Kiedy szukamy wspólnoty idealnej, kiedy czujemy, że zło istniejące w Kościele nas gorszy i niszczy, kiedy zastanawiamy się nad odejściem, bo nie jesteśmy w stanie dłużej unieść kolejnych informacji o skandalach, niegodziwości i nieewangelicznych postawach naszych sióstr i braci, przypomnijmy sobie przypowieść o słudze, któremu darowano dług, a on sam nie potrafił tego samego uczynić wobec swojego dłużnika.
Wspólnota idealna bowiem nie istnieje. Kościół nie składa się z aniołów, ale z ludzi z krwi i kości, zdolnych do czynów wielkich, ale także haniebnych zachowań – błądzących, upadających, niewiernych i raniących innych. Trwanie we wspólnocie, tworzenie w niej głębokich relacji jest możliwe także dlatego, że potrafimy sobie przebaczać. Nie siedem razy, ale aż siedemdziesiąt siedem, czyli bez końca, cierpliwie, jak dyktuje miłość. W przeciwnym razie nasze relacje i wspólnoty zniszczą podziały, oskarżenia i wyroki, a nasze serca będą uwięzione w złu, którego doświadczyliśmy.
Przebaczenie nas uwalnia. Nie oznacza jednak zaprzeczenia krzywdzie. Nie mówi, że to, co się wydarzyło, było nieważne, ani że należy o nim zapomnieć. Przeciwnie: prawdziwe przebaczenie zakłada uznanie prawdy o złu, a dopiero potem pozwala człowiekowi nie oddawać złem za zło. Nie może ono być jednak powierzchowną deklaracją. Przebaczenie jest trudem, drogą, która u każdego z nas wygląda inaczej: może być krótsza lub dłuższa, najeżona wahaniami, żalem i zapiekłym poczuciem krzywdy. Od ludzi skrzywdzonych, którym wyrządzone zło realnie zniszczyło życie, nie mamy prawa automatycznie oczekiwać, że przebaczą swojemu oprawcy. To ich wybór, ich dojrzewanie, ich zmagania.
Warto przy tym zwrócić uwagę na to, co często nam umyka, gdy myślimy o chrześcijańskim przebaczeniu. Jest to zdanie padające dwa razy w przypowieści Jezusa: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Człowiek, który nie chce zobaczyć rozmiaru popełnionego zła i nie żałuje go, nie jest gotowy przyjąć przebaczenia. Możemy uwolnić swoje serce od nienawiści i pragnienia zemsty, nawet jeśli sprawca nie uznaje swojej winy. Nie oznacza to jednak pojednania ani obowiązku odbudowania relacji. Pojednanie wymaga prawdy, skruchy i odbudowy zaufania.
Przebaczenie we wspólnocie uczniów Chrystusa jest konsekwencją wiary w Boga, którego sprawiedliwość przekracza ludzką miarę. Przebaczenie nie znosi sprawiedliwości. Nie oznacza rezygnacji z nazwania zła po imieniu, ochrony skrzywdzonych ani odpowiedzialności sprawcy. Sprawiedliwość jest potrzebna dla zadośćuczynienia, naprawy i ładu społecznego. Bóg idzie jednak dalej. Jego sprawiedliwość jest owocem miłości, dlatego „Bóg nie męczy się przebaczaniem”, jak przypominał papież Franciszek.
Bóg pokonuje zło przez darowanie długów, przez miłosierdzie i uwolnienie. Zło, które popełniamy, i to, którego sami doświadczamy od innych, nie musi się mnożyć przez odwet i zemstę. Nie musi nas zabijać i niszczyć. Może natomiast stać się miejscem, w którym spotykamy Miłość przebaczającą i miłosierną, uwalniającą i przywracającą nas do życia. Skandal miłosierdzia, przebaczanie win, które w ludzkiej opinii wydają się nie do przebaczenia, to sedno chrześcijaństwa. I prawdopodobnie jego najtrudniejsza część. Bo przebaczyć nie znaczy zapomnieć, usprawiedliwić zło ani zrezygnować ze sprawiedliwości. Znaczy nie pozwolić, aby wyrządzone nam zło miało ostatnie słowo. Ostatnie słowo należy do Boga – i jest nim miłosierdzie.
Z Ewangelii według św. Mateusza
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»
Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.
Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.
Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!”. Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.
Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.
Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?”. I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.
Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».
Mt 18, 21-35
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.






