Nadanie przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego jednej z ukraińskich jednostek bojowych imienia „Bohaterów UPA” rozpaliło w Polsce emocje. Czy słusznie? Jak najbardziej. Mamy pełne prawo do świętego oburzenia. Gorzej, że oburzamy się, tak naprawdę nie bardzo wiedząc na co. Na temat UPA bowiem od lat – zamiast wiedzą – karmieni jesteśmy stereotypami. Podobnymi stereotypami, tyle że w przeciwną stronę, karmieni są od lat Ukraińcy.
I jak tu się porozumieć? Ano, cierpliwym powtarzaniem faktów. Nawet przy minimalnym oddźwięku społecznym. Bo nie ma innej drogi. Niniejszy artykuł próbuje rozprawić się z najczęściej powtarzanymi przekłamaniami, a może nawet bardziej – z przemilczeniami. Pełno tego i nad Wisłą, i nad Dnieprem.
Bandyci
„Bandy UPA” – ileż razy słyszeliśmy to określenie! Tak Ukraińską Armię Powstańczą określała propaganda PRL-u, po której odziedziczyła ten zwrot III RP. Był już jednak czas, gdy zniknął on z publicznej przestrzeni; głównie na skutek powolnej i żmudnej pracy historyków i edukatorów. Niestety, około 2014 roku zaczął on się znowu u nas pojawiać. Rok 2014 to czas zajęcia przez Rosję Krymu i wschodniego Donbasu. Czy to przypadek? Być może.
Określenie „bandy UPA” jest obraźliwe. Myślę tu nie tyle o samej UPA, ile o Ukraińcach. Pamiętamy wszak, jak nasi okupanci, Niemcy i Rosjanie, pluli nam w twarz „bandami AK”. Nie róbmy tego samego naszym sąsiadom zza Buga.
Ale ten apel ma również swoją drugą stronę. Bo powiedzenie „bandy UPA” w istocie pomniejsza zbrodniczość jej działania. Rzeczą bandyty jest zabijać kobiety i dzieci, tak jak rzeczą policjanta jest go chwytać, zaś sędziego – posyłać na stryczek. Jednak te okropne rzeczy robili żołnierze. Tak, umundurowani żołnierze podziemnej armii. I z ich to zbrodni UPA – jako formacja militarna, nie „banda” – powinna zostać tym bardziej surowo rozliczona.
Zabijała przeważnie Polaków
Mordy dokonane na Polakach na Wołyniu i w byłej Galicji pochłonęły, ostrożnie licząc, około 60 tys. cywilnych ofiar. Można bez przesady powiększyć tę kwotę do 100 tys., chociaż lista zidentyfikowanych nazwisk pomordowanych to tylko jedna trzecia tej skali wielkości. Tak czy owak była to straszna zbrodnia, godna najwyższego potępienia (czy ludobójstwo? – o tym za chwilę). Stąd wniosek, że upowcy zajmowali się głównie mordowaniem Polaków. Nasz polski ból przesłania nam jednak fakt, że tamta erupcja zbrodni trwała relatywnie niedługo: na Wołyniu zaledwie kilka tygodni, na pozostałych obszarach objętych rzeziami – do 1944, sporadycznie do zimy 1945 roku. Tymczasem walka UPA z okupantem sowieckim, jaka nastąpiła zaraz potem, trwała jeszcze pełną dekadę!
Podczas tamtej walki padły po obu stronach setki tysięcy zabitych – sowieckich napastników, ukraińskich partyzantów, oraz, niestety, ukraińskich cywilów. Czy ci ostatni padli wyłącznie ofiarą okupantów? Otóż nie. UPA, formacja walcząca o niepodległą Ukrainę, była jednocześnie formacją nacjonalistyczną, a nawet, w programowych założeniach, totalitarną. Jej oddziały spaliły setki wiosek podejrzewanych o prokomunistyczne sympatie lub zwykłą kolaborację. Zapewne były i takie, jednak duża, być może nawet przeważająca część ich mieszkańców to byli zwyczajni chłopi, którzy bardziej niż narodowych haseł pragnęli świętego spokoju. I zapłacili za to śmiercią.
W tej mniej chwalebnej części swojej walki upowcy zabili około 100 tys. rodaków. Tyle samo, a być może nawet więcej niż Polaków w latach 1943–1945.
Mordowała Żydów
Nieprawda. W UPA była nawet osobna jednostka złożona z ocalałych z Zagłady żydowskich zbiegów. Ale to tylko jedna strona medalu. W realizacji Holokaustu Niemcy posłużyli się załogami posterunków kolaboracyjnej żandarmerii, w której służyli Ukraińcy. Ci ludzie, istotnie, mieli ręce po łokcie umazane w żydowskiej krwi. Ale gdy w kilka miesięcy po tej hańbie dowództwo UPA, ogłaszając ogólne powstanie – przeciw Niemcom, Polakom i nadchodzącym Sowietom – wezwało żandarmów do wstąpienia w szeregi podziemnej armii, ci bez wahania zbiegli z posterunków do lasu. Teraz UPA, zasilona kilkoma tysiącami wyszkolonych i uzbrojonych bojowników, ruszyła atakować polskie wioski na Wołyniu.
