Upomnienie, które ocala

Są upomnienia, które budują wspólnotę, i są takie, które ją niszczą. Prawdziwa miłość nigdy nie wyrządza zła bliźniemu.
Czyta się kilka minut
il. Agnieszka Robakowska
il. Agnieszka Robakowska

Jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Także wtedy, gdy widzimy, że drugi człowiek pobłądził i potrzebuje słów upomnienia, by wrócić na dobrą drogę. Niełatwo jednak upominać tak, by nasze słowa nie zraniły, nie upokorzyły i nie oddaliły człowieka od wspólnoty, ale stały się wyrazem troski o jego dobro. Jezus pokazuje drogę, która powstrzymuje szybki osąd. W czasach plotek, pomówień, publicznego linczu i hejtu ma to szczególne znaczenie. Spotkanie w cztery oczy, rozmowa przy świadkach, a wreszcie zwrócenie się do wspólnoty Kościoła mają służyć nie napiętnowaniu człowieka, lecz jego ocaleniu.

Ale nie tylko o tym mówi Jezus. Porównując zatwardziałych grzeszników do pogan i celników, Pan pokazuje, jak ważne jest, by być z nimi, troszczyć się o nich i dawać im świadectwo miłości i obecności. Sam przecież chętnie przebywał wśród grzeszników i celników, jadał z nimi. Ukazywał godność człowieka i oddzielał jego błędy od osoby, którą był. Widział w grzeszących dobro, które potrzebuje wydobycia przez miłość.

Jezus mówi też o modlitwie. O wspólnym wołaniu do Boga i o Jego obecności pośród tych, którzy zgodnie zwracają się do Niego o pomoc. Troska o wspólnotę nie kończy się na rozmowie z człowiekiem, który pobłądził. Potrzebuje także modlitwy, w której razem stajemy przed Bogiem. Jest to więc Ewangelia o wspólnocie i odpowiedzialności za nią, wyrażającej się we wzajemnej trosce i wspólnej modlitwie.

Są takie upomnienia, które budują wspólnotę. Człowiek, który zgrzeszył, może oprzeć się na ramieniu siostry czy brata, którzy również są grzesznikami. Może doświadczyć, że jest ważny dla wspólnoty i że ważne jest dla niej jego zbawienie. Może być potraktowany z szacunkiem należnym każdemu człowiekowi, bez względu na to, jak powikłane jest jego życie i ile upadków ma na koncie. Siła wspólnoty może go podnieść z upadku, zawrócić z błędnych dróg i towarzyszyć mu w trudnych okolicznościach życia.

Warto o tym pamiętać, gdy ogarnia nas lęk przed rozmową z kimś, o kim wiemy, że pobłądził. Tym bardziej trzeba o tym pamiętać, zanim wypuścimy w przestrzeń publiczną oskarżycielskie słowa, zamanifestujemy pogardę czy okażemy moralną wyższość.

Są bowiem również takie upomnienia, które nie budują wspólnoty, ale ją niszczą, zabijając życie w człowieku, który potrzebuje miłości, a nie bezlitosnego osądu. Czy można nazwać budowaniem wspólnoty sytuacje, w których zależy nam bardziej na chęci linczu niż na dobru człowieka? Czy budują ją szemrania, pogardliwe uśmieszki i aluzje? Wspólnotę niszczy wspólny front przeciwko drugiemu, gdy krytyka przechodzi w hejt, a wskazanie błędu w „jedynie słuszny i sprawiedliwy” wyrok.

Takie upominanie rozbija wspólnoty, rodzi lęk i nieufność. Sprawia, że żyjemy w strachu, że każde potknięcie zostanie nam wypomniane, wyśmiane i osądzone. Nie da się budować dobra tam, gdzie zamiast wsparcia spotykamy szyderstwo, zamiast życzliwości – czyhanie na błąd.

Miłość nigdy, przenigdy nie wyrządza zła bliźniemu. Czy pamiętamy o tym, gdy w naszych relacjach pojawiają się pęknięcia, gdy w naszych wspólnotach trzeba zmierzyć się z trudnymi sytuacjami? Jak kochamy tych, którzy są nam bliscy, i tych, którzy nas drażnią? Czy nasza miłość ocala człowieka i wspólnotę, którą z nim tworzymy? Jeśli nie, nasza miłość potrzebuje nawrócenia. Może bowiem okazywać się próbą pokazania własnej wyższości, a to z pewnością nie jest miłość.

Nie jesteśmy samotnymi atomami. Nasza więź z Bogiem wyraża się nie tylko w osobistej modlitwie, ale także w tym, jak troszczymy się o człowieka, który pobłądził, jak pomagamy mu powstać i jak razem stajemy przed Panem. Taki jest Kościół – rodzina ludzi, którzy są dla siebie wzajemnie ważni.

Z Ewangelii według św. Mateusza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».

Mt 18, 15–20

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2026