Aby dobrze zrozumieć wyznanie wiary Szymona Piotra, warto pamiętać, że nie należał on do grona uczonych w Piśmie ani nauczycieli Prawa. Był rybakiem, człowiekiem ciężkiej fizycznej pracy, który – jak każdy pobożny Żyd – oczekiwał przyjścia Mesjasza. Trudno jednak przypuszczać, by wyłącznie na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji potrafił rozpoznać w Jezusie z Nazaretu „Mesjasza, Syna Boga żywego”. Jezus sam wyjaśnia, skąd Piotr otrzymał tę zdolność i kto naprawdę otworzył mu oczy: „Nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”. Jego wyznanie, choć wypowiedziane ludzkimi ustami, było darem Boga.
Czy Piotr wiedział wtedy naprawdę, co mówi? Wszystko wskazuje na to, że jego wiara dopiero miała dojrzewać. Znał Jezusa, kochał Go i był Mu oddany, ale nadal patrzył na Niego przez własne wyobrażenia. Widać to natychmiast po wyznaniu wiary. Gdy Jezus zapowiada swoją mękę i śmierć, Piotr zaczyna Go pouczać, że takie rzeczy nie mogą Go spotkać. W odpowiedzi słyszy ostre słowa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie!”. Ten sam człowiek, który przed chwilą wypowiedział prawdę pochodzącą od Boga, chwilę później myśli „po ludzku”, sprzeciwiając się Bożemu zamysłowi.
Właśnie w tym napięciu można lepiej zrozumieć, co znaczy, że Piotr jest skałą. Nie dlatego, że odtąd stanie się człowiekiem bez słabości i błędów. Przeciwnie: jeszcze wiele razy doświadczy własnej kruchości. Skałą staje się dlatego, że Chrystus go wybiera, nadaje mu nowe imię i powierza mu misję. Bóg nie powołuje ludzi dlatego, że są doskonali. Powołuje ich, znając ich słabość, i przez swoją łaskę czyni ich zdolnymi do rzeczy, których sami nie potrafiliby dokonać. Nowe imię otrzymane przez Piotra mówi zresztą coś ważnego o każdym, kto wchodzi w zażyłość z Chrystusem. Przemienia On sposób patrzenia na siebie, innych ludzi i życie. Człowiek zaczyna budować swoją tożsamość nie na własnej doskonałości, sukcesie czy sile, lecz na relacji z Tym, który go zna i powołuje.
Dotyczy to również każdego chrześcijanina. Wejście na drogę wiary nie oznacza automatycznego osiągnięcia moralnej doskonałości ani nieomylności. Różnica polega na tym, że nie musi już opierać się wyłącznie na sobie ani własnym rozumieniu Bożych dróg. Może otworzyć się na działanie Boga. Chrześcijanin staje się „opoką” nie wtedy, gdy ufa własnej sile, lecz wtedy, gdy pozwala, by jego życie było zakorzenione w Chrystusie.
Jest w tym także ważna lekcja dotycząca Kościoła. Kościół od początku budowany jest na ludziach, w których dobro i słabość istnieją obok siebie. Nie jest wspólnotą ludzi bezbłędnych. Jego siłą nie jest doskonałość jego członków, lecz obecność i działanie Chrystusa. Dlatego tak łatwo Kościół osłabić wtedy, gdy człowiek zaczyna przypisywać sobie władzę, mądrość i nieomylność należne Bogu. Zamiast budować, zaczyna wtedy dzielić i gorszyć. Prawdziwa siła Kościoła rodzi się z pokory, zaufania i gotowości przyjęcia łaski.
Słowa Piotra: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” nie są tylko zapisem wydarzenia z przeszłości. Każdy jest zaproszony, by wypowiadać je na nowo. Ich znaczenie dojrzewa wraz z naszym życiem: gdy zderzamy Ewangelię z własnymi planami, gdy doświadczamy własnej słabości, gdy uczymy się przyjmować Boże drogi, nawet jeśli nie są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Pytanie Jezusa: „A wy za kogo Mnie uważacie?” pozostaje pytaniem. Odpowiedź na nie nie jest jednorazową deklaracją. Jest drogą wiary, na której odkrywamy, kim jest Chrystus – i kim dzięki Niemu możemy się stać.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.





