Jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Także wtedy, gdy widzimy, że drugi człowiek pobłądził i potrzebuje słów upomnienia, by wrócić na dobrą drogę. Niełatwo jednak upominać tak, by nasze słowa nie zraniły, nie upokorzyły i nie oddaliły człowieka od wspólnoty, ale stały się wyrazem troski o jego dobro. Jezus pokazuje drogę, która powstrzymuje szybki osąd. W czasach plotek, pomówień, publicznego linczu i hejtu ma to szczególne znaczenie. Spotkanie w cztery oczy, rozmowa przy świadkach, a wreszcie zwrócenie się do wspólnoty Kościoła mają służyć nie napiętnowaniu człowieka, lecz jego ocaleniu.
Ale nie tylko o tym mówi Jezus. Porównując zatwardziałych grzeszników do pogan i celników, Pan pokazuje, jak ważne jest, by być z nimi, troszczyć się o nich i dawać im świadectwo miłości i obecności. Sam przecież chętnie przebywał wśród grzeszników i celników, jadał z nimi. Ukazywał godność człowieka i oddzielał jego błędy od osoby, którą był. Widział w grzeszących dobro, które potrzebuje wydobycia przez miłość.
Jezus mówi też o modlitwie. O wspólnym wołaniu do Boga i o Jego obecności pośród tych, którzy zgodnie zwracają się do Niego o pomoc. Troska o wspólnotę nie kończy się na rozmowie z człowiekiem, który pobłądził. Potrzebuje także modlitwy, w której razem stajemy przed Bogiem. Jest to więc Ewangelia o wspólnocie i odpowiedzialności za nią, wyrażającej się we wzajemnej trosce i wspólnej modlitwie.
Są takie upomnienia, które budują wspólnotę. Człowiek, który zgrzeszył, może oprzeć się na ramieniu siostry czy brata, którzy również są grzesznikami. Może doświadczyć, że jest ważny dla wspólnoty i że ważne jest dla niej jego zbawienie. Może być potraktowany z szacunkiem należnym każdemu człowiekowi, bez względu na to, jak powikłane jest jego życie i ile upadków ma na koncie. Siła wspólnoty może go podnieść z upadku, zawrócić z błędnych dróg i towarzyszyć mu w trudnych okolicznościach życia.
Warto o tym pamiętać, gdy ogarnia nas lęk przed rozmową z kimś, o kim wiemy, że pobłądził. Tym bardziej trzeba o tym pamiętać, zanim wypuścimy w przestrzeń publiczną oskarżycielskie słowa, zamanifestujemy pogardę czy okażemy moralną wyższość.
Są bowiem również takie upomnienia, które nie budują wspólnoty, ale ją niszczą, zabijając życie w człowieku, który potrzebuje miłości, a nie bezlitosnego osądu. Czy można nazwać budowaniem wspólnoty sytuacje, w których zależy nam bardziej na chęci linczu niż na dobru człowieka? Czy budują ją szemrania, pogardliwe uśmieszki i aluzje? Wspólnotę niszczy wspólny front przeciwko drugiemu, gdy krytyka przechodzi w hejt, a wskazanie błędu w „jedynie słuszny i sprawiedliwy” wyrok.
Takie upominanie rozbija wspólnoty, rodzi lęk i nieufność. Sprawia, że żyjemy w strachu, że każde potknięcie zostanie nam wypomniane, wyśmiane i osądzone. Nie da się budować dobra tam, gdzie zamiast wsparcia spotykamy szyderstwo, zamiast życzliwości – czyhanie na błąd.
Miłość nigdy, przenigdy nie wyrządza zła bliźniemu. Czy pamiętamy o tym, gdy w naszych relacjach pojawiają się pęknięcia, gdy w naszych wspólnotach trzeba zmierzyć się z trudnymi sytuacjami? Jak kochamy tych, którzy są nam bliscy, i tych, którzy nas drażnią? Czy nasza miłość ocala człowieka i wspólnotę, którą z nim tworzymy? Jeśli nie, nasza miłość potrzebuje nawrócenia. Może bowiem okazywać się próbą pokazania własnej wyższości, a to z pewnością nie jest miłość.
Nie jesteśmy samotnymi atomami. Nasza więź z Bogiem wyraża się nie tylko w osobistej modlitwie, ale także w tym, jak troszczymy się o człowieka, który pobłądził, jak pomagamy mu powstać i jak razem stajemy przed Panem. Taki jest Kościół – rodzina ludzi, którzy są dla siebie wzajemnie ważni.
Z Ewangelii według św. Mateusza
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».
Mt 18, 15–20
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.