To prawda, że wśród mordujących Polaków upowców było wielu takich, którzy wcześniej mordowali Żydów. Ale nie robili tego jako UPA.
Trzymała z Niemcami
To kolejne uparcie powtarzane przekłamanie. UPA była zbrojnym ramieniem OUN-B, banderowskiego odłamu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. W odróżnieniu od tzw. melnykowców banderowcy nie chcieli współpracować z niemieckimi okupantami, dlatego zeszli do podziemia. Dlatego też Niemcy aresztowali przywódcę OUN-B Stepana Banderę.
Owszem, z naszego punktu widzenia możemy UPA zarzucać, że jej walka z Niemcami przebiegała względnie łagodnie, bez porównania łagodniej niż starcie z Polakami czy Sowietami. Wynikało to jednak z chłodnej politycznej kalkulacji – i to obustronnej. Dowództwo UPA liczyło się z tym (jak się okazało, słusznie), że okupacja niemiecka nie będzie trwała długo, zaś istotne siły ukraińska partyzantka winna zachować do boju decydującego – z okupantem sowieckim. Oczywiście na terenie już „oczyszczonym” z wroga numer trzy: z Polaków. Z drugiej strony Niemcy, wycofujący się przed Sowietami, nie chcieli angażować sił do beznadziejnej walki w lasach, koncentrowali się na kontroli miast i linii kolejowych. Skoro oni (UPA) nie walczą z nami, my nie będziemy walczyć z nimi. Ale Niemcy bynajmniej nie robili tego z miłości, ani też z imperatywu ideowej współpracy. Tak samo upowcy.
Z drugiej strony warto pamiętać, że Ukraińcy zarzucają naszej AK taką samą „miłość” do Sowietów. Zarzut jest, analogicznie, podobnie chybiony, jednak przypadki współpracy Armii Krajowej z partyzantką sowiecką, także przeciw UPA, to fakt. Co więcej, na okupowanym przez Niemców Wołyniu były też kolaboracyjne formacje żandarmerii polskiej. Mają one na sumieniu kilka spalonych wiosek oraz kilkuset wymordowanych cywilów.
Wojna chłopska
Wyście mordowali nas, myśmy mordowali was – to najczęstsza próba „kompromisu” z nami ze strony nieco bardziej ugodowo nastawionych Ukraińców. Na Wołyniu podobno trwała wojna chłopska, a wojny chłopskie zawsze są okrutne. Nieprawda – liczą się tu takie szczegóły, jak skala, intencje, a przede wszystkim sprawstwo. Na Wołyniu to Ukraińcy, intencjonalnie, masowo i w jednym momencie zaatakowali Polaków, nie na odwrót. I to przesądza ocenę. Podczas pogromu Ormian przez Turków w 1915 roku zdarzały się, owszem, przypadki, gdy to Ormianie, w odwecie, podpalali turecką wioskę. Nikt uczciwy nie mówi jednak o „wzajemnych rzeziach ormiańsko-tureckich”.
Latem 1943 roku na Wołyniu to nie tamtejsi chłopi skrzyknęli się, by atakować polskie wioski. Zagnali ich do tej krwawej roboty żołnierze UPA. Naprędce sklecone chłopskie drużyny zwane „siekiernikami” dokonały, owszem, najbardziej przerażających rzezi. Ale wszystko się działo pod komendą UPA. I na jej wezwanie. Uchylania się od tego „obowiązku” nie przewidywano.
Nacjonalistyczny Wołyń
Dochodzimy tu do największego z paradoksów, prawdy starannie wypartej ze świadomości zarówno polskiej, jak i ukraińskiej. Wołyń, w Polsce złowrogi symbol „ukraińskiego nacjonalizmu”, bynajmniej nie był nacjonalistyczny. Była to kraina wiejska, niepiśmienna i raczej anarchiczna. Wśród ludności ukraińskojęzycznej z pewnością więcej tam było komunistów niż ukraińskich nacjonalistów.
I otóż ten fakt spędzał sen z powiek społecznym inżynierom z OUN-B. Nie chcieli oni Wołynia sowieckiego, ani tym bardziej polskiego. Dlatego tam właśnie, nie gdzie indziej, zadecydowano rozpocząć ukraińskie powstanie. Na Wołyń trafiły doborowe kadry UPA z okolic Lwowa. Wywołane przez nie powstanie przerodziło się w antypolską rzeź.
