dzień pracownik branży ubezpieczeniowej, długo nie dawała się wciągnąć w Misterium. Najpierw urodził się Mikołaj, parę lat później Gabrysia. Dopiero syn i córka zarazili mamę swoim dziecięcym entuzjastycznym podejściem do tematu. Mikołaj, jako pięciolatek, po obejrzeniu transmisji internetowej, którą bardzo przeżył, uznał, że za rok chce zobaczyć Misterium na żywo. Wówczas stwierdził, że musi zagrać. I tak razem z mamą trafili do grona aktorów. Gabrysia była jeszcze malutka, więc podczas Misterium opiekowała się nią babcia. Ale w ubiegłym roku rodzina zagrała już razem.
Kiedy wspominamy minione 20 lat, Tomek zaskakuje kolejnymi historiami. Opowiada na przykład jak po dwóch latach wystawiania Misterium w amfiteatrze, zarząd Cytadeli zaczął obawiać się, że dawny schron znajdujący się pod trybuną, może nie wytrzymać po raz kolejny takiej liczby widzów. – Artur zdecydował więc, że kolejne inscenizacje odbywać się będą na placu przy Dzwonie Pokoju. Przyznam, że nie byłem zwolennikiem tego miejsca, wydawało mi się bowiem, że będzie tam zbyt duża bariera odległości między nami a widzami. Okazało się jednak, że Artur miał rację. To optymalne miejsce. Mieści się tam dość obszerna scenografia wszystkich miejsc akcji: Brama Jerozolimska, świątynia, Wieczernik, Ogród Oliwny, pałac Piłata i Golgota oraz 300 aktorów.
 
_DSF6773.jpg

Przełomowa rola
W samym dniu Misterium wszyscy aktorzy i część widzów uczestniczą najpierw we Mszy w kościele salezjanów. Stamtąd przechodzą wspólnie na pobliską Cytadelę, gdzie schodzą się już tłumy – około 50 tys. osób. Zanim zacznie się widowisko, na tyłach scenografii na aktorów czeka ciepły posiłek. To ważne, bo nie pod każdy strój można włożyć ciepłą odzież. Żołnierze rzymscy na przykład, przez cztery godziny muszą sobie radzić, mając gołe nogi. Ich stroje w ciągu lat, podobnie jak innych aktorów, były ulepszane. Co jakiś czas szyte są nowe.
Szczególny, jeśli chodzi o obsadę, był rok 2016, kiedy trwał Rok Miłosierdzia. Do grona aktorów dołączyli wtedy więźniowie z Zakładu Karnego w podpoznańskich Koziegłowach. Opiekunowie wytypowali trzy, a w kolejnym roku już sześć osób, co do których z jednej strony mieli pewność, że nie będą stanowiły zagrożenia dla innych, a z drugiej była nadzieja na ich przemianę duchową. I tak też się stało w niektórych przypadkach, w tym przebywającego w więzieniu już od 22 lat Jana, który zagrał rzymskiego żołnierza. – W tym człowieku dokonało się coś wyjątkowego. Przeżył głębokie nawrócenie. Taką zresztą miałem nadzieję, zapraszając osadzonych do gry w Misterium. Zależało mi, aby dać tym ludziom szansę na odkrycie Boga i wiary w siebie. I po prostu na zaistnienie w społeczeństwie – tłumaczył w ubiegłym roku Artur Piotrowski.
Były też takie lata, kiedy do obsady próbowano włączyć zwierzęta. Kończyło się to jednak przygodami, które opowiadane są dzisiaj jako anegdoty. Pierwszego roku na plac pod dzwonem przywieziono owce. Podczas Misterium jednak uciekły i do końca widowiska pasły się nieopodal na trawie. Innym razem był plan, żeby Jezus wjeżdżał do Jerozolimy na osiołku. Uparte zwierzę nie chciało jednak ruszyć z miejsca. Ostatecznie to Jezus musiał go ciągnąć.
 
Bieganie i łaskotki
Kiedy w domu Łapów z talerzy znika już ryż z sosem, pytamy ich dzieci o wspomnienia i ulubione sceny Misterium. – Końcowa, z Janem Pawłem II i aniołami, które tańczą wokół niego – rzuca Weronika. – A ze wspomnień szczególnie utkwiło mi nagrywanie ścieżki dźwiękowej. Biegaliśmy po studiu, a wujek Artur gonił nas i łaskotał, żeby nagrać śmiech dzieci – dodaje. 12-letni Igor najbardziej lubi, gdy Rzymian atakują zeloci. – Możemy wtedy biegać w tłumie i jest mnóstwo emocji – podkreśla. A najmłodszy, 9-letni Jeremi – kiedy przy wjeździe Jezusa do Jerozolimy dzieci wchodzą na schody i krzyczą: „Hosanna Synowi Dawida!”. Wszyscy zresztą przyznają, że nie wyobrażają już sobie Wielkiego Postu bez Misterium i poprzedzających je prób.
Nowakowie dzielą się z kolei refleksją, że poznańskie Misterium w pewien sposób przyczyniło się do upowszechnienia tej formy przekazu Męki Pańskiej. – Dwadzieścia lat temu, kiedy zaczynaliśmy, misteria nie były w naszym kraju tak powszechne. Na Cytadelę przyjeżdżają ludzie z całej Polski i niektórzy uwierzyli, że mogą je wystawić także u siebie. I o to chodzi, żeby w ten sposób dawać świadectwo o zmartwychwstaniu!
 



 
Poznańskie Misterium Męki Pańskiej zostanie wystawione 24 marca, w sobotę przed Niedzielą Palmową, o godz. 19.00 na placu przy Dzwonie Pokoju na Cytadeli. Więcej informacji i transmisja internetowa na www.misterium.eu.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki