Nie musimy rywalizować o miejsce na skali Bożej miłości

Bóg nie dzieli ludzi na bardziej i mniej godnych Jego miłości. Problem zaczyna się wtedy, gdy sami zaczynamy tak ich dzielić.
Czyta się kilka minut
il. Agnieszka Robakowska
il. Agnieszka Robakowska

Po co godzimy się na to, by Bóg nas „najął”? Po to, by wejść z Nim w układ o charakterze handlowym czy po to, by wejść do winnicy z zaufaniem, że prawdziwe są Jego słowa: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy”, i z otwartością na Jego dary? Czego oczekujemy, gdy zaprasza nas do współpracy i do wielkiej przygody wiary? Aby zapłacił nam za wierność, docenił starania i ciężką pracę, wynagradzając nas stosownie do zasług? A może tego, że ogarnie nas Jego bezinteresowna miłość, która przekracza ludzkie wyobrażenia i oczekiwania?

Bardzo trudno znieść pracującym od rana robotnikom fakt, że zostali potraktowani tak samo jak ci, którzy przyszli do pracy w ostatniej godzinie. „Niesprawiedliwość” – myślą, gdy otrzymują taką samą zapłatę jak pozostali. Nie dostrzegają nawet tego, że gospodarz dotrzymał wobec nich umowy.

Dają się słyszeć podobne głosy także w Kościele. Jak niektórzy pobożni katolicy przyjmują słowa papieża, który przypomina, że Bóg nikogo nie wyklucza ze swojej miłości? Czy nie pojawia się pokusa, by powiedzieć: „To nie jest nasz papież”? Z jakimi emocjami witamy inicjatywy będące wyrazem troski Kościoła o odrzuconych, o ludzi, którym życie się skomplikowało, o wszystkich szukających nadziei, o ludzi o rozdartych sumieniach? Czy nie zdarza się nam wołać: „To nie nasz Kościół”? Możemy wtedy stać się podobni do robotników porannej zmiany, którzy oskarżali gospodarza: „Zrównałeś ich z nami!”.

Pycha tego zdania jest uderzająca. Jak to? To przecież „my” jesteśmy prawdziwym Kościołem, a „inni” to uzurpatorzy, schizmatycy. Dostaje się zarówno tak zwanemu Kościołowi otwartemu, jak i tak zwanemu tradycyjnemu, zarówno tym, którzy usiłują żyć w dialogu z inaczej myślącymi, jak i tym, którzy zamykają się w twierdzach własnych przekonań. Nad wszystkimi może unosić się duch pychy, poczucia wyższości, mniemania o własnej wyjątkowości i przeświadczenia, że „tamci” są niegodni nazywania ich katolikami.

Chrystus umarł na krzyżu za wszystkich. Nie wybierał grona uprzywilejowanych, dla których warto przelać krew. Bóg nie dzieli ludzi na tych, którzy są godni Jego miłości, i na tych, którzy są Mu obojętni. W Jego oczach każdy człowiek ma tę samą niezbywalną godność i każdy jest przez Niego powołany do zbawienia.

Wiele o człowieku mówi jego sposób patrzenia na innych. Porównywanie się, ocenianie, obliczanie czyjejś wartości w zestawieniu z własną – to nie jest miłość. Ani do siebie, ani do bliźnich, ani do Boga. Prowadzi do umniejszania innych i do licytowania się na zasługi, choć nie na tym polega nasza ludzka wartość. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi więcej, i taki, kto nie zrobił nic albo niewiele. Jeśli ta świadomość budzi w nas poczucie krzywdy, jeśli powoduje opór i buduje mury w relacjach z ludźmi, być może wciąż nie odkryliśmy, jak bardzo jesteśmy przez Boga kochani.

Czy da się miłość Boga traktować w kategoriach rachunku, a relację z Nim jak transakcję handlową? Dlaczego przyznajemy sobie prawo do wyliczania, kto i na co zasłużył, do oceniania, kto bardziej się starał, a kto mniej, do mierzenia wspólnoty Kościoła niczym księgowy porównujący tabelki „winien” i „ma”? To tak, jakby oceniać, czy i na jakich warunkach opłaca się być w Kościele. Tymczasem u podstaw relacji Boga z człowiekiem nie stoi rachunek zasług, lecz miłość i dar. Jedno i drugie cechuje się bezinteresownością.

„Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy” – odpowiada gospodarz winnicy na zarzut niesprawiedliwego traktowania robotników. Nikt z nas nie musi rywalizować z innymi o miejsce na skali Bożej miłości. Nie musimy porównywać się z bliźnimi, bo tajemnica hojności Boga jest niewyczerpana. Jego łaski wystarczy dla wszystkich.


Słowa Ewangelii według św. Mateusza

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?”. Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

Mt 20, 1–16a

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Zrównałeś ich z nami!