Nawet wołyńscy upowcy okazali się narodowo niepewni. W rok po rzezi Polaków Służba Bezpieczeństwa UPA dokonała krwawej czystki w szeregach Wołyniaków, rozstrzeliwując kilka tysięcy swoich własnych żołnierzy. Niedawni kaci Polaków padli z ręki towarzyszy broni.
Ukraińska Armia Krajowa
Ukraińską Armię Powstańczą założył Taras Boroweć, pseudonim „Taras Bulba” – wołyński socjalista i przyjaciel Polaków. Była to pierwsza w terenie formacja leśna. Na tyle popularna, że banderowcy, pragnący zmonopolizować ukraiński ruch podziemny, ukradli bulbowcom nazwę ich armii. W czasie rzezi na Wołyniu Boroweć chronił polskich uchodźców, potępił też w stanowczych słowach dokonywane na Polakach mordy. Niestety, silniejsi banderowcy pokonali go, wcielając też przymusowo we własne szeregi część bulbowców.
Warto było przytoczyć ten szczegół, by pokazać z jak bardzo skomplikowaną historycznie materią mamy do czynienia. Banderowska UPA z sukcesem przeprowadziła operację podporządkowania sobie wszystkich zbrojnych formacji ukraińskiego podziemia. Gdy w toku „ogólnoukraińskiego powstania” jej oficerowie przystąpili do masowego werbunku na terenach opanowanych przez partyzantkę, do UPA trafiły tysiące zwykłych Ukraińców, szczerze pragnących bronić ojczyzny przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Ci ludzie nie dość, że nie mieli kropli polskiej krwi na rękach, oni często nawet nie wiedzieli o tym, co się stało na dalekim Wołyniu. Jedyne, co wiedzieli o UPA, to to, że jest to jedyna im dostępna, zbrojna ukraińska organizacja. Coś w rodzaju naszej Armii Krajowej.
Tysiące takich żołnierzy UPA oddało życie w dziesięcioletniej walce z sowieckim okupantem. Należy im się sprawiedliwa ocena. Także z naszej, polskiej strony.
Ludobójcy czy bohaterowie?
Pora na pytanie najistotniejsze. Czy UPA, traktowana jako polityczna całość, nie zaś zbiorowość różnych żołnierzy, dokonała ludobójstwa na Polakach? Tak. Wszystkie oznaki na to wskazują. A ludzi, którzy nadal mają w tej sprawie wątpliwości, należałoby zapytać: jeśli to nie było ludobójstwo, to co w takim razie nim jest?
I ta odpowiedź jest najważniejsza. Z jej powodu, mimo wszystkich opisanych wyżej i nieopisanych niuansów, nawet przyjaciel Ukrainy i gorący kibic jej militarnych zapasów z Rosją musi powiedzieć: przykro mi, ale gest odebrania orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu uważam za uzasadniony.
Ludobójstwo na Polakach jest poważną skazą na obliczu UPA. Nawet Stepan Bandera, choć to nie on, siedzący wówczas w niemieckim więzieniu, wydał morderczy rozkaz, odpowiada moralnie za tę ciemną stronę działalności podległej mu organizacji. On bowiem, tworząc OUN-B, wcielał w życie model Ukrainy „czystej” narodowo i rasowo.
Dwaj najwięksi winni to Dmytro Klaczkiwski, pseudonim „Kłym Sawur”, dowódca formacji wołyńskich, które przeprowadziły pierwszą, najbardziej krwawą fazę „operacji antypolskiej”, oraz dowódca wojskowy UPA Roman Szuchewycz, pseudonim „Taras Czuprynka”. Obaj po latach zginęli w walce z Sowietami. I zginęli – najtrudniej to przyznać Polakowi – śmiercią bohaterską.
Czy zatem byli bohaterami, czy też zbrodniarzami? A może jedno i drugie? Na to pytanie niech odpowie, we własnym sumieniu, Polak i Ukrainiec. Ale na pewno można tu powiedzieć, że mimo tej poważnej skazy na obliczu UPA nie wszyscy jej żołnierze byli zbrodniarzami. W jej szeregach znaleźli się również – i to wcale licznie – prawdziwi bohaterowie. I w odróżnieniu od wspomnianych tu dowódców moralnej postawie ich, szeregowych upowców gdzieś spod Przemyśla czy Sanoka, nie można niczego zarzucić.
Zakończę ten tekst zdaniem z oświadczenia Piotra Łukasiewicza, ambasadora RP w Kijowie; zdaniem, które warto przeczytać do końca: „Każde państwo ma prawo kształtować własną pamięć historyczną i wybierać swoich bohaterów, przy świadomości konsekwencji takich decyzji w relacjach międzynarodowych”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















